Data: 15-16.10.2016r
Trasa: Łeba- Mierzeja Sarbska- brzeg morza- Łeba 12 km
Prowadzący trasę: Ireneusz Krawiec
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 6

Coroczny, jesienny rajd rowerowo-pieszy "Liścia Dębu" organizowany przez lęborski 
"Kahel Klub" z samym wielkim i wspaniałym Jankiem Kiślukiem na czele, zawsze 
cieszy się dużą popularnością pośród turystycznej braci. Również i w tym roku 
zjechała się silna grupa rowerzystów z klubów- "Bąbelki" z Gdańska, "Rama" z 
Malborka i "Szuwarek" z Nowego Dworu Gdańskiego. Piechurzy byli reprezentowani 
oczywiście przez członków "Kahel Klubu"- takich jak Irek Krawiec, Tadek Krawczyk, 
Tadek Salamon, Ewa Moorhexe z Altemöse, naszych "Orłów" w osobach Marka, Teresy, 
Uli, Andrzeja, Mecenasa i ich wiernego i aktywnego sympatyka- Jurka z Redy, oraz 
pojedynczych piechurów głównie z Wejherowa. Pierwszego dnia w rajdzie uczestniczyła 
też młodzież szkolna z Pobłocia i Lęborka. Zbiórka miała miejsce o godzinie 12-ej 
w sobotę pod Urzędem Miejskim w Łebie, gdzie powitalną przemowę wygłosił sam Janek 
Kiśluk. Zanim jeszcze do tego doszło, klubowicze "Orłów" zakosztowali smażonego 
dorsza w jednej z tawern. Duża liczba uczestników /80 osób nocujących w Łebie, ale 
prawie 200 wędrujących pierwszego dnia/ spowodowała, że siłą rzeczy nastąpił podział 
na grupy i podgrupy. Młodzież poprowadził znakomity przewodnik- Irek Krawiec, zaś 
"Orły" i część "Kahel Klubu" powędrowała pod przewodnictwem Ewy Moorhexe. Mimo 
pięknej, słonecznej pogody wiał silny wiatr od strony wschodniej, dlatego też, po 
krótkiej wędrówce plażą, zboczyliśmy do lasu i od tej pory szliśmy na wschód mierzeją, 
blisko północnych brzegów jeziora Sarbsko, którego rozhuśtane wiatrem fale biły w 
brzeg. Tym samym jednak widok jeziora był nader malowniczy, niejednokrotnie 
zatrzymywaliśmy się na jego brzegu, aby podziwiać krajobraz. Jako iż bagaże zostały 
złożone w samochodzie Tadka, Andrzej zadbał by niczego nam nie brakowało na trasie, 
zwłaszcza wtedy, gdy Ula zostawała z tyłu.. Choć jesień w całej pełni, to nadal 
można było znależć grzyby-rydze /rosły nawet na szlaku/, kozaki i niemki. Z uwagi na 
konieczność dojścia na zapewniony przez organizatorów obiad, musieliśmy skręcić pod 
kątem prostym na północ, by przez bezdroża i wykroty dojść nad morski brzeg. Odtąd 
szliśmy już "z wiatrem", który choć bezlitośnie chłostał piachem po plecach, 
jednocześnie pomagał w marszu. Obiad i nocleg był w ośrodku "Zdrowotel" na ulicy 
Nadmorskiej, znanym nam, gdyż byliśmy już w nim kilka lat temu- gdzie Marcel rano 
zaniepokoił się brakiem rzeczy Mecenasa.. Po spożyciu pysznej grochówki i przyjeździe 
grupy rowerzystów, nastąpiły konsultacje turystyczne w pokoju nr 101 zajmowanym 
przez Janka Kiśluka i Tadka Krawczyka. Następnie wieczorem, w świetlicy ośrodka 
odbyła się ogólna biesiada, śpiewogranie, no i towarzyszące temu dyskutowanie.. 
Okazało się, że wśród rowerzystów znajdował się wybitny szklarz, który wprowadził nas 
w tajniki sztuki szklenia, a sam wspaniały Rychu Betcher  /szef grupy rowerowej/-
 przedstawił sposoby użytkowania kabin prysznicowych w ośrodku. Sławny kolarz Jason 
opowiadał o swojej ostatniej podróży- tym razem po Alasce, gdzie w Anchorage poczuł 
smak prawdziwej przygody.. W niedzielę o 8.30 niespodzianka-śniadanie w stołówce 
/pierwotnie nieplanowane i nieprzewidziane w regulaminie/, po którym Janek zaprosił 
klubowiczów "Orłów" i "Kahela" do swojego pokoju na "chleb-sól", które zapewnił Jurek 
z Redy. Ewa Moorhexe była smutna z braku legendarnego "Old Firehanda"- Darka Olewniczaka, 
ale rychło się pocieszyła.. Nadszedł czas pożegnań- najpierw odjechali rowerzyści.. 
Gromkim śmiechem przyjęto zachwyt Mecenasa który pokazywał wszystkim, jaka to piękna, 
długowłosa dziewczyna jest na rowerze- a jakie ma zgrabne nogi- gdy naraz ta "dziewczyna" 
odwróciła się i ujrzeliśmy brodatą twarz..Tak- brakowało tu przewodnika transalpejskiego 
Martina Smuggia z Rzymu.. Po rowerzystach odeszli piechurzy- część poszła na szlak, a 
część rozmaitymi środkami lokomocji wróciła do domów.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY