Data: 04.02.2017
Trasa: Wołcza Wielka- rybaczówka- jez.Wołczyckie- wyspa Karaś- jez.Kościelne- 
       wokół jeziora Wołczyckiego- Wołcza Wielka 3 km
Prowadzący trasę: Piotr "Złoty But" Radziszewski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 8


Przez 10 lat istnienia klubu "Orły" wędrowaliśmy nieraz w fatalnych warunkach 
pogodowych- przy opadach deszczu, śniegu, w skwarze, po błocie- jednakże jako 
turyści jesteśmy przygotowani na różne niemiłe niespodzianki. Nikt jednak nie 
spodziewał się tego, co będzie nas czekać w sobotę. Prognoza pogody zapowiadała 
dodatnią temperaturę i opady deszczu, nic nowego, nastawiliśmy się zatem na 
typową "chlapę" i co najwyżej błotniste drogi. Było jednak inaczej.. Można 
śmiało powiedzieć, że od wielu lat nie było tak ekstremalnych warunków do 
chodzenia a raczej do niechodzenia. Na zaproszenie Konrada Remelskiego z Miastka, 
prowadzącego przez wiele lat legendarne już wędrówki "Z Głosem Pomorza" w plener 
wybrała się liczna grupa z Lęborka i Słupska. Pociągiem o godzinie 7.30 ze 
Słupska do Miastka wyjechali- Andrzej z Ulą, Halinka, kapitan Halszka i Mecenas. 
Przed dworcem PKP w Miastku czekał już na nich Konrad wraz z wędkarzami z koła 
"Karaś". Wygląd ulicy przed dworcem zwiastował przyszłe "przygody"- po prostu 
gołoledź, sprawiająca kłopoty nie tylko pojazdom ale i pieszym. Wkrótce z 
Koszalina dojechali Robert ze "Złotym Butem" i po godzinie 9.00 wyjechaliśmy 
wynajętym busem do Wołczy. Nastąpiła bowiem zmiana planów- pierwotnie mieliśmy 
iść do Wołczy od Bobięcina, lecz jasnym się stało, że jest to nierealne. Nie 
tylko bowiem szosy i chodniki były oblodzone, ale i leśne drogi i ścieżki. Konrad 
zrozumiał, że nawet kilkukilometrowa trasa jest niemożliwa, zwłaszcza dla dzieci 
których liczna grupa przyjechała autobusem z Lęborka wraz z Tadkiem, Darkiem 
"Old Firehandem" z Cowboy Clubu, Ewą Moorhexe z Kirchdorf-Altefotze, oraz samym 
wielkim i wspaniałym Jankiem Kiślukiem. Do Wołczy Wielkiej nie sposób było dojechać 
bezpośrednio z Miastka, bo..samochody nie mogłyby wjechać oblodzoną szosą pod górę, 
więc jechaliśmy przez Wołczę Małą. Busik dotarł na miejsce, ale autobus z Lęborka 
już nie- został w Wołczy Małej, więc dzieci musiały przejść dodatkowo 2 km piechotą. 
Warunki pogodowe sprawiły, że ledwo wyleczony po kontuzji Janek, intensywnie 
rehabilitowany prze doktora Zenka nie zdecydował się na marsz w tak ekstremalnych 
warunkach i został w autobusie. Podróżujący busem z kolei mieli do przejścia jedynie 
kilkaset metrów od szosy do rybaczówki, ale na tym krótkim odcinku niejeden "zaliczył 
glebę" /wprawdzie i do tego jesteśmy przyzwyczajeni, ale raczej gdy wracamy z rajdu 
a nie na samym początku/. Rozgościliśmy się w rybaczówce, wędkarze wystawili 
regionalne napoje, a Konrad częstował "lekarstwem klasztornym". Zostało rozpalone 
ognisko, w celu upieczenia kiełbasek. Jedynie kilkanaście osób zdecydowało się na 
indywidualne trasy, w tym i nasi klubowicze- Robert, Złoty But, Mecenas i Andrzej- 
wielce uradowany, że Ula została na stanicy. Szkoda, że nie było z nami Marka, ale 
zachorował, przybyła tylko Teresa /razem z lęborczanami/. Szliśmy częściowo przez las, 
a częściowo po zamarzniętym jeziorze, tym samym mogliśmy wreszcie zwiedzić wyspę Karaś, 
gdzie nastąpił postój, w trakcie którego Andrzej wykorzystał fakt, że nie było z nim 
Uli. Z wyspy powróciliśmy na leśną drogę, próbując przejść wokół jeziora, ale gdy 
najpierw Robert a potem Mecenas padli na lód niczym ścięte dęby /tym razem nie w wyniku 
działania regionalnych napojów, ale podłoża/, grupa się podzieliła, Złoty But z 
Robertem uparcie forsowali marsz po oblodzonej drodze, a Andrzej z Mecenasem ruszyli 
na przełaj przez jezioro. Wydawać by się mogło, że to ryzykowne, ale badali podłoże 
kijami, nadto wcześniej obserwowaliśmy jadące po lodzie quady, więc lód musiał być 
gruby. Przy okazji można było poczuć się jak łyżwiarz figurowy. Impreza skończyła 
się dość szybko, bowiem dzieci marzły, więc już około 13-ej z mozołem wyruszyliśmy w
powrotną drogę, poobijani, zmarznięci, spraceni, ale w sumie zadowoleni- będzie 
bowiem co wspominać. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY