Data: 28.04.2018r
Trasa: Barcino- Bronowo-Barcino 7 km
Prowadzący trasę: Paweł Skowroński
Organizator imprezy: Tomasz Ciżmowski / SPKD/
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 3

Rozpoczął się tzw "długi tydzień" z majówką co spowodowało wyjazdy klubowiczów w różne 
części Polski, zaś ci którzy zostali skorzystali z zaproszenia kolegów ze Słupskiej 
Powiatowej Kolei Drezynowej, którzy w ten weekend inaugurowali turystyczne przejazdy 
"pociągami drezynowymi". W tą sobotę skład takiego pociągu stanowiły : lokomotywa 
"maluchozyna", oraz dwie platformy z których na jednej został w tym roku dobudowany daszek. 
Była też oczywiście "kiwajka" z której skorzystaliśmy ale o tym później.. W dzisiejszym 
dniu na przejazdy zapowiedział się głównie klub rowerowy "Szprycha", ale dopiero od godziny 
13-ej, więc skorzystaliśmy z okazji by pojawić się szybciej i pojeździć we własnym gronie. 
Ostatnie dni były chłodne, więc z niepokojem oczekiwaliśmy soboty, na szczęście okazało się, 
że było słonecznie i ciepło. Autobusem NordExpress o godzinie 10.20 do Barcina wyjechała 
nieliczna ale doborowa ekipa w składzie: Mecenas oraz Piotr z teściem Jerzykiem. Po 
przyjeździe do Barcina wyruszyliśmy do Bronowa, najpierw szliśmy jezdnią a potem torami. 
Jerzyk dziwił się dlaczego plecak Piotra jest taki ciężki na co Piotr zagadkowo się 
uśmiechał- tajemnica wydała się dużo później.. Stopniowo robiło się coraz cieplej, więc z 
zadowoleniem powitaliśmy przystanek kolejowy w Bronowie, gdzie stał już skład pociągu 
drezynowego. Tam członkowie SPKD powitali nas "chlibem i solą" /to nie pomyłka językowa- 
bowiem jednym z witających był Janusz Chlib- oprócz niego był Tomek z Justyną/. 
Postanowiliśmy przejechać się do Zielina, a jazda obfitowała w wiele atrakcji, niekoniecznie 
pozytywnych. Za Gumieńcem, na zakręcie, okazało się iż jedna z szyn była pęknięta i nastąpiło 
wykolejenie lokomotywy, która wypadła z szyn- na szczęście nikomu nic się nie stało. Potrzeba 
było wysiłku wszystkich by postawić "maluchozynę" znów na tory a przy okazji umazaliśmy się 
smarem. Nie zakłóciło to jednak naszego humoru, tym bardziej, że Mecenas otworzył plecak by 
ów humor podtrzymać. Podziwialiśmy jasnozielone, wiosenne łąki i lasy, zaś tory w okolicy 
Zielina pokrywały łany białego kwiecia.. Szkoda, że przy szosie w Zieliniu bynajmniej nie 
"kwieciem pachniało" jak mówiła to umierająca Danusia w "Krzyżakach"- lecz spalinami 
samochodów. Dotarliśmy bowiem do drogi krajowej gdzie tory były już zaasfaltowane i nie 
można było jechać dalej. Zawróciliśmy więc do Bronowa, a po drodze musieliśmy kilka razy 
hamować, gdyż przez tory przebiegały nam sarny, a raz drogę nam zagrodziła groźna locha 
wiodąca stado małych pasiastych warchlaków. Po przyjeżdzie do Bronowa obejrzeliśmy nowo 
wybudowaną, drewnianą halę na drezyny, a następnie rozpaliliśmy ognisko, po czym upiekliśmy 
kiełbaski. Tomek odjechał pociągiem do Mielęcina gdzie czekali rowerzyści ze "Szprychy", 
zostaliśmy więc w kameralnym gronie. Jako iż w ramach tzw "dobrej zmiany" należy być polskim 
patriotą więc rozpoczęliśmy uczoną pogadankę o chwale oręża polskiego w szczególności o 
husarii- zwłaszcza że wyjaśniła się tajemnica ciężkiego plecaka Piotra, wyjął on bowiem 
pewien niemały przedmiot o nazwie "Husarska", przy którym spędziliśmy wiele czasu. Jak wiemy-
"husaria uderza !"- i rzeczywiście husaria uderzyła nam do głów. Zbliżała się godzina 15-a a 
o 15.49 mieliśmy autobus z Barcina do Słupska, w planach mieliśmy dojście piechotą, ale gdy się 
spakowaliśmy, uwagę naszą wzbudziła samotna drezyna-kiwajka, napędzana siłą mięśni. Zagrała 
nam krew dawnych rycerzy, duchy husarii spod Byczyny, Kircholmu i Kłuszyna- na hasło Mecenasa- 
"Poczynajcie w imię Jana Kiśluka !" mocarny Piotr chwycił za wajchę i tak rozkręcił zwykle 
wolną kiwajkę /poza tym mieliśmy z górki/, że w pełnym cwale popędziliśmy torem w stronę 
Barcina. Piotr nadawał tempo, Jerzyk siedział przy hamulcu /2 razy musieliśmy przejeżdżać przez 
szosę/ zaś Mecenas niczym Zawisza Czarny pod Golubacem ryczał patriotycznie- "Bij pohańca !" 
Zatrzymaliśmy się przy dworcu w Barcinie, trochę ochłonęliśmy, zastanawiając się co teraz zrobić 
z kiwajką, jak ją zostawimy to ktoś może ją świsnąć. Na szczęście rychło usłyszeliśmy odgłos 
zbliżającego się od strony Mielęcina pociągu drezynowego, uradowaliśmy się, że Tomek zabierze 
kiwajkę ale ten spojrzał na nas spode łba i zapytał czy wzięliśmy łącznik do podczepiania... 
Skończyło się tym, że jako łącznik musiały nam posłużyć..ręce, siedzieliśmy na ostatniej 
platformie, rękami trzymając kiwajkę i tak powróciliśmy do Bronowa.. Na szczęście Justyna miała 
samochód i prędko podwiozła nas na autobus do Barcina. W międzyczasie zadzwonił do nas Wielki 
Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk, który uczestniczył dziś w 
"dniu sprzątania rzeki Łeby" i bardzo się zmęczył- tak jak my- ale zaprasza na majówkę do Runowa.. 

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY