Data: 06.10.2019r
Trasa: Damnica PKP- Karżniczka- Damnica 7 km
Prowadzący trasę: Marceli Piec
Liczba uczestników: 9

Zawsze wędrujemy w soboty, ale tym razem nastąpił wyjątek- zamiast sobotniej 
wyprawy była niedzielna.. W ubiegłym roku uczestniczyliśmy w "Święcie Ziemniaka" 
czyli festynie w Karżniczce- zaś wrażenia z tej imprezy były na tyle pozytywne, 
że postanowiliśmy to powtórzyć i w tym roku. A zatem pociągiem o 8.42 ze Słupska 
do Damnicy wybrała się- jak na razie- dość skromna ekipa z Marcelem na czele, 
któremu towarzyszyli- Mecenas oraz kapitan Halszka /tym razem bez pieprzówki co 
Mecek opłakał gorzkimi łzami/. Warto wspomnieć o pogodzie- dzisiaj była klasycznie 
"pomorska" czyli zmienna- raz słońce, a raz ulewny deszcz.. Deszcze podlały naszych 
wędrowców w Słupsku ale już po drodze- i w Damnicy- było słońce, więc można było- 
wolnym marszem /gdyż impreza w Karżniczce rozpoczynała się dopiero o 11.00/ podążyć 
drogą przez pola na południe. Na zachodzie- po opadach- pojawiła się nawet tęcza ale 
szybko znikła, znowu nadciągnęły deszczowe chmury, więc dochodząc do Karżniczki trzeba 
było się schronić przed deszczem po wiatą posadowioną na placu zabaw. Za chwilę 
znów pogodnie- więc poszliśmy oglądać malownicze ruiny pałacu- gdzie nadal drzwi 
pałacowe stanowiły część swoistego "pomostu" nas stawem. W tym roku impreza 
odbywała się naprzeciwko ruin pałacu- a nie nad szosą Słupsk-Damnica, jak przed rokiem, 
więc mieliśmy blisko do dzisiejszych atrakcji.. zakupiliśmy wiele produktów, m.in kwas 
chlebowy, swojskie sery, wina, nalewki, wędliny, przetwory- jednakże głównym celem było 
stoisko "krasnoluda"/ którego ostatnio nasi klubowicze napotkali w obozie wojsk 
napoleońskich w Grudziądzu/ gdzie w ubiegłym roku zakupiliśmy u niego rogi pitne i noże..
Ucieszył się na nasz widok. Wkrótce spotkaliśmy Tereskę, zaś z Zagórzycy forsowym 
marsze dotarli do nas Andrzej i Ula, którym towarzyszyli drugi Andrzej /Jóźwiak/ z 
żoną. Po pewnym czasie odezwał się też stary traper "Jurencjo" z Redy, który przyjechał 
40 minut po nas i postanowił pójść przez las by zebrać nieco grzybów- to "nieco"- 
nie było "byle co"- pełne siatki! Ponowna wizyta w ruinach pałacu, ponowna ulewa- i 
czas pożegnań.. Kapitan Halszka postanowiła jechać z "Andrzejami", Jurencjo miał pociąg 
za kilka godzin, zaś Marcel i Mecek podążyli na pociąg odjeżdżający z Damnicy do Słupska 
o 13.27, po drodze pokrzepiając się "krasnalowymi eliksirami".. 


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY