Data: 06.01.2018r
Trasa: Lubowidz- Mosty- Lębork Plac Pokoju- hacjenda "U Wielkiego Mistrza" 7 km
Prowadzący trasę: Krzysztof Pruszak, Michał Tubielewicz
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 15

W ubiegłym roku na święto Trzech Króli uczestniczyliśmy w "marszu królewskim" z 
Mostów przez Lubowidz do zajazdu "Krywań" na biesiadę,jak pamiętamy było śnieżnie 
i malowniczo, choć mroźno. W tym roku niestety było inaczej-o czym później.. Na 
zaproszenie Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego-samego 
wielkiego i wspaniałego Jana Kiśluka postanowiliśmy uczestniczyć w "Orszaku Trzech 
Króli" idącym z Lubowidza do Lęborka, a prowadzonym przez znanego nam i lubianego 
Krzysztofa Pruszaka-organizatora wielu imprez Nordic Walking w Obliwicach. Zawsze 
do Lęborka jeździliśmy pociągami SKM, od tego roku na tej trasie kursują pociągi 
PR /Przewozów Regionalnych/, w sobotę na szczęście nie musieliśmy wcześnie wstawać, 
bo wyjazd mieliśmy dopiero o godzinie 10.33. Pojechaliśmy pociągiem w czwórkę w 
składzie- Michał Tuba "Dekorator", Mecenas, Lider Klubu Seweryn /mimo choroby, w 
poniedziałek ma iść do szpitala/ oraz pani kapitan Halszka, która od razu 
poczęstowała "pieprzem i cytryną". W drodze do Lęborka pochmurne niebo zdawało się 
rozpogadzać, więc z optymizmem oczekiwaliśmy marszu na który się udawaliśmy. Na 
przystanku Lębork-Mosty czekał już stary traper-Jurek "Jurencjo" z Redy i wspólnie 
z nim udaliśmy się do hacjendy "Kartony u królowej Bony" gdzie powitała nas Jola, 
zaś wkrótce zajechali Tadek "Hippis" i sam Janek Kiśluk. W międzyczasie Mecenas i 
Dekorator pospiesznie udali się do pobliskiej stacji benzynowej po "chleb-sól" 
jako iż z uwagi na święto sklepy w tym dniu w większości były pozamykane i nie 
zdążyli się zaopatrzyć w Słupsku. Po herbatce i indyczej galerecie /od Halszki/, 
prowadzeni przez Dekoratora, wyruszyliśmy pod kościół w Mostach gdzie wkrótce 
napotkaliśmy malowniczy główny orszak Trzech Króli-były konie, rycerze, legioniści 
rzymscy, damy dworu- a i my mieliśmy okolicznościow kartonowe korony na głowach, w 
które zaopatrzył nas Janek. Tuż za Mostami rozpoczął się ulewny deszcz, rychło wszyscy 
przemokliśmy więc po dojściu w pobliże "parku z czołgiem" Mecenas dał stosowny znak 
Dekoratorowi aby zejść z szosy w las w celu uchronienia się przed deszczem i 
rozgrzania się.. Wkrótce-dobrze pokrzepieni-idąc na skróty dołączyli do głownego 
orszaku z którym doszli do końca trasy, czyli na Plac Pokoju w Lęborku. Tam 
napotkaliśmy Teresę i "Chudego Marka" z Głowczyc, zostaliśmy poczęstowani przez 
organizatorów barszczykiem i pasztecikiem, lecz ponieważ nadal intensywnie padało, 
Janek dał hasło aby nie czekać do końca oficjalnych uroczystości, ale 
przemieścić się do jego hacjendy przy ul.Słonecznej w Lęborku. Tam wreszcie zostaliśmy 
powitani "chlebem i solą" i rozpoczęła się wielogodzinna biesiada. Wśród przysmaków 
wymienić należy-barszcz ukraiński z podgrzybkami, jajka w majonezie, "giętą" z cebulą, 
leberkę z papryką, marynowane pieczarki i wiele innych.. Pojawili się też inni 
zasłużeni turyści i działacze jak: doktor Zenek- rehabilitant i uzdrowiciel /przede 
wszystkim Janka/, Lech "Wielki Róg" Kozłowski, dyrektor Krzysztof Pruszak, Kuba Krawczyk 
z Holandii, Jola, Mirka i inni. Poza delektowaniem się jadłem i napojami śpiewaliśmy 
kolędy przy akompaniamencie gitary długowłosego Tadka, zaś gdy atmosfera stała się mniej 
uroczysta-nastąpił tradycyjny psalm o ojcach bernardynach, song przyrodniczy o 
pratchawcach i kresowe pieśni o Wołodii Iljiczu oraz o bratnim narodzie ze wschodu, 
słynącym z kultury /"job twoju mać, my kulturnyj narod, za rodinu, za Stalinu wpieriod"/.. 
Zapiała z zachwytu kapitan Halszka, gdy siedzący za nią Kuba, chcący się przecisnąć od stołu, 
zapytał "czy mogę panią trochę posunąć ?"- na co Halszka, której oczy rozbłysły jak brylanty 
odrzekła- "dlaczego tylko trochę !?". Pojawienie się na imprezie schorowanego Seweryna 
zainspirowało dyskusję odnośnie jego propozycji sprzed kilku lat aby z funduszy klubowych 
zakupić elektryczną dojarkę do krów, aby po trudach wędrówki znużeni klubowicze-mężczyźni 
mogli zaznać relaksu i odprężenia. Lech Kozłowski poinformował zgromadzonych, a przede 
wszystkim Seweryna iż dojarka pracuje bez przerwy do czasu wydojenia 15 litrów mleka-
uznaliśmy zatem iż przyrząd ten- miast dać odprężenie po wędrówce- z pewnością spowodowałby 
kompletne wycieńczenie, z tego też powodu pomysł Seweryna został odrzucony.. Przy okazji 
wspomniano, jak swojego czasu Mecenas doił sztuczną krowę Heńka "Cowboya" w Obliwicach 
i mimo wcześniejszego, miesięcznego treningu jego pokaz nie wróżył mu kariery wybitnego 
dojarza. Po biesiadzie "ekipa słupska" wracała z przygodami, jako iż okazało się, że 
pociąg mający wyjechać z Lęborka o 16.12 w tym dniu nie kursował, więc musieli powrócić
do gościnnej hacjendy by-w końcu skutecznie- odjechać o 17.44. A na dworcu w Słupsku 
powitał ich gorąco..sam Krzysiek Łukowiec, który dzisiaj przeszedł 30 km w okolicach 
Słupska, lecz temperatura powitania była tak gorąca, że należało szybko udać się na 
spoczynek do domu..

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY