Data: 14.01.2017
Trasa:  Główczyce- szlakiem rowerowym- dawna linia kolejowa- Klęcino stary cmentarz- 
        Klęcinko "hacjenda u Benka" 6km 
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 16

To już piąty raz, gdy w styczniu spotkaliśmy się na tzw "żubrzym szlaku" w okolicach 
Główczyc. O ile jednak za pierwszym razem wędrowały tylko 3 osoby to z uwagi na atrakcje 
na szlaku w tym roku uczestników było aż 16- z KTP "Orły" oraz z "Kahel Klubu". Na hasło 
nowego prezesa klubu- Marka, że pod Główczycami pojawiło się liczne stado żubrów, te 
wspaniałe zwierzęta zapragnęli obejrzeć nawet dawno nie uczestniczący w naszych wędrówkach 
turyści jak np. Rysiek "Chuck Norris". Z uwagi na porę roku i pogodę, wyznakowana trasa 
nie była zbyt długa, ale niejednokrotnie żmudna, gdyż szło się po topniejącym śniegu i 
polnych bruzdach. Autobusem NordExpressu o godzina 9.05 ze Słupska wyjechali- Marcel, 
Mecenas, Halszka, Halinka, Ula i ozdrowieniec Andrzej. Na miejscu spotkali się oni z 
organizatorami-Markiem i Teresą oraz Grześkiem /ten wkrótce się żeni, dlatego intensywnie 
wykorzystuje ostatnie chwile wolności/. Z Redy dojechali- Krysia i Jurek, zaś lęborski 
"Kahel Klub" reprezentowali: Irek Krawiec, Tadek, wspomniany już "Chuck Norris" z żoną, 
wybitny piechur, który niedawno odbył ekstremalną, traperską wędrówkę po Gorganach. 
Chętnych na "Żubrzy Szlak" było więcej, ale Luiza zachorowała, Brygida odbierała samochód 
z naprawy, zaś sam wielki i wspaniały Jan Kiśluk odbywał kurację uodparniającą u doktora 
Zenka. Miłą wiadomością było to, że już wkrótce powraca z Kirchdorf-Altefotze /Niemcy/ sama 
legendarna Ewa Moorhexe. Na trasę wyruszyliśmy ok 10.30 idąc najpierw przez Główczyce na 
północ, a następnie skręcając na zachód za zielonymi szlakami znaku rowerowego. Mozolnie 
człapiąc przez pola dotarliśmy do lasu i tam- na skrzyżowaniu dróg, doświadczony Jurek 
wypatrzył żubra. Wprawdzie był to tylko jeden osobnik,ale za to okazały, należało zatem 
zarządzić postój i delektować się widokiem tego wspaniałego zwierzęcia. Żubr-żubrem, ale 
należało się pokrzepić, jako iż nieco zmarzliśmy idąc przez pola-pojawiła się zatem mocna 
"kawa penitecjarna" oraz prawdziwie męski napój winogronowy sprezentowany przez aspiranta 
Szymka z konwojówki- "Wielkiego Bobra". Moc tego napoju wykrzywiała usta, ale chwilę potem 
po ciele rozlewało się upojne ciepło, niczym po spotkaniu z piękną kobietą. Po wykonaniu 
pamiątkowego zbiorowego zdjęcia, skręciliśmy na południe, znów wyszliśmy na pola, dochodząc 
do drogi na dawnej linii kolejowej Stolp-Dargeröse /Słupsk-Dargoleza/. Tam nastąpiła krótka 
pogadanka historyczna na temat tej linii zwanej też "Spiritbahn", podziwialiśmy też konie na 
zaśnieżonej łące, a widok "żylastego" przywołał pamięć wędrówki pt "złota, polska jesień" z 
Jarosławca do Ustki. Na chwilę przejaśniło się, a nawet pojawiło się słońce, przekraczając 
szosę, podeszliśmy pod górę, za którą leżała wieś Klęcino-znanej z tego, że osiedli w niej 
przybysze z Kurpiów. Na skraju wsi znajdowały się pozostałości dawnego cmentarza ewangelickiego, 
zdewastowanego, z resztkami nagrobków i bramy wejściowej. Ostatni etap trasy to droga przez pole 
z Klęcina do hacjendy "U Benka". Tam Grzesiek z Marcelem rozpalili ognisko przy którym zasiedli 
panowie, zaś panie w domu piekły ciasto. Wkrótce opuścił nas "Chuck Norris" z Jolą, planowali 
bowiem jeszcze dziś przejść się po SPN, reszta jednak przystąpiła do biesiady. Wspaniały był 
"bigos hultajski" przyrządzony przez Marka, a podgrzany przez Jurka na ognisku. Ci którzy 
pamiętają czasy PRL-u, kojarzą bigos z rozgotowaną kapustą ze śladową ilością kiełbasy- z kolei 
bigos Marka zawierał przede wszystkim rozmaite mięsiwa i grzyby. Z biegiem czasu jednak również 
i mężczyżni przenieśli się do wnętrza hacjendy, gdzie poczęstowano ich ciepłym ciastem z lodami, 
które wszystkim smakowało. Były też dwie gitary, a skoro tak to dwóch wybitnych gitarzystów- 
Tadek i Andrzej rozpoczęło koncert, który trwał aż do zachodu słońca.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY