Data: 13.01.2018r
Trasa: Będziechowo skrzyżowanie- szlakiem dawnej linii kolejowej- Rumsko- stary cmentarz- 
       Równo- Główczyce 8 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 5


W tą sobotę cykliczny, coroczny styczniowy rajd "Żubrzym Szlakiem" miał się nie odbyć z 
uwagi na konieczność opieki Teresy nad chorą mamą- w ostatniej chwili jednak a dokładnie 
w piątkowy wieczór Marek zadecydował by ostatecznie impreza ta się odbyła. Nie było czasu 
by zamieścić tą informację na klubowej stronie, nadto wielu stałych uczestników wędrówek, 
myśląc, że rajd się nie odbędzie, zaplanowało sobie coś innego. Zabrakło nam zwłaszcza 
Halszki a w szczególności jej pieprzówki z miodem i cytryną.. Sobotni ranek powitał nas 
mrozem i pochmurnym niebem, na szczęście nie padało a i mróz miał pozytywne znaczenie, 
bowiem ściął kałuże i rozlewiska na trasie, a było ich sporo o czym później.. Autobusem 
PKS relacji Słupsk-Łeba wyjechali do Będziechowa-Andrzej z Ulą, Mecenas oraz Mariola 
/której mąż Andrzej dziś wyjechał na narty do Wierzycy/. W Będziechowie na skrzyżowaniu 
oczekiwali oni kilka minut na przyjazd Marka z Główczyc, przy okazji pokrzepiając się 
kawą. Po przybyciu Marka wspólnie wyruszyliśmy na wschód nasypem dawnej linii kolejowej 
do Dargolezy. Pierwszy odcinek trasy był najprzyjemniejszy, szliśmy bowiem przez las, po 
ubitej drodze. Zmieniło się to na niekorzyść, gdy wyszliśmy z lasu na pole- dokuczał 
lodowaty wiatr a i na drodze pojawiły się olbrzymie kałuże i rozlewiska, wprawdzie skute 
lodem ale nie na tyle by utrzymać ciężar człowieka i trzeba było omijać je bokiem. Z dawnej 
linii kolejowej skręciliśmy w stronę Rumska, urządzając jeszcze postój na starym mostku. 
Panowie- "trzej wodzowie" zademonstrowali wówczas swoje przydatne akcesoria turystyczne, 
które bynajmniej próżne nie były, ale wkrótce próżnymi się stały. Idąc drogą z Rumska do 
Równa, na pomnikowym dębie zauważyliśmy oznakę dziwnego szlaku, który Ula nazwała 
"koronkarskim", a następnie zwiedziliśmy resztki starego cmentarza znajdującego się na 
terenie pięknego bukowego lasu. Tam grupa kilku malowniczych drzew przypomniała Andrzejowi 
krajobrazy wąwozu Homole. Wkrótce weszliśmy do małej wsi Równo, gdzie znaleźliśmy budynek 
nadający się na siedzibę klubową "Orłów", a którego zdjęcie zamieszczamy.. Z Równa 
powędrowaliśmy przez pola starą drogą w alei wiekowych drzew po czym- z radością, gdyż 
trochę nas przewiało- weszliśmy do lasu pod Główczycami. Tam urządziliśmy kolejny postój 
na skrzyżowaniu dróg, gdzie wspomnieliśmy jak w ubiegłym roku Jurek z Redy znalazł wspaniały 
okaz żubra- niestety nie były to takie żubry o które chodziło będącemu wówczas z nami Ryśkowi 
"Chuckowi Norrisowi" który w nadziei zobaczenia tych królewskich zwierząt zaopatrzył się w 
profesjonalny sprzęt fotograficzny. A my dzisiaj po drodze widzieliśmy "udomowione żubry" a 
i w naszych plecakach też żubrów nie zabrakło. Po odpoczynku wyszliśmy z lasu gdzie na 
horyzoncie pojawiła się wysoka wieża kościoła w Główczycach-znak, że trasa dobiega końca. 
Na polu napotkaliśmy spacerującą starszą panią, ostrzegającą nas przed wilkami, które 
miały się ostatnio pojawić w tej okolicy, a która nie chciała uwierzyć, że my wybraliśmy się 
na poszukiwanie żubrów. Jeszcze kilkaset metrów i doszliśmy do mety, czyli do hacjendy 
"U Benka". Jako zapaleni turyści nie zamierzaliśmy siedzieć w ciepłej chałupie lecz woleliśmy 
posiedzieć na świeżym powietrzu- czyli w ogródku, gdzie rychło Marek z Andrzejem rozpalili 
ognisko na którym upiekliśmy kiełbasy i kaszanki kupione u uroczej Moniki w miejscowym 
sklepie. Zaś w dziupli jabłoni Marek znalazł prawdziwy skarb, który wielce nas uradował. 
Degustowaliśmy zawartość skarbu, a w międzyczasie przeprowadziliśmy rozmowę telefoniczną z 
samym Wielkim Mistrzem Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jankiem Kiślukiem, 
który dzisiaj był na imprezie kaszubskiej, przewiało go i "połamało" więc czym prędzej 
musiał pośpieszyć mu z pomocą wybitny lekarz-doktor Zenek. Liczymy na skuteczność jego 
rehabilitacji. Wspominaliśmy też naszą ulubioną Ewę Moorhexe, która- przebywając w Vöhringen-
Teufelschwanz /Badenia-Wirtembergia/ czuje się jak niewolnik będąc zmuszona do opieki nad 
Frau Marie Alteaffe, "wie muSt sehr stinke Altemöse und Arschloch geputzen". Tęsknoty nasze 
były też za wesołą Brygidą, która uczestniczy w ruchu na rzecz zacieśniania stosunków 
polsko-tureckich "Yarak Serdar". I tak, gawędząc, jedząc i pijąc siedzielibyśmy długo, 
lecz czujna Ula przerwała obrady "Trzech Wodzów" i pogoniła Andrzeja oraz Mecenasa do 
autobusu, którym odjechaliśmy do Słupska. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY