Data: 27.08.2016r
Trasa: Bydlino- Machowino- Las Machowiński- Las Wytowieński- Wytowno- Poddębie 15 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 4

Lato w tym roku było wyjątkowo deszczowe, dlatego też z zadowoleniem przyjęliśmy zapowiedź 
słonecznej pogody na sobotę. Co roku w sierpniu wędrujemy brzegiem morza na odcinku Ustka-Rowy, 
ponieważ jednak trasę tą przechodziliśmy wiele razy, postanowiliśmy aby nad morski brzeg 
dotrzeć "na przełaj" od Bydlina przez Las Machowiński i Wytowieński, zaś wędrówkę zakończyć w 
Rowach. O godzinie 8.30 autobusem NordExpressu do Bydlina wyjechali: Mecenas, Marcel z Anią, 
oraz Jurek z Redy, wracający z rajdu górskiego po Bieszczadach, w którym uczestniczyli również 
członkowie zaprzyjaźnionego "Kahel Klubu"- Ewa Moorhexe z Altemöse, Tadek Krawczyk i Darek 
"Old Firehand" Olewniczak. Jurek zapuścił w tym czasie brodę i faktycznie wyglądał jak legendarny 
"bieszczadnik". Mieliśmy nadzieję, że w Bydlinie czekać będzie na nas najlepszy klubowy piechur- 
Krzysiek Łukowiec, niestety nie było go, więc mocno się zaniepokoiliśmy.. Artur "Dreadman" z 
Ustki uspokoił nas, informując, że Krzysiek postanowił ukończyć kurs dekoratorstwa artystycznego 
u profesora Tubielewicza, który wyjeżdża propagować dekoratorstwo do Irlandii, w związku z czym 
na piątek i sobotę zaplanował dla studentów egzamin teoretyczny i praktyczny, do którego 
przystąpił też nasz kolega Krzychu.. Tak więc tylko w czwórkę wyruszyliśmy z Bydlina na północ, 
przeszliśmy przez most na Słupi, następnie obok młyna i schodząc z żółtego szlaku drogą na wprost 
do Machowina. Było słonecznie, ale na szczęście nie tak gorąco, więc pogoda do marszu wspaniała 
i tempo marszu szybkie.. Obok leśniczówki za Machowinem skręciliśmy w las i stanęliśmy przed całą 
siecią krzyżujących się leśnych dróg. Mecenas kiedyś jechał tam rowerem i zamiast dotrzeć do 
Wytowna, wyjechał..w Niestkowie ,dlatego też w dzisiejszej wędrówce potrzebna była nie tylko mapa 
ale i GPS. Prowadzeni na tym odcinku przez Jurka,  zagłębiliśmy się w kompleks tzw Lasów 
Wytowieńskich, na rozryte i błotniste drogi, nieraz nie do pokonania nawet dla piechurów- błotne 
rozlewiska musieliśmy obchodzić bokiem.. Na szczęście po pewnym czasie wyszliśmy z lasów na łąki 
pod Wytownem i szliśmy już dobrą drogą w malowniczym pejzażu pośród łanów kwiatów. Szybko 
przeszliśmy przez Wytowno, następnie przecięliśmy szlak "zwiniętych torów" idąc na wprost w 
kierunku morza, drogą, przy której rosły dzikie jabłonie i grusze. Znów weszliśmy do lasu i odtąd 
aż do Poddębia droga wiodła przez las. Zatrzymaliśmy się na krótko przy "wydmie mrówkolwów", 
gdzie powstała stacyjka rowerowa, aby poobserwować polujące na mrówki larwy mrówkolwa. Za chwilę 
już Poddębie, które w sobotnie, upalne południe roiło się od ludzi. Nadszedł czas zasłużonego 
odpoczynku i posiłku- w karczmie "U Julki", gdzie zjedliśmy smażone dorsze oraz śledzie. Po 
naradzie zdecydowaliśmy, aby nie iść dalej do Rowów tylko spędzić trochę czasu na plaży i przy 
okazji zakosztować morskiej kąpieli, zaś z Poddębia pojechać do Ustki o 14.20 i stamtąd wrócić 
do Słupska. Ciekawym tłumaczymy, dlaczego używamy w relacjach nazwy "Poddębie" a nie oficjalnej 
nazwy "Poddąbie". Od dawna bowiem zwyczajowo używamy dawnej nazwy /funkcjonującej jeszcze w 
latach 70-tych, tak jak się mówi "Rędzikowo "a nie "Redzikowo"/, nadto kłania się gramatyka 
języka polskiego- czy siadamy "pod dąbem", czy "pod dębem"? Po obiedzie poszliśmy na plażę, aby 
oddalić się od tłumu ludzi, musieliśmy przejść znaczny odcinek od zejścia, aż za zasypany w 
większości wrak torpedowca. Jedynie Mecenas zdecydował się na morską kąpiel, która jednak nie była 
zbyt komfortowa, a to z uwagi na masowo pływające meduzy chełbii modrych, wprawdzie piękne, ale 
galaretowate, i średnią przyjemnością było poczuć je na twarzy. Jurek opowiadał o rajdzie górskim 
w Bieszczadach, gdzie w trakcie wycieczki na Tarnicę energią i mocą wykazał się Darek "Old Firehand", 
zaś Mecenas- o ubiegłotygodniowym święcie Ciulimu-Czulentu w Lelowie, gdzie zaznał błogosławieństwa 
"cudu  Purymowego".. Posiedzieliśmy jeszcze pewien czas nad morzem i udaliśmy się na autobus. W tym 
roku niestety do Poddębia nie kursują już sezonowe autobusy NordExpressu (dlaczego ?), a jedynie dwa 
razy dziennie autobusy PKS do Ustki. Pojechaliśmy zatem do Ustki, skąd przesiedliśmy się na autobus 
do Słupska, do którego zajechaliśmy na 15.30. Na zakończenie informujemy jeszcze, że nasz klubowicz- 
Czesław dzisiaj miał wieczór kawalerski, a za tydzień zapraszamy na wycieczkę do Swołowa na festiwal 
nalewki pomorskiej... 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY