Data: 27.07.2019r
Trasa: Żelkowo- trasą dawnej kolei- Bukowa- Gąbino /hacjenda "U Zerwana"/ 8 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Ilość Uczestników: 10

To już kolejny raz, gdy latem wędrowaliśmy na imprezę do naszej klubowiczki, pani 
prokurator Beaty- wprawdzie teraz już nie rozbijamy namiotów i nie zostajemy na noc- 
ale z wielu względów zamieszamy aby nazwa imprezy pozostała w niezmienionym kształcie 
/chociażby z uwagi na skrót- JEBANKO/. Jako iż nie mieliśmy do przejścia wielu kilometrów 
zdecydowaliśmy się wyjechać dopiero o 10.20 autobusem NordExpress do Żelkowa. Na zbiórce 
pojawili się:  Marcel, Mecenas, kapitan Halszka, Roma, stary traper "Jurencjo" z Redy 
oraz dawno nie widziany wybitny nauczyciel i miłośnik zwierząt- Krzysiek. Na przystanku 
w Zelkowie czekał już na nich prowadzący "Gruby"- Marek z Główczyc. Skierowaliśmy się na 
zachód nasypem dawnej linii kolejowej Gabel-Dargoleza, choć było pogodnie, nie było 
wielkiego upału, więc mieliśmy idealną aurę do wędrówki. Szkoda tylko, że- na wydawać by 
się mogło, ustronnej drodze leśnej- dosyć często pojawiały się samochody tworząc pył i kurz. 
Nie pozwoliło to nam więc na dłuższy odpoczynek na murku starego mostku kolejowego nad 
rzeczką. Szybko doszliśmy zatem do wsi Bukowa gdzie skręciliśmy w lewo i malowniczą 
zarastającą drogą doszliśmy w pobliże wielkiego pola gryki gdzie nastąpił właściwy 
postój w trakcie którego Halszka sowicie częstowała pieprzówką. Prognoza pogody wskazywała 
że o godzinie 13.00 ma być burza więc śpieszyliśmy się na hacjendę do Beaty /okazało się 
potem, że nie spadła ani kropla deszczu/. Podążyliśmy dalej już szerszą i lepszą leśną drogą 
równolegle do widniejącej na horyzoncie szosy Gąbino-Gardna, Marek znalazł kilka kurek, 
lecz generalnie z uwagi na suszę grzybów było mało /choć na drodze rosło kilka muchomorów/. 
Na wysokości hacjendy opuścił nas Krzysiek, samotnie kierując się do Słupska a reszta weszła 
od strony lasu na teren hacjendy Beaty, witana szczekaniem psów-wilczycy Belli, oraz buldożków- 
Ambera i Bonity. Na hacjendzie poza gospodynią był też doktor Robert oraz jej brat Marek- 
"Duch Bieluch" z Chełma, ostatnio dyrektor projektów towarzystwa integracji polsko-afrykańskiej. 
Na grillu piekło się już mięsiwo- karkówka i boczek, a także pieczarki i cukinia, zaś na stole 
nie mogło zabraknąć sałatek oraz godziwych napitków. Jako iż na wiosnę Marek przez wiele dni 
czyścił znajdujący się na posesji staw, chętni mogli zażyć kąpieli- ostatecznie zdecydował się 
na to jak zwykle Mecek, który pokazał też swoją drugą prawdziwą twarz. Impreza była udana, 
szkoda tylko, że zabrakło muzyków-gitarzysty Andrzeja oraz akordeonisty Piotra- a liczyliśmy na 
ich obecność. Niestety, to co dobre, szybko się kończy, nadszedł czas pożegnań- o godzinie 17.04 
do Słupska wyjechali- Halszka, Roma, Jurencjo i Mecek, zaś o 19-ej-Marcel i "Gruby".


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY