Data: 18.06.2016r
Trasa: Słupsk- Strzelino- Bruskowskie Bagno -Bruskowo Wielkie- Bierkowo- Zębowo 14 km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 7


W sobotę po południu odbywał się festyn w Zębowie, na którym oprawę muzyczną zapewniali 
m .in Piotr Staszewski oraz Andrzej Strzykowski. Impreza miała się rozpocząć w godzinach 
popołudniowych, więc zaplanowaliśmy trasę dłuższą i wymarsz dopiero o godzinie 12.00. 
Niestety, sobota była jak do tej pory, najgorętszym dniem w tym roku, temperatura 
przekraczała 30 st.C, nadto panowała duchota, zwiastująca zapowiadaną w prognozach zmianę 
pogody. Dlatego też lepiej było siedzieć na wodą, niż włóczyć się w kurzu po pylistych 
drogach. Z naszego klubu wędrowców było jedynie dwóch- Mecenas i Krzysiek. Ten drugi, po 
kilkutygodniowej nieobecności spowodowanej obowiązkami szkolnymi, wyruszył już o 6 rano 
i dotarł na miejsce startu przechodząc m.in przez Bydlino, mając "zaliczone" ponad 20 km. 
Choć nadal słońce niemiłosiernie prażyło, aura coraz bardziej zwiastowała zbliżający się 
front burzowy, więc raźno wyruszyliśmy do Strzelina, gdzie dotarliśmy już po półgodzinie. 
Chwila odpoczynku na trawce koło kościoła i skręciliśmy na zachód, idąc już "traktem 
Jakubowym" przez Strzelino, a potem obok kompleksu tzw. "bagien bruskowskich". Mimo 
dużego doświadczenia i niespożytych sił dwójki naszych czołowych piechurów, okazało się, 
że ich obuwie znacznie utrudnia im chodzenie -Krzysiek miał nowe, "nierozchodzone" adidasy, 
zaś Mecenas-"przechodzone" i powypaczane. W Bruskowie Wielkim zakupiliśmy chłodną wodę 
mineralną i piwo, po czym udaliśmy się do Bierkowa, gdzie byliśmy już wcześniej umówieni 
z brodatym Maćkiem- "druidem Panoramixem", słynącym z produkcji rozmaitych eliksirów. 
Na posesji Panoramixa spędziliśmy dłuższy czas, odpoczywając i degustując m.in. własnorobne 
wino porzeczkowe i miód chabrowy. Z niepokojem spoglądaliśmy na szybko ciemniejące niebo 
z którego dochodziły coraz głośniejsze pomruki  zbliżającej się burzy, dlatego też trzeba 
było zebrać siły na ostatni odcinek trasy. Zakupiliśmy u Maćka 2 butle mocnego ekstraktu 
ze śliwek /powala z nóg najtęższego mocarza/, a przez uprzejmego gospodarza zostaliśmy 
odprowadzeni do granicy lasu, odtąd szliśmy już sami. W pomrukach burzy i wzmagającym się 
wietrze raźno maszerowaliśmy do Zębowa z krótkim przystankiem na delikatną degustację 
cudownego eliksiru. W Zębowie jakiś czas czekaliśmy na przyjazd Andrzeja, Piotra i Małgosi, 
potem dotarła jeszcze Ula i Michał. Z początku ludzi było niewiele, bowiem trwał jeszcze 
mecz Polska-Szwajcaria na mistrzostwach Europy, jak wiadomo zakończył się on dogrywką i 
rzutami karnymi. W końcu dobiegające gromkie okrzyki radości obwieściły koniec meczu, 
niestety w tym czasie również rozpadało się, więc trzeba było kryć się pod parasolami. Nasz 
duet przyjaciół wykonał ciekawy koncert, a potem został zmieniony przez zespół "Ale Babki", 
którego szefowa przypomniała Andrzejowi by zażywał to, "co mu pan doktor przepisał". 
Niewielkie parasole nad stołami nie stanowiły wystarczającej ochrony przed burzą, wkrótce 
wszyscy byliśmy zmoknięci dlatego też nader przydatny okazał się "eliksir Panoramixa" który 
w mig ogrzewał ciało od wewnątrz, ale też osłabiał nogi, co w połączeniu z intensywną ulewą 
zadecydowało, że Krzysiek i Mecenas zdecydowali się by nie iść do Słupska piechotą, lecz zabrać 
się samochodem z Ulą i Andrzejem. W międzyczasie dostaliśmy pozdrowienia od Marcela, który wspólnie 
z Anią uczestniczył dzisiaj w "nocy kabaretowej" w Dolinie Charlotty. Smutno, że już od ponad roku 
nie chodzi z nami będący w depresji Seweryn, bowiem wówczas żaden kabaret nie byłby nam potrzebny. 
Po występie "Ale Babek" Piotr z Andrzejem zagrali jeszcze kilka utworów, a następnie, w strugach 
deszczu pobiegliśmy do samochodu, którym Michał rozwiózł nas do domów. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY