Data: 09.01.2016r
Trasa: Słupsk /pętla autobusowa przy ul.Dmowskiego/- książęcym traktem- Zębowo- 
       Bierkowo- Słupsk 14 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 10


Zimową porą trudniej jest organizować wędrówki bo zawsze należy się liczyć z 
chłodem i opadami śniegu lub deszczu i przy trasie znacznie oddalonej od Słupska 
zachodzi ryzyko długiego czekania na autobus czy inny środek lokomocji. Dlatego 
też- podobnie jak przed tygodniem- zaplanowaliśmy wycieczkę zaczynającą się i 
kończącą w Słupsku. Ci, którzy uczestniczyli z nami w wędrówkach na imprezy 
regionalne do Swołowa na festiwal nalewek czy święto gęsi doskonale pamiętają 
brodatego Macieja z Bierkowa zwanego też "Panoramixem" bowiem tak jak ów 
baśniowy druid ma on umiejętności tworzenia rozmaitych mikstur leczniczych, 
które zawsze smakowały klubowiczom. On właśnie zaprosił nas na sobotę do swojej 
zagrody i wizja zakosztowania jego cudownych specyfików spowodowała liczną 
frekwencję. Po dniach mroźnych ale słonecznych nastała prawie odwilż, była 
klasyczna "chlapa", ponuro i szaro. Nic dziwnego zatem, że prowadzący martwił 
się czy poza Krzyśkiem w ogóle ktoś inny przyjdzie. Ale nasz Mecenas nie docenił 
klubowiczów-perspektywa skosztowania magicznego napoju sprawiła, że na miejsce 
zbiórki czyli na pętli autobusowej przy ul. Dmowskiego w Słupsku pojawiło się 
łącznie 10 osób- poza samym prowadzącym byli to: Marcel, Krzysiek, Margota, Ala 
z KTR "Słupia", Kapitan, spragniony Andrzej z Ulą, niezawodny Jurek z Redy, oraz 
Ewa- Bagienna Wiedźma z Altherrschwanzdorf /Niemcy/. Spośród zapowiadanych osób 
zabrakło tylko Luizy z Koszalina, która spóźniła się na pociąg, w związku z czym 
Krzysiek nie mógł zostać wyenemowany. Miło było spotkać się w tak zacnym gronie 
i wysłuchać kapitańskich opowieści- okazuje się, że polscy marynarze w Nigerii 
spędzają wolny czas tak jak klubowicze "Orłów", więc nic dziwnego, że Zbyszek- 
kapitan tak pasuje charakterologicznie do naszego klubu i po 2-miesięcznej 
zaprawie miał energię i siły do wędrowania. Ewa z kolei przekazała nam smutną 
informację o stanie zdrowia naszego wielkiego przyjaciela- najwybitniejszego 
turysty Pomorza- Janka Kiśluka. Okazało się, że zdiagnozowano u niego cukrzycę, 
co powoduje konsekwencje w postaci trzymania stosownej diety. To straszna 
wiadomość, która musiała być dla Janka potwornym ciosem.. I tak, jak stwierdziła 
Ewa, nie ma nikogo, kto byłby w stanie jego zastąpić Jego Majestatu, Potęgi i 
Chwały, które tak jaśniały na wspólnych wędrówkach.. Jednak Jego duch nigdy nie 
zaginie i zawsze będzie nam towarzyszył- to Ci obiecujemy, Janku..Et cum spiritu 
tuo.. Wspominając przyjaciół i dawne przygody poszliśmy znaną nam drogą zwaną 
"książęcym traktem" w stronę Zębowa, na skraju lasu spotkała nas niespodzianka 
bowiem pojawiło się słońce, rzucając malownicze, świetlne refleksy przez 
gałęzie drzew. Kapitan, wyposażony w profesjonalny sprzęt fotograficzny m.in 
teleobiektyw mógł wykonywać zdjęcia nie tylko nieruchomych obiektów ale również 
przebiegającej w oddali zwierzyny leśnej,  spłoszonej odbywającym się w 
okolicznych lasach polowaniem. Przed Zębowem, przy skrzyżowaniu z drogą do 
Bierkowa nastąpił postój przy ściętych pniach drzew, chętni mogli podejść dalej 
do wsi by obejrzeć zabytkowy kościół, a reszta posilała się m.in czekoladą od 
Uli. Po postoju skręciliśmy na północ, kierując się w stronę Bierkowa, ten 
odcinek trasy był już trudniejszy z uwagi na zamarznięte koleiny na drodze oraz 
skute lodem kałuże. W miarę szybko jednak, idąc tempem narzuconym przez Mecenasa, 
wyszliśmy na pola pod Bierkowem, w oddali widać już było zabudowania wsi i 
kościół. Około godziny 13-ej znaleźliśmy się w centrum wsi gdzie za kościołem 
mieszka wspominany na wstępie Maciek "Panoramix". Zostaliśmy przez niego 
zaproszeni do..szklarni, która po sezonie służy jako miejsce posiadówek, były 
tam krzesła, fotele i stoły. Rychło też pojawiły się takie specjały jak kiełbasa 
ze świniodzika, ogórki, domowej roboty wino wiśniowe dla kobiet oraz cudowna 
mikstura ze śliwek dla panów. Nadto znalazła się gitara, którą  przyniósł brat 
Maćka- Bartek. Skoro była gitara i lecznicze mikstury- to wiadomo, że miał 
miejsce koncert w wykonaniu Andrzeja. Impreza się ciekawie "rozkręcała", ale 
niestety obowiązki wzywały. Ewa i Jurek musieli zdążyć na pociąg i skorzystali 
z usług Panoramixa, który akurat odwoził żonę na dworzec. Z kolei żona Kapitana 
zabrała jego, Marcela i Krzyśka. Andrzej i Mecenas chętnie by jeszcze zostali 
ale rozsądna, choć sroga Ula zauważyła, że muszą oni jeszcze mieć siły aby dojść 
do Słupska, więc rzuciła hasło do wymarszu, obejmując prowadzenie na trasie. 
Aby Andrzej i Mecenas utrzymywali szybkie tempo postąpiła sprawiedliwie- lecz 
surowo, zabierając Andrzejowi zapas leczniczej mikstury Panoramixa. Wszyscy więc 
wędrowali raźno, podziwiając krajobraz oświetlony promieniami zachodzącego 
słońca. Po dojściu do Słupska, pojawił się Michał, który odwiózł "grupę Uli" 
do domów. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY