Data: 07.10.2018r
Trasa: Damnica PKP- Karżniczka- Damnica 7 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec	
Liczba uczestników: 10

Nasze klubowe wędrówki w przeważającej większości odbywają się w soboty, a jeśli 
wędrujemy w niedziele to tylko przy okazji weekendowych rajdów dwudniowych. Tym 
razem jednak nastąpił wyjątek- czyli wędrówka w niedzielę, a był on spowodowany 
tym, że właśnie w ten dzień, w znanej nam wsi Karżniczka odbywały się tzw. "pokopki" 
inaczej zwanym "świętem ziemniaka"- czyli gminny festyn gdzie na wielu stoiskach 
można było zakupić regionalne potrawy i napitki /tak jak w Swołowie gdzie tak 
często się wybieramy/. W sobotę w Słupsku była piękna, słoneczna pogoda, niestety w 
niedzielę od rana było pochmurno i deszczowo. O dziwo- pojawiła się na zbiórce przed 
dworcem całkiem spora grupa z Marcelem na czele- oprócz niego dwóch Andrzejów- 
"Pieczony Baran" i Jóźwiak, niezawodny Mecenas, kapitan Halszka, Maryla, dawno nie 
widziana Halinka Polonis, Basia i jej koleżanka. Ze Słupska wyjechaliśmy pociągiem 
Regio o 8.32 by tuż przed 9-ą znależć się w Damnicy. Jako iż impreza w Karżniczce 
rozpoczynała się dopiero o 11-ej nie musieliśmy forsować tempa, dlatego też po wyjściu 
z Damnicy i przejściu przez przepust w nasypie kolejowym, Andrzej zarządził postój i 
częstował swoim owocowym produktem. Wkrótce jednak zaczął padać rzęsisty deszcz i 
musieliśmy się zebrać do dalszego marszu- wśród alei drzew rychło dotarliśmy do 
Karżniczki, gdzie oczywiście należało obejrzeć ruiny niegdyś majestatycznego pałacu 
i omówić problemy turystyki pieszej na pomoście nad fosą pałacową.. Mecenas wręczył 
Andrzejowi ciekawe foldery krajoznawcze, które go zachwyciły, ale niestety nie mógł 
ich zabrać ze sobą. Na pomoście spędziliśmy jakiś czas, po czym słysząc odgłosy muzyki 
udaliśmy się w stronę miejsca gdzie odbywał się festyn. Tam spotkaliśmy naszego 
przyjaciela- wytrawnego trapera "Jurencja", który przybył z Redy znacznie później od 
nas i forsownym marszem przez las dotarł do Karżniczki. Zmartwiliśmy się, że na 
festynie nie było znanego nam z imprez w Swołowie, słynnego "Druida Panoramixa" 
wystawiającego swoje eliksiry pędzone nocą, ale pocieszyliśmy się towarami z innych 
straganów. Zakupiliśmy szynki, sery, soki, miody zaś Andrzej i Mecenas 
zaopatrzyli się w bojowe noże oraz rogi-przydatne dla rozmaitego rodzaju napitków. 
Spędziliśmy pewien czas przy stoisku z piwem-ale z uwagi na chłód jedynie dzielny 
Jurencjo go zadegustował- po czym udaliśmy się w drogę powrotną, cały czas w siąpiącym 
deszczu.. Gdy dotarliśmy do Damnicy okazało się, że jeszcze wiele czasu pozostało do 
pociągu, odjeżdżającego do Słupska o 14.12 więc dwaj Andrzeje zadbali o to, by czas 
oczekiwania się nie dłużył.. Słuchaliśmy piosenek turystycznych z internetu, przy 
wtórze padającego deszczu aż doczekaliśmy się pociągu..

Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY