Data: 25.03.2018r
Trasa: Sycewice- Ścienno- Gać- Swołowo 5 km
Prowadzący trasę: Lider Klubu Seweryn Dzik
Liczba uczestników: 3

Nasze wędrówki klubowe zawsze odbywały się w soboty, a jeśli wędrowaliśmy w niedziele- 
to tylko przy okazji rajdów dwudniowych. Teraz miał miejsce wyjątek- po spotkaniu 
przewodnickim w sobotę w Główczycach, gdzie brylował olbrzymi Mark von Glowitz, ale które 
odbyło się w kameralnym gronie i nie towarzyszyła temu wędrówka, postanowiliśmy w 
niedzielę udać się na imprezę regionalną do Swołowa. Co roku odwiedzaliśmy Swołowo przy 
okazji Festiwalu Nalewki Pomorskiej oraz Święta Gęsi, a nigdy nie uczestniczyliśmy w 
obchodach Niedzieli Palmowej. Tymczasem w sobotę brodaty Maciej- zwany "Druidem Panoramixem" 
poinformował, że ślęcząc nocami i warząc alembiki i magiczne wywary-wyprodukował eliksir z 
agrestu i porzeczek. To zainspirowało nas do wycieczki, która była nader przyjemna z uwagi 
na radykalną zmianę pogody- na korzyść oczywiście.. Tym razem nie autobusem NordExpress 
ale busem relacji Słupsk-Koszalin o godzinie 9.30 do Sycewic pojechali- Marcel, Mecenas 
oraz Lider Klubu Seweryn, który po zakończeniu leczenia szpitalnego był wielce chciwy na 
wędrowanie. Jeszcze byliśmy odziani w "zimową" odzież, ale potem okazało się to nadmiarem 
zapobiegliwości. Po prostu- przyszła wiosna.. Gdy wysiedliśmy w Sycewicach od razu przywitały 
nas śpiewy skowronków, nad głową przelatywały bociany zaś z pól dobiegały klangory żurawie.. 
Czapki z głów- ale nie z uwagi na szacunek do kogokolwiek, ale ze względu na pogodę.. Droga 
co prawda była nieco błotnista, ale raźno szliśmy w nadziei zakosztowania magicznych 
eliksirów Panoramixa.. W pewnym momencie przestraszyło nas basowe szczekanie- nie był to 
jednak pies, a kożlak, który- w tempie Janka Kiśluka który zobaczył sklep- przebiegł przez 
pole.. Aura przyjemna, droga- nie bardzo, więc z ulgą powitaliśmy szosą koło miejscowości 
Gać. Widok budynku starej szkoły przywołał nam postać niejakiego pana Mirosława Ch., który 
kiedyś zwrócił się z niedwuznaczną propozycją do Mecenasa.. Szybko przeszliśmy przez wieś, 
obok sklepu gdzie kiedyś Seweryn konsumował kabanosy i idąc dalej szosą doszliśmy do Swołowa. 
Od razu skierowaliśmy się do stoiska Druida Panoramixa, gdzie nabyliśmy mocne eliksiry z 
porzeczek i agrestu, miody pitne, zaś Marcel zasmakował w grzańcu. Należało się też pokrzepić 
żurkiem oraz pierogami, w czym celował głównie Seweryn. Nabyliśmy swojski chleb pszenno-żytni 
u sympatycznej Emilki oraz przetwory u pani Smardzowej, znanej nam z rajdu Liścia Dębu w 
Krępkowicach /tam Janek smażył nóż kuchenny na płycie indukcyjnej a Mecenas- zamiast ze 
wszystkimi- spał razem z kucykami/.. Wkrótce przyjechał ojciec Mecenasa- już emerytowany 
adwokat Ryszard- któremu oczy rozjarzyły się jak brylanty na widok tych cudownych destylatów, 
ale niestety- był kierowcą, dlatego też wypił tylko kawę, zaś eliksir schował w samochodzie by 
uchronić go przed wzrokiem niepowołanych, zwłasza swojego domowego żandarma.. Moglibyśmy tak 
siedzieć godzinami, ale Mecenas musiał jeszcze dzisiaj iść do pracy, więc po spożyciu "chleba 
i soli" zostaliśmy odwiezieni przez ex-mecenasa Ryszarda do domów.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY