Data: 08-09.04.2017
Trasa: Smołdzino- czarnym szlakiem- brzeg morza- kopalne dęby- "czerwona szopa"- 
       dawna jednostka wojskowa- Czołpino- Smołdziński Las 16 km
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 9

Co roku, na wiosnę, klub "Bąbelki" z Gdańska w porozumieniu z "Kahel Klubem" z 
Lęborka organizują dwudniowy rajd pieszo-rowerowy pt "rozpoczęcie sezonu rowerowego", 
w którym od wielu lat nasi klubowicze uczestniczą w trasie pieszej. Mimo niesprzyjającej 
aury /pochmurno, chłodno, wietrznie/ zdecydowaliśmy się i w tym roku uczestniczyć w tym 
rajdzie, a to z uwagi zarówno na teren /SPN/ oraz możliwość spotkania wielu przyjaciół. 
Słupszczanie zebrali się przed godziną 10-ą na placu Powstańców Warszawy w składzie- Halszka, 
Pszczółka, Mecenas, Andrzej i Ula oczekując na autobus z Lęborka, którym przyjechali m.in 
Tadek "Hippis" z Jolą, Ewa i Lech Kozłowscy, Jurek z Redy oraz sam Wielki Mistrz Wolnej Loży 
Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk. W Smołdzinie przy muzeum napotkaliśmy młodzież 
szkolną z Główczyc i Pobłocia oraz Tereskę, Marka i Wandzię. Po zwiedzeniu muzeum SPN-u, 
dzieci pojechały zwiedzać latarnię morską w Czołpinie a grupa piechurów prowadzona przez 
Mecenasa poszła za znakami czarnego szlaku w stronę brzegu morza. Z uwagi na chłód i wiatr, 
prowadzący narzucił ostre tempo marszu, ale na szczęście już wkrótce na parkingu obok jeziora 
Dołgie Wielkie nastąpił pierwszy postój. Przydała się wówczas na rozgrzewkę miodowa pieprzówka 
Halszki, nalewki Lecha oraz specyfiki Darka Janowskiego z Wejherowa- jedynego piechura spoza 
"Orłów" i "Kahela". Po odpoczynku wyruszyliśmy na plażę, gdzie wielce dokuczał przenikliwy wiatr. 
Z tego też powodu grupa podzieliła się- tylko część poszła w lewo oglądać kopalne pnie dębów 
/ok.1,5 km/ a reszta podążyła w prawo plażą do Czołpina gdzie oczekiwała reszty koło "czerwonej 
szopy"/ dawnej stacji ratownictwa brzegowego/. W stronę Czołpina szliśmy z wiatrem, więc rychło 
zmarznięta "grupa Mecenasa" po obejrzeniu "martwego lasu" dotarła do oczekujących przy 
czerwonej szopie gdzie zostali godziwie ugoszczeni. Po pewnym czasie w to miejsce dotarł też 
Tadek z grupą dzieci, którzy po zwiedzeniu latarni w Czołpinie, zeszli szlakiem na plażę i- 
idąc pod wiatr- z mozołem dotarli do czerwonej szopy. Nasza grupa niestety nie mogła już zwiedzić 
latarni, bo była dziś wyjątkowo otwarta przez krótki czas jedynie dla dzieci. Postanowiliśmy 
zatem zwiedzić teren dawnej jednostki wojskowej, obejrzeć orła bielika w klatce oraz wejść na 
pomost widokowy. Po tej wyprawie okazało się, że na parkingu obok jednostki stoi już autobus, 
w którym czekali Marek z Jankiem z Grześkiem. Nie było zatem sensu iść dalej pieszo na bazę, bo 
i tak wiodłaby ona szosą a i atrakcji na tym odcinku trasy już nie było. Dlatego też dalszą drogę 
przebyliśmy komfortowo-autobusem i po zjedzeniu zupy pomidorowej zakwaterowaliśmy się w ośrodku 
"Fiord". Nam, doświadczonym turystom,odpowiadają każde warunki, więc nie narzekaliśmy, tym bardziej, 
że były łazienki w pokojach, szkoda tylko, że ich metraż był niewielki, a większość łóżek-piętrowa. 
W oczekiwaniu na grupę rowerową siedzieliśmy w świetlicy, gdzie Tadek grał na gitarze, a Janek 
i Grzesiek zadbali o zaopatrzenie w pobliskim sklepiku. Rowerzyści przyjechali dopiero po godzinie 
17ej pod wodzą Daniela Nazaruka, prezesa "Bąbelków" i honorowego prezesa "Orłów", poza członkami klubu 
"Bąbelki" byli również przedstawiciele klubu "Rama" z Malborka. Wieczorem- wiadomo, biesiada i 
śpiewogranie, gorsza była noc, przynajmniej dla niektórych. "Pokój wodzów" w którym zakwaterowali się: 
Janek, Marek, Jurek z Redy, Mecenas, Grzesiek i Darek z Wejherowa był niewielki, więc gdy w nocy 
wszyscy zaczęli chrapać, sapać, jęczeć, czy wydawać inne odgłosy, trudno było spać, więc nad ranem 
Grzesiek znalazł inny, pusty pokój w którym wreszcie smacznie zasnął. Z kolei usytuowanie łóżek 
sprawiło że głowa Janka w jego łóżku znalazła się na wysokości tej części ciała Mecenasa, gdzie 
plecy tracą swą szlachetną nazwę- co skutkowało tym, że w nocy Janek  ze zdziwieniem stwierdził, 
że nad morzem oczekiwał podmuchów świeżego powietrza, a te podmuchy, które lecą mu w twarz są nieco 
zgniłe- i kazał otworzyć okno. M.in.z tych powodów już o 6 rano Janek zarządził pobudkę i po 
orzeźwiającym prysznicu przystąpienie do "warsztatów turystycznych". Trwały one ze 3 godziny, 
bowiem śniadanie było przewidziane na godzinę 9-ą, więc okazało się, że Mecenas nie miał chętnych na 
trasę pieszą do Smołdzina /gwoli prawdy-nie tyle nie chcieli co nie mogli/. Po śniadaniu /brawa 
dla organizatorów za jadłospis/ przenieśliśmy się do świetlicy, gdzie tym razem grał Andrzej, a Ula 
z Tadkiem organizowali transport do Słupska. Sam wielki Janek pojechał natomiast z Markiem, Teresą i 
Grześkiem do Główczyc, gdzie został naprawdę godnie ugoszczony i gdzie zadziwiał swoim majestatem. 
Szkoda tylko, że dopiero gdy wyjeżdżaliśmy zaświeciło słońce, bo do tej pory całą sobotę i rankiem w 
niedzielę było pochmurno.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY