Data: 23.05.2015r
Trasa: Mianowice- Domaradz- Damnica 14 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 7

Na zaplanowaną na tą sobotę wędrówkę pt. "W drogę daleką z Wandą Daleką" z Rzuszcz 
do Wolinii nie mogliśmy się wybrać z uwagi na brak możliwości dojazdu a zwłaszcza 
powrotu. Dlatego też, praktycznie w ostatniej chwili Marcel z Mecenasem opracowali 
inną trasę, z Mianowic do Damnicy ale biegnącą dość okrężną drogą, z "zaliczeniem" 
Domaradza. Na autobus Nordexpressu linii 105 odjeżdżający ze Słupska o 9.05 stawili 
się- Marcel, Mecenas, Jurek z Redy, Lider Klubu Seweryn oraz Kapitan, który powrócił 
właśnie z długiego rejsu do Afryki. Wielką i radosną niespodzianką dla wszystkich 
było pojawienie się dawno niewidzianego a wielce lubianego klubowego gitarzysty-Andrzeja 
"Barana", wprawdzie był on w towarzystwie Uli ale i tak jego osoba nadaje specyficzną 
jakość wędrówkom tak jak osoba najwybitniejszego turysty Pomorza- Janka Kiśluka. Po 
krótkiej jeździe wysiedliśmy w Mianowicach. Damnica leży na północ od Mianowic ale my 
skierowaliśmy się prostą drogą.. na południe. Od razu Kapitan zabrał się za dokumentację 
fotograficzną a Mecenas- kierowany przez miejscową wiotką piękność, która zachwyciła 
Seweryna- udał się na położony w lesie dawny cmentarz ewangelicki, który co prawda był 
już w stanie szczątkowym ale znajdowało się na nim jeszcze kilka nagrobków wśród których 
wyróżniał się okazały głaz upamiętniający Marię Strecker. Idąc na południe w stronę 
Borzęcina podziwialiśmy brzozowe zagajniki z łanami zawilców a wkrótce na poboczu drogi 
Kapitan odnalazł kilka kozaków. O tym, że nie był to przypadek świadczy fakt iż 
kilkanaście metrów dalej Jurek odnalazł kolejne.. Tak więc mieliśmy nieoczekiwane 
wiosenne grzybobranie. Do innych atrakcji wędrówki zaliczyć trzeba przebiegające przez 
drogę sarny i zające, oraz kwitnącą roślinność. Po kilku pomyłkach w rozpoznawaniu 
okazów flory uznaliśmy iż bardzo brakuje nam "Bagiennej Wiedźmy" z Altherrschwanzdorf, 
wybitnej botaniczki. Po przejściu kilku kilometrów, Kapitan odnalazł boczną drogą, 
którą skierowaliśmy się w stronę Domaradza. Nastąpił postój na pniach ściętych drzew-Ula 
częstowała czekoladkami i kompotem porzeczkowym, a Kapitan-nalewką imbirową. Opowiadał 
nam o swoich przygodach z rejsu gdy jego statek został zaatakowany przez piratów- nie 
takich z szablami i kordelasami ale z pistoletami maszynowymi i na szybkobieżnych 
motorówkach. Ponieważ brakowało odważnego i bohaterskiego Seweryna /wystarczyłoby gdyby 
ściągnął skarpetki to piraci by uciekli/, obrona sprowadzała się do zabarykadowania w 
kajutach i wzywania przez radio straży przybrzeżnej. Po gawędach kapitańskich wyruszyliśmy 
dalej tym bardziej, że zaczął padać deszcz. W ogóle dzień był pochmurny, z przejaśnieniami, 
ale poważny deszcz miał miejsce dopiero na mecie w Damnicy, tak, że wędrowało się przyjemnie. 
Wkrótce wyszliśmy z lasów, na polach podziwialiśmy malowniczy rzepak i rosnące wzdłuż 
drogi stare kasztanowce. Jeszcze dwa kilometry i już Domaradz. Obejrzeliśmy ciekawy 
drewniano- ceglany zabytkowy kościółek p.w.św. Stanisława Kostki. To przypomniało Mecenasowi 
jak to kiedyś  w dzieciństwie, na katechezie, zamiast słuchać życiorysu tego świętego, 
grał z kolegą w szachy co zauważył ksiądz i surowo ganiąc, zapytał z czego zasłynął święty 
Stanisław Kostka. Mecenas na to "Kostka, Kostka aha- Kostka Napierski wraz z góralami 
zdobył zamek w Czorsztynie". Nie była to odpowiedź trafna.. Poza kościołem, innym zabytkiem 
Domaradza był ceglany pawilon ogrodowy z XIX w., przypominający zamkową wieżę. Koniecznie 
też trzeba było odwiedzić przydrożny bar, prowadzony aktualnie przez panią Kierszka, znaną 
nam z klubowych rocznic w Rowach w pensjonacie "Balaton", gdzie byliśmy częstowani 
smacznym jadłem. Wizja tych potraw skłoniła nas do zatrzymania się na posiłek, zjedliśmy 
tam m.in flaki, rosół, barszcz ukraiński i karkówkę, a miłej gospodyni podziękowaliśmy 
hasłem- "My nie z Dudą, tylko z Dodą, do Domaradza nasze szlaki dziś wiodą !" /mówiąc o 
Dodzie nie mieliśmy na myśli kształtnej piosenkarki lecz miłą, kudłatą i merdającą ogonkiem 
Dodę, która nas zawsze witała w Rowach/. Musieliśmy w końcu jednak ruszyć dalej, po 
przejściu ruchliwej szosy skierowaliśmy się na północ do Damnicy. Szliśmy starą brukowaną 
drogą w szpalerze starych drzew a następnie przez gęsty las. Widoki bardzo malownicze, 
szkoda tylko, że stopniowo psuła się pogoda i coraz bardziej zaczęło popadywać. Nie 
przeszkodziło to aby na kolejnym postoju zainscenizować scenę z "Pana Wołodyjowskiego"-  
Andrzej zagrał Azję Tuhajbejowicza, a Mecenas-srogiego wachmistrza Luśnię. Wszystkim było 
wesoło, jedynie Seweryn był cały czas smutny, bowiem jego mentor i mistrz- Martin Smuggia 
z Rzymu, choć akurat przebywał w Redzikowie, nie mógł się z nami wybrać na trasę i 
poczęstować swoimi słonymi potrawami, na co Seweryn bardzo liczył. Widząc to Andrzej, po 
przyjściu do Damnicy czym prędzej zadbał by Seweryna /i przy okazji innych/ rozweselić i 
poczynił ku temu stosowne kroki. Pomysł był trafny, bowiem padał rzęsisty deszcz, a do 
odjazdu autobusu pozostało jeszcze sporo czasu. Najpierw jednak pożegnaliśmy Jurka, który 
akurat miał pociąg SKM do Redy. Do Słupska odjechaliśmy autobusem o godzinie 14.57, radując 
się wizją najbliższej wędrówki- będzie to II Pomorski Rajd "Kawy Penitencjarnej" kierowany 
przez samego Marka Janusewicza z zakończeniem na hacjendzie "U Benka".. 


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY