Data: 19.05.2012r 
Trasa: Rowy- brzegiem morza- Klif Dębiński- Poddąbie- Klif Wytowieński- 
       Orzechowo- Ustka 18km
Prowadzący trasę: Hanna Jankowska
Ilość uczestników z Orłów: 4

Do Rowów pojechaliśmy porannym autobusem odjeżdżającym ze Słupska o 6.50 w 
składzie- Hania, Kuba, Marcel i Mecenas. Niestety nie było z nami lidera 
klubu Seweryna, który musiał dziś dziadkowi kupić cukier i drożdże oraz 
przygotować produkcję domowych nalewek. Niech żałują Ci, którzy nie przybyli, 
bowiem wreszcie dopisała pogoda, było słonecznie a wiatr słaby. 
Postanowiliśmy zatem całą trasę do Ustki przejść plażą aby skorzystać ze 
słońca i podziwiać rozmaite barwy spokojnego morza.. Po drodze mijaliśmy 
wielu wędkarzy oraz pływające po morzu kaczki. Pierwszy postój nastąpił pod 
Klifem Dębińskim na plaży usianej głazami. Kuba przywołał wspomnienia babci 
Genowefy, wszyscy chętnie wysłuchaliśmy jego gawędy. Idąc dalej, przed 
wejściem do Poddębia, napotkaliśmy odsłonięte fragmenty wraku torpedowca, 
który przez wiele lat był zasypany Przez piasek. Mecenas pamiętał ten wrak z 
dziecinnych lat spędzanych w Poddębiu, dlatego też- mimo przeziębienia- 
wszedł do zimnej wody w celu dokonania dokumentacji fotograficznej. W 
Poddębiu zaplanowaliśmy dłuższy odpoczynek, i ponad godzinę posiedzieliśmy 
pod wiatą na stacyjce rowerowej, gdzie Marcel i Kuba spożyli słoik 
grejpfrutów w syropie, przeznaczonych pierwotnie dla Seweryna, znanego 
smakosza owoców, Hania ucięła małą drzemkę, zaś Mecenas spałaszował deczko 
"giętej". Z Poddębia wyruszyliśmy przez las w stronę jaru i małej rzeczki, 
tam znów wyszliśmy na plażę i wkrótce doszliśmy do podnóża Klifu 
Wytowieńskiego. Odkryliśmy mały fragment wraku szalandy, napotkaliśmy grupę 
wędrowców "Nordic Walking" ( z kijkami) a pod Orzechowem ułożony z patyków 
napis klubu "Mikołajek" ze Słupska ( w tym dniu odbywali oni wyjątkowo długą, 
jak na ten klub trasę ( Ustka-Zapadłe).. W trakcie ostatniego przed Ustką 
postoju przechodzący ze swoimi właścicielami pies o imieniu Wega pożarł 
Marcelowi ostatnie bułki, więc zgłodniali czym prędzej podążyliśmy do Ustki. 
Zrobiło się prawdziwie letnio, gorąco, ludzie opalali się na plaży w strojach 
kąpielowych więc nic dziwnego, że poza głodem dokuczało nam również pragnienie, 
które zaspokoiliśmy już w pierwszej pizzerii od strony plaży. Nieco zmęczeni, 
ale zadowoleni i opaleni (twarz Hani przypominała lico Janka Kiśluka na I 
rajdzie Marszu Śmierci) udaliśmy się na przystanek autobusowy i po godz.15 ej 
wyjechaliśmy do Słupska, dopingowani telefonicznie przez Seweryna ,który 
ardzo żałował, że nie mógł z nami iść, ale tym bardziej zapraszał do siebie po 
wędrówce na analizę przyszłych wypraw...

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY