Data: 14.10.2017r
Trasa: Barcino-Bronowo, Wrząca-Słonowiczki 6 km
Prowadzący trasę: Lider Klubu Seweryn
Liczba uczestników: 2

Na ten weekend Mecenas zaplanował nocleg w starym młynie /"Wasylowy Młyn"/ we Wrzącej,
choć od razu było wiadomo, iż wielu osobom ten termin nie pasował a nadto październikowa 
noc w zimnych murach może być atrakcyjną jedynie dla wytrawnego turysty. Dokładając do 
tego deszczową aurę /całą sobotę padał deszcz/ jasnym się stało, że na liczną frekwencję 
nie ma co liczyć. Zatem o godzinie 10.20 autobusem NordExpressu do Barcina pojechali z 
naszych klubowiczów jedynie Mecenas i Lider Klubu Seweryn. W Barcinie od razu udali się 
na trasę- najpierw szliśmy szosą a potem torami kolejowymi. Już prawie dochodząc do 
peronu w Bronowie napotkaliśmy pociąg drezynowy w składzie-maluchozyna Fiat 126P oraz 
dwie platformy-pociągiem kierował kudłaty Tomek a jako pasażerowie- Justyna oraz Piotr 
"Piszpunt" Rachwalski, aktualny  dyrektor dolnośląskiej DOKP oraz gospodarz młyna we 
Wrzącej. Drezynami podjechaliśmy pod Barcino gdzie zajęliśmy się naprawą uszkodzonego 
banera z logiem SPKD, a następnie w lasy za Mielęcinem. Fajna byłaby przygoda, gdyby nie 
ten deszcz, dokuczliwy zwłaszcza gdy się jedzie na odkrytych drezynach. Po przejażdżce i 
powrocie do Bronowa, udaliśmy się z Piszpuntem do Wrzącej, gdzie zasiedliśmy w młynie. 
Piszpunt niestety musiał pojechać do Słupska więc Mecenas z Sewerynem jedynie w dwójkę 
biesiadowali, posiadając butlę gazową i gary, zaparzyli herbatę, zjedli obiad i 
delektowali się nalewką śliwkową którą w wielkiej butli przyniósł Piszpunt. Okazało się 
że Seweryn nie zamierzał zostawać na noc we młynie, nie miał zresztą odpowiedniego wyposażenia 
/materac, ciepły śpiwór/ więc Mecenasowi nie chciało się samemu zostawać-postanowił zatem 
wrócić z Sewerynem. Nie był to zbyt fortunny pomysł, lepiej było już zostać w młynie- 
bowiem prawdziwa "przygoda" /w sensie negatywnym/ rozpoczęła się w trakcie prób powrotu 
do Słupska. Jak wiadomo, linia kolejowa ze Słupska do Miastka jest remontowana a zamiast 
pociągu kursuje zastępcza komunikacja autobusowa. Jak się niestety okazało, lepiej było na 
nią nie liczyć. Najpierw ok godzinie 16ej autobus przemknął przez Wrzącą nie zatrzymując się 
na przystanku, więc nasze zuchy musiały powrócić do młyna. Następny- i ostatni autobus miał 
być ok.19-ej, poradzono nam aby na wszelki wypadek przejść ok 3 km do Słonowiczek gdzie 
autobus z pewnością /?/ zatrzyma się na skrzyżowaniu za wsią. No i w zapadającym mroku i 
ulewie udaliśmy się w to miejsce..mimo iż pilnowaliśmy przyjazdu i z na pewno byliśmy widoczni-
autobus, tak jak poprzedni się nie zatrzymał. A tu zapadła noc /przystanek był za wsią/ ciemno, 
głucho, ulewnie a na podwodę nie było co liczyć. Bystry Seweryn postanowił zamówić taksówkę, ale 
czekaliśmy na nią blisko godzinę-dobrze, że Mecenas miał w plecaku jeszcze jakieś zapasy. 
Zmęczeni i przemoczeni, nieco też "spraceni" znależliśmy się w domach dopiero około 21-ej. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY