Data: 14-15.12.2013r
Miejsce imprezy: bunkry Baterii Blüchera w Ustce
Organizator i prowadzący: Marcin Barnowski
Liczba uczestników z Orłów: 7

Na odbywającym się w dniu 6.12 w Słupsku Kongresie Towarzystwa Odkrywców prezes 
klubu- Mecenas omówił ze znanym usteckim historykiem- Marcinem Barnowskim 
organizację klubowej imprezy w bunkrach tzw "baterii Blüchera" znajdujących 
się po zachodniej stronie portu w Ustce. Pomysł spędzenia w zimie nocy w 
pomieszczeniach bunkrów przypadł do gustu klubowiczom, zwłaszcza tym najbardziej 
doświadczonym i odpornym na trudy. Z klubowej kadry nie było tylko Marka gdyż 
ten akurat oprawiał dzika, oraz Andrzeja, zatrzymanego w domu przez surowego 
strażnika. Stawili się natomiast inni wytrawni turyści-Marcel, Mecenas, Piotr 
"Złoty But" z Koszalina, Jurek z Redy, Arnold, Lider Klubu- Seweryn z Patrycją. 
Zbiórka klubowiczów miała miejsce o godzinie 16-ej pod latarnią morską w Ustce, 
skąd- już w zapadającym mroku- podążyliśmy wzdłuż basenu portowego do mostu i 
dalej do bunkrów. W recepcji powitał nas organizator- Marcin Barnowski, który 
poczęstował nas gorącą kawą oraz pogadanką historyczną. Po pewnym czasie udaliśmy 
się do bunkra, gdzie w dawnej jadalni urządziliśmy biesiadę turystyczną w 
towarzystwie manekinów ubranych w niemieckie mundury wojskowe. Wkrótce jednak Hans, 
Klaus i Gruber musieli opuścić nasze grono gdyż zajmowali miejsca na krzesłach. 
Biesiada trwała aż do godziny 3 w nocy. Marcin wygłaszał wykłady o historii Ustki, 
a po jego wyjściu Piotr opowiedział o zainteresowaniu wędrówkami naszego klubu w 
środowisku turystycznym Koszalina, m.in. dlatego, że czasami wędruje z nami 
przewodnik transalpejski z Rzymu- Martin Smuggia i mógłby nauczyć innych języka 
włoskiego. Po kilku godzinach musiał nas niestety opuścić Seweryn, który z Patrycją 
wrócił do Słupska. Ci, którzy pozostali poza biesiadowaniem, zwiedzali bunkier oraz 
przymierzali mundury, w których pozowali do zdjęć. Zapewniamy w tym miejscu, że 
żaden z członków klubu nie jest zwolennikiem militaryzmu czy tym bardziej nazizmu, 
a to, że przymierzaliśmy mundury było dla zabawy- tak jak to czynią uczestnicy 
zlotów pojazdów wojskowych w Darłówku czy Bornem Sulinowie. Stopniowo zaczęliśmy 
udawać się na zasłużony odpoczynek na pryczach, ale najpierw trzeba było wyłączyć 
chrapiącego manekina, który zajmował jedną z prycz. Największym problemem noclegu 
w bunkrze nie był bowiem chłód (każdy dysponował ciepłą odzieżą i śpiworem), lecz 
to, że bunkier żył własnym życiem.. Wystarczyło, że np ktoś próbował po cichu 
wyjść za potrzebą a tu włączała się fotokomórka i głos- "achtung, achtung ,gas 
alarm!". Z oddali dochodził głos Hitlera i piosenka Lili Marlen, poza tym bunkier 
był oświetlony, więc trudno było spać. Pierwszy- jeszcze w nocy- wstał Arnold, 
gdyż miał rano wykłady w szkole. Reszta wstała po godzinie 8-ej rano i po śniadaniu 
szybko opuściła bunkier, jako iż należało go udostępnić dla zwiedzających. Po 
oprowadzeniu kilkunastu turystów, gospodarz-Marcin, zgodnie z planem ustalonym 
poprzedniego dnia zabrał nas na wycieczkę do góry Ognica, położonej w okolicach 
poligonu wojskowego, niedaleko jez. Modła. Pojechaliśmy tam wojskowym samochodem 
Marcina tzw "kübelwagenem", co stanowiło dodatkową atrakcję. Najpierw obejrzeliśmy 
tzw bunkier amunicyjny położony w pobliżu baterii Bluchera, a następnie po 
dojechaniu w pobliże wsi Modlinek, wybraliśmy się na pieszą wycieczkę w poszukiwaniu 
śladów bunkrów i umocnień na górze Ognica. W trakcie wędrówki Marcin "zasypywał" 
nas szeregiem ciekawostek historycznych, zaś najenergiczniejszymi eksploratorami 
byli Marcel i Piotr, bez obawy zapuszczający się w czeluście dawnych bunkrów. 
Niestety, po porannych przejaśnieniach, pogoda się zepsuła, zaczął padać deszcz, 
więc po pewnym czasie trzeba było zakończyć wędrówkę .Marcin odwiózł nas z powrotem 
do baterii Blüchera, wzięliśmy plecaki i w coraz bardziej intensywnym deszczu 
podążyliśmy na przystanek autobusowy, skąd około godziny 14-ej powróciliśmy do 
Słupska.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY