Data: 25.10.2014r
Trasa: Wielogłowy PKS- Wielogłowy- Grąsino- Jezierzyce- Lasek Północny- Słupsk 12 km 
       oraz Bierkowo- trakt książęcy- Słupsk 4 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński, Marceli Piec
Liczba uczestników: 7

Ostatnią październikową wędrówkę nazwaliśmy "pożegnaniem jesieni" co u niejednego 
wzbudziło zdziwienie jako iż kalendarzowa jesień trwać będzie jeszcze długo. Nam 
jednak chodzi o klimat a nie o kalendarz, skoro w większości liście opadły z 
drzew i zaczynają się przymrozki oznacza to odejście jesieni.. Od kilku dni 
temperatura raptownie spadła a w nocy z piątku na sobotę było wręcz mroźno. Na 
szczęście ustał deszcz a pogodny poranek- mimo lodowatego wiatru- zachęcał do 
wędrówki, po dłuższym okresie słoty. Na wyjazd autobusem Nordexpressu o godzinie 
9.05 stawili się- Marcel, Mecenas, Lider Klubu Seweryn, Krzysiek, Maryla, Kapitan 
i niezawodny Jurek z Redy. Jazda nie trwała długo, bowiem start wędrówki miał 
miejsce w Wielogłowach, a to jest pierwsza miejscowość za Redzikowem. Z przystanku 
mieliśmy ok kilometra do samej wioski gdzie obejrzeliśmy zabytkowy pałac i dawne 
zabudowania folwarczne. Z Wielogłów skręciliśmy na północ, na starą brukowaną 
drogę wiodącą do Grąsina. Zatrzymaliśmy się przy dawnym śródpolnym cmentarzu i 
wspomnieliśmy katastrofę samolotu pasażerskiego jaka miała miejsce w latach 80 
tych- samolot rozbił się właśnie na polu obok cmentarza (dodajmy: trotylu nie 
stwierdzono..). Choć było chłodno, humory dopisywały, widoki były bardzo malownicze, 
Seweryn wygłaszał uczone pogadanki, a Maryla i Kapitan wykonywali dokumentację 
fotograficzną przebytej trasy. Po przejściu ok 4 km dotarliśmy do Grąsina, przed 
którym również zwiedziliśmy stary cmentarz, niestety na nim pozostało jedynie 
kilka grobów dziecięcych z lat powojennych. W Grąsinie nastąpiła chwila przerwy 
na obejrzenie "półdworku" (określenie Kapitana) i oficjalną zmianę planowanej 
trasy- w zamierzeniach mieliśmy iść przez Rogawicę i Bięcino do Damnicy, Mecenas 
jednak zaproponował uczestnictwo w imprezie folklorystycznej "Sąsiady" w Bierkowie. 
Zatem zamiast iść do Rogawicy, skręciliśmy w lewo do Jezierzyc, tam po raz kolejny 
obejrzeliśmy pałac i zabytkowe cisy, a Kapitan, Maryla i Mecenas odszukali 
zdewastowany dawny cmentarz, na którym ocalało jedynie kilka przewróconych 
fragmentów nagrobków. Stopniowo robiło się coraz cieplej i milej, niestety 
musieliśmy się pożegnać z Jurkiem, który wrócił do Redy pociągiem SKM. Reszta znaną 
wszystkim drogą doszła do skraju Lasku Północnego, po drodze zauważyliśmy, że 
część szyn bocznicy kolejowej z Jezierzyc do lotniska została niestety zdjęta. W 
Lasku Północnym zatrzymaliśmy się przy Parku Linowym aby zobaczyć figlarne kozy z 
białą Helgą na czele, a po dojściu do Słupska pożegnaliśmy się z Marylą i Kapitanem. 
Ponieważ droga do Bierkowa zajęłaby zbyt dużo czasu a już dochodziła godzina 13-a 
(czas rozpoczęcia imprezy w Bierkowie)... zamówiliśmy taksówkę (ale to naprawdę wyjątek 
w naszych wędrówkach). Impreza o nazwie "Sąsiady" miała miejsce na posesji Dominika 
Szerszenia w Bierkowie, gdzie napotkaliśmy również brodatego Maćka, znanego nam z 
regionalnych imprez w Swołowie oraz..napojów jabłkowych. Tym razem degustowaliśmy 
napój ze śliwek, który każdemu przypadł do gustu a i zbawiennie wpływał na organizm w 
tym chłodnym dniu. Jadła też było w bród- żurek, karkówka, rolada z dorsza, zaś 
Krzysiek upiekł w ognisku ziemniaki. Obejrzeliśmy piękne konie, z ogierem o nazwie 
"Kaszmir" zaprzyjażnił się Marcel, a z małym Lolusiem- Mecenas. Słuchaliśmy muzyki 
folkowej, spotkaliśmy się z redaktor Martą Żurawską ("Teraz Słupsk") i obejrzeliśmy/
wysłuchaliśmy wystrzału z działa. Wszystkim zaś się wielce podobał plakat na ubikacji 
w ciekawy a zarazem poetycki sposób wzywający do zachowania czystości tego przybytku. 
Posiadówka była miła ale krótki, jesienny dzień chylił się do kresu, należało wyruszyć 
w drogę powrotną.. Na tym odcinku prowadził Marcel, a dołączył się do nas Michał.. 
Tym razem, dla urozmaicenia,do Słupska nie poszliśmy najkrótszą drogą przez Bierkowo 
na wschód, ale pod koniec wsi miejscu skręciliśmy na południe, docierając po pewnym 
czasie do ulubionego przez nas tzw "traktu książęcego", którym dotarliśmy do Słupska. 
Rozstanie nastąpiło przy pętli autobusowej przy ul.Dmowskiego, jednakże niestrudzony 
Krzysiek postanowił jeszcze dokonać dokładnej i kompleksowej analizy przebytej trasy.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY