Data: 07-08.10.2017r
Organizator: Tadeusz Krawczyk
Trasa: zwiedzanie Bytowa /zamek, kościół św.Katarzyny, wieża pokościelna, cerkiew, 
       most nad Borują/ 3 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Miejsce rocznicy: Mikorowo- gospodarstwo "Stajnia Grażyny"
Liczba uczestników Rajdu Liścia Dębu: 60
Liczba uczestników rocznicy klubowej: 22

Już w ubiegłym roku z wielu względów postanowiliśmy przenieść obchody rocznicy 
klubu z grudnia na wcześniejsze miesiące, co okazało się dobrym pomysłem. Teraz- 
z inicjatywy prezesa klubu- Marka Janusewicza oraz kolegów z lęborskiego "Kahel 
Klubu" zadecydowano o połączeniu dwu imprez: rocznicy klubu"Orły" oraz kultowego 
rajdu "Kahela" jakim jest rajd "Liścia Dębu". W tym ostatnim regularnie uczestniczyli 
rowerzyści z gdańskiego klubu "Bąbelki" z samym honorowym prezesem Orłów -Danielem 
na czele, ale w tym roku wypadła im inna impreza, tak, że było bardziej kameralnie. 
Słupszczanie wyjechali w sobotę o 9.12 pociągiem SKM do Lęborka w silnym składzie-
Lider Klubu Seweryn, Brygida, kapitan Halszka, Mecenas, Ula, Andrzej, Grzesiek, Ania, 
muzyk Piotr z żoną Małgosią oraz teściem Jurkiem, do których dosiedli się w Damnicy-
Tereska i Marek. Na dworcu w Lęborku powitał go nie kto inny jak sam wielki i 
wspaniały Jan Kiśluk- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego, zaś 
w wynajętym busie czekali m.in. Tadek "Hippis" Krawczyk, drugi Tadek- Salamon zwany 
od potężnej postury "Herkulesem" ,wierny sympatyk klubu i wytrawny traper- Jurek z 
Redy, a także Ewa Moorhexe z Altemöse- Arschloch. Osobno, autokaem z Lęborka wyjechała 
znaczna grupa dzieci pod nadzorem nauczycielek-turystek z których wyróżniała się 
pani od matematyki. Szkoda, że zaczął padać deszcz i cały dzień było pochmurno i mokro.. 
W planach rajdu "Liścia Dębu" było zwiedzanie Bytowa, oczywiście rozpoczęliśmy od 
muzeum zamkowego. Większość z nas niejeden raz odwiedziło to muzeum ale i tym razem 
warto było raz jeszcze przejść się po zamkowych korytarzach i komnatach a to chociażby 
z uwagi na wystawy czasowe- w tym roku dotyczyła łużyczan, czyli enklawy słowiańskiej 
na terenie współczesnych Niemiec. Dzieci z Lęborka przebywały w muzeum dość długo i 
długo też trwało kupowanie przez nich pamiątek, dlatego też Tadek zebrał członków 
"Kahela" i "Orłów" i udał się na zakupy, zlecając Mecenasowi dalsze prowadzenie 
dzieci. W siąpiącym deszczu Mecenas poprowadził grupę na rynek bytowski, gdzie 
znajdował się dawny ewangelicki kościół pw św Katarzyny oraz wieża po dawnym kościele. 
Stamtąd główną ulicą udano się pod cerkiew greckokatolicką i przez teren dawnego 
cmentarza do starego wiaduktu z herbami miast pruskich nad rzeczką Borują. Odjazd 
nastąpił spod dawnego dworca kolejowego w Bytowie-zarówno nasz bus jak i autokar 
pojechały do Kozina gdzie na terenie arboretum, w drewnianej wiacie rozpalono grilla 
i usmażono kiełbaski, zaś Janek zorganizował konkurs krajoznawczy z nagrodami. 
Dojechał też tam sławny "Old Firehand" czyli Darek z Maszewa, prezes "Cowboy Clubu" 
na widok którego Ewa Moorhexe niemal omdlała z rozkoszy.. Po posiłku i konkursie 
dzieci pojechały do Lęborka, zaś członkowie i sympatycy "Orłów" i "Kahela"- do bazy w 
Mikorowie. Ach..powróciły wspomnienia z 2012 roku- tam to Piotr "Złoty But" z Koszalina 
uzyskał swój zaszczytny przydomek a Seweryn dostał propozycję by za 100 zł uczestniczył 
w nocnej orce polowej- odmówił, co nie dziwi.. Po rozlokowaniu się w pokojach, 
przenieśliśmy się do znanej już nam wiaty, gdzie nastąpiły uroczyste obchody XI rocznicy 
powstania klubu "Orły". Marek i Teresa zapewniali posiłek, smażąc na grillu karkówkę i 
inne mięsiwa, Janek zadbał o "chleb-sól", zaś oprawę muzyczną tworzyli-Piotr, Andrzej i 
Tadek. Pod wieczór przybył zasłużony klubowicz- Marcel, co wielce nas ucieszyło, szkoda, 
że jednocześnie musiał odjechać "Old Firehand". Mecenas, słynący ze swoistego poczucia 
humoru wręczył zasłużonym turystom.. tym razem nie albumy krajoznawcze jak w ubiegłych latach, 
lecz "akcesoria"z sex-shopu. Wzbudziły one śmiech i radość-bowiem u nas w klubie wszyscy mamy 
poczucie humoru. Dostojny Janek zachwycił się elegancką "drapaczką do jajek", Andrzej- hebanową 
popielniczką, a Jurek z Redy- zapalniczką. Dowcipna Halszka z kolei zainicjowała wręczanie 
prezentów darczyńcy, które to prezenty wielce przydały się rankiem.. Noc nie minęła spokojnie, 
bowiem już ok godziny 3 nad ranem wielki hetman Janek wstał i postanowił ruszyć waleczne hufce 
do boju, ale osłabły po upojnym wieczorze prawice dzielnego rycerstwa, musiał zasmucony znów 
legnąć na łożu. Niedzielny ranek powitał nas słońcem, przeplatanym chmurami, co jakiś czas 
bądż było pogodnie, bądż padał deszcz- ale dzięki temu mogliśmy podziwiać piękne krajobrazy i 
tęczę nad jeziorem. Śniadanie mieliśmy zaplanowane na godzinę 10, ale już wcześniej zmęczone 
wieczornym bojem bractwo turystyczne zebrało się pod wiatą, gdzie Mecenas zniósł prezenty od 
Halszki /pieprzówkę/ i od razu zrobiło się wesoło. Tereska dosmażyła resztę mięsiwa z 
wczorajszego dnia, niektórzy udali się na grzybobranie, gdzie Tadek znalazł olbrzymiego 
prawdziwka. Szkoda, że wielu poganiały obowiązki- Marcel odjechał do Słupska zabierając Brydzię, 
Piotra i Małgosię, Rafał- miłośnik czeskiej motoryzacji jechał po teściów i szwagra /czyli 
Janusewiczów/ więc w nieco uszczuplonej ekipie pojechaliśmy ok godziny 11-ej do Lęborka, po 
drodze zatrzymując się przy ciekawym szachulcowym kościele w Mikorowie. Jeszcze świeciło słońce, 
ale już od północy zbliżał się wał ciemnych, burzowych chmur.. Dopadły one nas gdy dojeżdżaliśmy 
do Lęborka, tak, że pośpiesznie podążyliśmy do siedziby "IT" gdzie- ponieważ do pociągu do 
Słupska mieliśmy jeszcze wiele czasu- Janek Kiśluk powitał nas "chlebem i solą".. Kilkakrotnie 
Seweryn wędrował do sklepu, no i stało się to co się stać musiało-Janek "przesolił". 
Pożegnaliśmy zatem naszego mistrza, któremu ze wzruszenia ugięły się nogi i udaliśmy się na 
pociąg SKM do Słupska..

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY