Data: 02.03.2019r
Trasa: Siemirowice szkoła- samolot LiM- leśną drogą- stanowiska kurhanów- Oskowo chlewnia- 
       Oskowo młyn- Siemirowice wiaty nad stawem 10 km
Prowadzący trasę: Dariusz "Old Firehand" Olewniczak
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 10

Pewno niektórzy pamiętają mrożną i śnieżną zimę 2012 roku gdy to wędrowaliśmy żmudnie 
przez śniegi w okolicach Siemirowic, prowadzeni wówczas przez Heńka "Cowboya", a był z 
nami też Daniel /honorowy prezes/ zaś zaczynał z nami chodzić Lider Klubu Seweryn, 
który także wygłosił uczoną- choć zwięzłą- pogadankę o kurhanach. Minęło już 7 lat, a 
i śniegu zabrakło, więc wypadało ponownie wybrać się w te okolice, aby podziwiać je w 
promieniach wczesnowiosennego słońca. O godzinie 8.36 pociągiem Regio ze Słupska do 
Lęborka wyjechała doborowa ekipa- Ula z Andrzejem, Halszka z pieprzówką, Lider Klubu 
Seweryn, Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, Mecenas oraz dawno nie widziana Brygida ze 
stowarzyszenia przyjaźni polsko-tureckiej "Yarak Mustafa". Długo jej nie było- bo 
znów wojażowała po świecie- tym razem jednak nie po ukochanej Turcji lecz w zupełnie 
innej części Europy bo..po Danii. Skandynawskie biuro podróży "Slicka min fitta" 
zaoferowało bowiem wielką zniżkę na pobyt w Danii- z czego skorzystała nasza koleżanka. 
Jej hotel znajdował się w mieście Pikk Fanden na ulicy Luder a w pobliżu można było 
zwiedzić bunkry z czasów II w.św. Oczywiście Brygida wykorzystała czas na naukę języka 
duńskiego i powitała nas słowami- "Knep dig selv,rend mig !" /witajcie mili przyjaciele !/. 
Po dojechaniu do Lęborka od razu przesiedliśmy się do wynajętego busa, gdzie czekali 
już na nas m.in.Tadek "Hippis" oraz Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu 
Beretowego- sam wspaniały Jan Kiśluk. Szybko wyruszyliśmy do Siemirowic gdzie o 10.00 
miał nastąpić początek rajdu. Przy miejscowej szkole czekała już grupa dzieci z 
lęborskich szkół z nauczycielkami /nie było niestety pani profesor od matematyki co 
wielce zmartwiło Andrzeja, który uwielbia ten przedmiot a zwłaszcza geometrię Wykreślną/. 
Pojawił się też przewodnik- Darek "Old Firehand"- jak zwykle w odzieży koloru khaki. 
Najpierw nastąpiło uroczyste powitanie w obecności wójta i.. dwójki policjantów, potem 
obeszliśmy Siemirowice, zapoznając się po drodze z historią pobliskiego lotniska 
wojskowego i oglądając samolot LiM stojący na postumencie. Nadto Old Firehand pokazywał 
ciekawe budynki i miejsca historyczne. Za Siemirowicami, mimo słońca, zaczął wiać chłodny 
wiatr- do przodu jak zające wyrwali Maurycy i Mecenas, forsownym marszem odrywając się 
od reszty grupy. Maurycy był lekko odziany, więc chciał się rozgrzać marszem, a Mecenas..
też chciał się rozgrzać, ale w inny sposób i nie chciał tego czynić na oczach dzieci. 
Celem wędrówki były kurhany kultury łużyckiej, więc tam nastąpił dłuższy postój przewidziany 
na wykład historyczny Old Firehanda oraz penetrację terenu w poszukiwaniu kurhanów. Następnie 
udaliśmy się dalej w stronę Oskowa, minęliśmy chlewnię, skąd dochodziły "cudowne" zapachy- 
pieprzówka Halszki pozwoliła je w pewnym stopniu zneutralizować. Nie powtórzyliśmy tej samej 
trasy co 7 lat temu lecz po dojściu do ruin po młynie, zawróciliśmy tą samą drogą do 
Siemirowic. Tam- koło dużego stawu- przy wiatach i murowanym grillu była meta rajdu, czekały 
już na nas upieczone kiełbaski oraz kawa- a także mistrz Jan Kiśluk. Zadbał on nie tylko o 
pokrzepienie dla ciała ale i dla ducha /"duch" to po łacinie"spirit"/. Grill był wysoki i 
murowany więc można było za nim znaleźć ustronne miejsce by w towarzystwie Janka i jego kolegi 
Andrzeja "Majchra"- nie widziani przez postronnych a zwłaszcza dzieci- w spokoju przeanalizować 
dzisiejszą trasę. Dogłębniejsza analiza nastąpiła jednak w Lęborku- gdy nastąpił koniec 
biesiady i powrót do Lęborka- okazało się, że do pociągu mamy jeszcze sporo czasu, więc gościnny 
Janek zaprosił nas do siedziby LOT na dworcu, gdzie poczęstował "chlebem i solą". Szkoda, że 
nie było z nami Grubego Marka- ale musiał on pilnować babci, więc z nami wędrowała tylko Tereska-
ale zapewniła, że zrozpaczonemu mężowi wyśle na pomoc swojego brata, który postara się godnie 
zastąpić Janka. Było bardzo miło w siedzibie LOT-u ale o 15.21 musieliśmy jechać do Słupska. 
Już będąc w pociągu otrzymaliśmy telefon od Ewy Moorhexe- znów musiała wyjechać do Frau Trudi 
Stinkefotze w Brinkenfickenhause w pobliżu Rothaarschloch Gebirge- ale bardzo tęskni za 
nami i za wędrówkami w towarzystwie Janka. "Ein weißer Wichser mit herrliche Schwanz soll es 
sein"- wzdychała, ale obiecała, że rychło po przyjeżdzie zorganizuje jak co roku wiosenną 
wędrówkę przyrodniczą. A za tydzień Andrzej z Ulą zapraszają na wędrówkę "Piękne słupskie laski" 
z zakończeniem na ich hacjendzie- będzie wesoło więc już cieszymy się z tej okazji.


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY