Data: 08.11.2014r
Trasa: Sycewice- d.PGR Ścienno- Gać- Swołowo- Bruskowo Małe- Bierkowo- Słupsk 18 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 5

W listopadzie niewiele już odbywa się imprez regionalnych dlatego też z wielką 
radością przywitaliśmy zapowiedź o nadchodzącym "święcie gęsi" w Swołowie, na 
które co rok się wybieramy. Zgodnie z przyjętym założeniem- "krótkie dojście, 
długi powrót", podobnie jak na festiwal nalewek, o godzinie 8.00 rano wyruszyliśmy 
autobusem Nordexpressu  nr 107 do Sycewic w składzie: Marcel, Mecenas, Lider Klubu 
Seweryn, Krzysiek oraz Artur "Dreadman" Sokołowski- sympatyk klubu a nadto kandydat 
na radnego w Ustce z listy Lokalnej Organizacji Turystycznej. Żałowaliśmy, że nie 
mieszkamy w Ustce, bo z pewnością oddalibyśmy na niego głos.. Mecenas z kolei 
żałował, że nie mogła dziś dojechać zapowiadana wcześniej jego ukochana-Ania z KTP 
"Ostańce" z Zawiercia. Ona jednak pocieszała tęskniącego Mecka, że w każdej 
sytuacji trzeba znależć nie tylko złe ale i dobre strony.. Należy przyznać, że 
dzięki wydatnej pomocy kolegów Mecenas te pozytywy znalazł- mając na myśli 
nieszczęście Andrzeja gdy musi wędrować z Ulą.. Choć deszcz nie padał, dzień 
zapowiadał się na szary i pochmurny, mimo wszystko w dobrych humorach raźno 
podążyliśmy drogą od Sycewic w stronę dawnego PGR Ścienno, znana już trasa, ale 
nader malownicza, w szpalerze starych i wysokich drzew liściastych oraz zdziczałych 
jabłoni.. Powoli zaczęło się rozjaśniać, choć do końca dnia nie było niestety 
typowej słonecznej pogody.. Szliśmy szybko, wspominając uroczą "Bolę", Seweryn 
wygłaszał uczone pogadanki, i tak gawędząc, doszliśmy około godziny 10 do Swołowa. 
Była to godzina rozpoczęcia imprezy, dlatego też mogliśmy zająć dobre miejsce przy 
stołach, pod zadaszeniem, oraz zająć się zwiedzaniem, kupnem i degustacją 
regionalnych produktów. Pyszny był rosół ze swojskim makaronem, żurek na gęsinie, 
pierogi z gęsiną, zakupiliśmy szynki, schaby i półgęski (cena tych ostatnich 
przypominała Marcelowi i Mecenasowi dwór w Lisewie). Nawet Krzysiek- wegetarianin 
znalazł jadło dla siebie w postaci pierogów z kapustą i grzybami.. Najbardziej 
jednak nas ucieszył brodaty Maciek z Bierkowa, który dysponował regionalnym 
przetworem ze śliwek. W trakcie biesiady Krzysiek wykazał się głęboką wiedzą 
historyczną i etnograficzną- odpowiadał nawet na najtrudniejsze pytania zadawane mu 
przez Mecenasa- wiedział jak nazywał się polski generał poległy w powstaniu 
listopadowym w bitwie pod Ostrołęką (Kicki) oraz jak się nazywa narzędzie do 
chwytania zwierząt ,argentyńskich "vaqueros" złożone z 3 kul połączonych sznurem 
(bola).. Wkrótce towarzyszy podróży opuścił Mecenas, którego odwiózł jego ojciec, 
reszta około godziny 15 pod kierownictwem Marcela zebrała się na powrót do Słupska. 
Jako pierwszy wyruszył Krzysiek, którego energia dodawała sił do marszu, bywało i 
tak, że musiał nawet popychać Seweryna, ale dzięki temu wszyscy dotarli o czasie-choć 
już w ciemnościach nocy- do Słupska.




Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY