Data: 07.05.2016r
Trasa: Leśnice PKP- Leśnice pałac- rzeka Łeba- Góra Kapliczna- Chocielewko Górne- 
       Chocielewko Dolne- Pogorzelice 12 km
Prowadząca trasę: Dariusz "Old Firehand" Olewniczak
Liczba uczestników: 6

Starzy klubowicze "Orłów" pamiętają zapewne rajd "Liścia Dębu" z noclegiem w 
Chocielewku, jak również jedną z wędrówek "Z Głosem Pomorza w plener", gdzie 
przechodziliśmy właśnie przez tamte okolice. Wędrówki te odbyły się już dobrych 
kilka lat temu, więc warto było przypomnieć sobie ten ciekawy szlak "Błękitnej 
Krainy", inicjatorem którego był sam zacny Krzysztof Pruszak- dyrektor GOK w 
Nw.Wsi. Z reguły w stronę Lęborka wyjeżdżaliśmy SKM-ką o 6.47, tym razem jednak, 
aby umożliwić udział dla zmęczonych pracą i śpiochów, postanowiliśmy wyjechać 
znacznie później bo o 9.58. Do Leśnic udaliśmy się w składzie: Marcel, Ania i 
Mecenas, a na miejscu czekali już na nich Jurek z Redy i prowadzący: Darek "Old 
Firehand"- prezes "Cowboy Clubu" z Maszewa. Jego prawa dłoń- spalona po rajdzie 
w Garczynie- nadal była czerwona, ale już sprawna, więc Darek mógł bez problemów 
trzymać w niej odpowiedni sprzęt turystyczny. Wkrótce dotarł też- sapiący jak 
parowóz- nasz najlepszy piechur Krzysiek, który wcześniej przyjechał do Potęgowa i 
do Leśnic szedł forsownym marszem. Ta sobota, po wprawdzie pogodnych ale nieraz 
chłodnych dniach była prawdziwie letnim dniem, więc wędrówka była miła, chwilami 
tylko przeszkadzał piach i kurz na drodze do Chocielewka. Pierwszym obiektem 
przy którym się zatrzymaliśmy był neoklasycystyczny pałac w Leśnicach z XVIII w. 
Tuż obok przez wiele lat znajdowała się malownicza ceglana gorzelnia- doskonale 
pamiętana przez Marcela i Daniela- niestety rozebrana w ostatnim czasie. Darek 
poprowadził nas nie mieszczący się nieopodal dawny cmentarz dworski, wprawdzie 
znacznie zdewastowany, ale na którym ocalało jeszcze wiele kamiennych tumb i płyt 
nagrobnych. Z kolei w parku pałacowym bystry Marcel dojrzał "kultową" roślinę 
Mecenasa i Janka Kiśluka- wódkobluszcz wicki. Wychodząc z parku, drogą przez pola, 
w szpalerze starych drzew dotarliśmy do drogi Pogorzelice-Chocielewko, którą 
doszliśmy do mostu na rzece Łebie. Na przydrożnych potokach podziwialiśmy ślady 
pracy bobrów, znad pól ukwieconych żółtymi mleczami niosły się krzyki tokujących 
czajek, a z zarośli- fletowe zaśpiewy wilgi. W samym Chocielewku natomiast 
powitały nas liczne bociany, szkoda tylko, że w lesie, gdzie zawsze był czapliniec 
nie zauważyliśmy żadnej czapli.. Z Chocielewka Dolnego podeszliśmy na Górę 
Kapliczną, gdzie mieścił się kiedyś stary cmentarz- niestety poza kilkoma cokołami 
pozostała tylko ruina ciekawej kaplicy grobowej. Znajdowaliśmy się już na tzw 
"wysoczyźnie" więc mogliśmy podziwiać rozległe widoki na pradolinę rzeki Łeby i 
cieszyć wzrok majową zielenią. Minęliśmy głaz narzutowy "Bismarck" i po uzupełnieniu 
zapasów w sklepie, usiedliśmy na dłuższy postój pod wiatami nad stawem przy 
dawnej szkole. Wspominaliśmy jak to w tym miejscu testowaiśmy wytrzymałość 
otrzymanego w prezencie od dyrektora Pruszaka wojskowego hełmu. Eksperyment ciekawy 
i godny polecenia gdyby nie to, że hełm znajdował się wówczas..na głowie Marcela 
/ale wytrzymał/. Po dyskusji nastąpiła zmiana planów dalszej wędrówki, bowiem 
należało zdążyć na pociąg o godzinie 15.08 a nie chciało nam się czekać do 18ej 
na następny. Mając też na uwadze, że park miniatur był nieczynny a wykopaliska 
archeologiczne w Czarnówku zasypane, postanowiliśmy nie iść przez Nową Wieś do 
Lęborka lecz pójść do Pogorzelic. Oczywiście po drodze należało obejrzeć ciekawy 
kościół-pomnik zbudowany w latach 1922-26 z inicjatywy marszałka polnego Augusta 
von Mackensena, poświęcony mieszkańcom Chocielewka poległym w I wojnie św. 
Ciekawostką w tym kościele są motywy i witraże o charakterze bardziej militarnym 
niż sakralnym, nawiązujących do pruskich symboli wojskowych. Po obejrzeniu kościoła 
zeszliśmy drogą-wąwozem przez las do Chocielewka Dolnego a następnie na tą samą drogą, 
którą przyszliśmy, ale z  której po pewnym czasie skręciliśmy w stronę Pogorzelic. 
Mając jeszcze czas do odjazdu pociągu szliśmy już "na luzie", nie śpiesząc się. 
Jurek deklamował wiersze, a Mecenas z Krzyśkiem śpiewali piosenkę o krasnoludkach. 
W międzyczasie zostaliśmy poinformowani przez Ewę "Moorhexe" z Niemiec, że niestety 
musi jeszcze zostać w Altemöse by się zajmować frau Hedwige Fotzeschmutzige, bo jej 
zmienniczka zachorowała- w związku z czym nie będzie za tydzień planowanej wycieczki 
botanicznej. Z pomocą jednak pośpieszył "baron Mark von Glowitz"- gdy został 
telefonicznie powiadomiony o tym fakcie, postanowił zorganizować w zamian za tydzień 
słynny rajd "kawy penitencjarnej".. Dziękujemy, Marku! Mamy nadzieję, że wówczas 
będzie mógł uczestniczyć w wędrówce lubiany przez wszystkich Andrzej, który dziś 
świętował urodziny urodziny brata, trzeba przyznać- o czym poinformowała Ula- że jego 
brat okazał się być człowiekiem na poziomie, który widząc strapionego, smutnego, 
tęskniącego za wędrówkami Andrzeja, należycie zadbał aby ukoić jego żal i cierpienie.. 
Przed Pogorzelicami pożegnaliśmy Krzyśka, który postanowił iść dalej piechotą w stronę 
Słupska i pobić rekord przebytych w ciągu jednego dnia kilometrów, badając przy tym 
wytrzymałość swojego organizmu na trudy. Wszyscy życzymy koledze powodzenia w tych 
eksperymentach naukowych. Na przystanku PKP w Pogorzelicach czekaliśmy jeszcze około 
pół godziny, na przyjazd dwóch pociągów- jednym, w stronę Lęborka pojechali Jurek i 
"Old Firehand", a drugim, do Słupska- Marcel z Anią i Mecenas, marzący już o degustacji 
mocnej kawy za tydzień..

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY