Data: 22.03.2014r
Trasa: Będziechowo PKS- Rumsko- Równo- Rówienko- Główczyce- Klęcinko 
       (hacjenda "U Benka") 12 km
Prowadzący trasę: Tomasz Wiktorzak
Liczba uczestników z "Orłów": 11

Na organizowanym przez GOK w Główczycach rajdzie pieszym na powitanie wiosny 
pojawiła się kilkudziesięcioosobowa grupa uczestników, głównie młodzież szkolna 
z Pobłocia. Miło wspomnieć że liczną ekipę wystawił też nasz klub "Orły". Ze 
Słupska autobusem o godz.9:00 relacji Słupsk-Łeba przyjechali: Arnold, Halinka, 
Marcel, Mecenas, Krzysiek, Lider Klubu Seweryn, Jurek z Redy oraz "Kapitan" 
Zbyszek. Na przystanku PKS w Będziechowie (obok dawnego przystanku kolejowego 
linii Stolp-Dargerose) czekali już szczęśliwi dziadkowie-Teresa i Marek oraz 
wujek Grzesiek. Wkrótce dojechała też Wanda z Rzuszcza. Od razu na początku 
wystrzelił korek z szampana- ale nie na powitanie wiosny lecz był to toast za 
małego Antoniego-wnuka Marka i Teresy. Po przyjeździe autobusu z dziećmi z Pobłocia, 
prowadzący- Tomasz Wiktorzak dał hasło do wymarszu. Do Rumska wędrowaliśmy śladem 
dawnej linii kolejowej, lecz już na początku prowadzący zboczył ze szlaku i 
poprowadził całą grupę w lewo, na teren dawnego grodziska, malowniczo położonego 
wśród lasów z wyraźnie zaznaczonymi wałami i otoczonego u podstawy strumieniem- 
krajobraz niczym w Bieszczadach. Nasze zainteresowanie wzbudził położony na terenie 
grodziska płaski głaz, który wg Mecenasa nadawałby się na łóżko- co zademonstrował 
w praktyce. Po dłuższym łazikowaniu po grodzisku powróciliśmy na główny szlak, 
klubowicze jak zwykle zamykali peleton aby dopilnować zagubionych. Rozpoczęły się 
gawędy, w których tym razem celował nie Seweryn, znany z naukowych pogadanek, lecz 
Kapitan, weteran stu mórz i oceanów. Opowiadał on wspomnienia z rejsów, lecz 
najciekawszy był wykład filozoficzny o sumieniu, który niegdyś wygłosił mu znany 
psychiatra z Lęborka. Precyzyjnie bowiem wskazał jaka część ciała nie ma sumienia.. 
Krzyśka z kolei pytano dlaczego dźwiga ze sobą wypchaną torbę z sugestią, że są to 
znicze.. Znicze to jednak nie były, lecz paliwo na drogę. Miło gawędząc doszliśmy 
w okolice Rumska które ominęliśmy z lewej strony wychodząc na drogę dopiero przy 
rozwidleniu tras do Wierzchocina i Równa. Zwiedziliśmy dwa stare cmentarze, jeden 
"powszechny" a drugi rodu von Krockow, z dwoma ceglanymi kryptami. W Równie grupa 
rozdzieliła się- prowadzący udał się z młodzieżą oglądać kolejne grodzisko by 
stamtąd pójść bezpośrednio do Główczyc, zaś klubowicze "Orłów", którym to grodzisko 
było już znane z jesiennego rajdu "Liścia Dębu", postanowili przedłużyć trasę i 
poszli prosto do Rówienka i Skórzyna. Na jednym z postojów, Mecenas przypomniał o 
zarzutach do zarządu klubu o braku formalnych zebrań i protokołów, więc choć zdaniem 
klubowiczów turystyka piesza polega na czym innym niż zebrania i protokoły, 
ustanowiono- w jawnym głosowaniu- władze postoju- przewodniczącego, zastępcę, 
sekretarza, pierwszego i drugiego zastępcę sekretarza, zastępcę zastępcy i kto jest 
członkiem. Podjęto uchwałę o zorganizowaniu postoju. W wolnych wnioskach padł 
postulat o możliwości oddania potrzeby fizjologicznej, na tym zebranie zakończono, a 
protokołu nie podpisano bo z uwagi na brak papieru jego nie sporządzono. Wyruszyliśmy 
dalej, w Rówienku skorzystaliśmy z możliwości relaksu na huśtawce, zaś w Skórzynie 
odważny Kapitan, którego pasją jest fotografia, mimo hordy ujadających psów, zdołał 
wykonać zdjęcia tamtejszego zabytkowego pałacu. Ze Skórzyna już blisko było do 
Główczyc, zatrzymaliśmy się już tylko by obejrzeć ślady działalności bobrów, by 
dotrzeć na boisko szkolne, gdzie miało miejsce oficjalne zakończenie rajdu, z 
ogniskiem i kiełbaskami. Wtedy też zza chmur wyszło słońce i zrobiło się przyjemnie, 
więc żal było kończyć tak miłą przygodę, dlatego też udaliśmy się do hacjendy "U Benka", 
gorąco tam witani przez Elvisa i Atosa zza płotu. W międzyczasie ze Słupska dojechała 
Pani Kapitanowa z córką i cała grupa delektowała się przygotowanymi przez Marka i 
Teresę przysmakami- zupą gulaszową, suchą kiełbasą z dzika, oraz przetworami domowymi, 
z których najbardziej smakowały gruszki i pikle. Rozmaitych napojów było też pod 
dostatkiem.. Biesiada trwałaby długo ale znów zaczęła psuć się pogoda, spadł deszcz, 
więc państwo kapitanostwo z Halinką i Arnoldem odjechali swoim samochodem, zaś reszta- 
autobusem Nordexpressu o 16:35..

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY