Data: 19-20.10.2019r
Trasa: Sarbsk- niebieskim szlakiem- Nowęcin- czerwonym szlakiem- Łeba marina- 
       Łeba dom ratowników 13 km
	   Łeba dom ratowników- Łeba marina- dworzec PKP 5 km
Prowadzący trasę: Tadeusz "Hippis" Krawczyk
Liczba uczestników na imprezie klubowej: 12

Podobnie jak rok temu postanowiliśmy połączyć obchody klubowej rocznicy z rajdem 
"Liścia Dębu" w celu zapewnienia lepszej frekwencji- ale niestety jak zwykle 
okazało się iż wielu klubowiczom ta data nie pasowała. Nadto- zawsze licznie 
reprezentowana na rajdzie Liścia Dębu rowerowa grupa "Bąbelków" nie pojawiła się 
z uwagi na odbywający się w tym samym czasie zlot jesienny tego klubu. I nie dość 
na tym- w sobotę oddział słupski PTTK organizował ciekawy rajd czarnym szlakiem 
na trasie Kawcze-Węgorzyno /tam wybrał się m.in.legendarny "Złoty But"/. W 
konsekwencji klubowiczów "Orłów" pojawiło się niewielu, dobrze że dopisali sympatycy. 
Pogoda też dopisała- wbrew niezbyt ciekawej prognozie nie było deszczu a nawet 
chwilami pokazywało się słońce. Ważne też, że było w miarę ciepło a i nadmorski 
wiatr nie dokuczał zbyt mocno. Ze Słupska wyjechaliśmy pociągiem Regio o godzinie 
8.42 w składzie: Mecenas, Lider Klubu Seweryn, oraz pani kapitan Halszka- tym razem 
bez pieprzówki. W Lęborku na dworcu napotkaliśmy starego trapera- "Jurencja" z Redy 
oraz weterana rajdów pomorskich- Darka Janowskiego /dodajmy że miał ze sobą gitarę i 
znał piosenki turystyczne, co wielce uradowało Mecka/. Udaliśmy się pod budynek 
starostwa gdzie stopniowo zaczęli pojawiać się inni uczestnicy rajdu- poza młodzieżą 
szkolną z panią Małgosią na czele /niestety nie było pani profesor od matematyki- 
Danusi/ pojawiło się grono przewodnickie z "Kahel Klubu"- prowadzący i organizator- 
Tadek "Hippis" Krawczyk, Gośka Biela, Marek "Twarda Pyta" /znany z ubiegłorocznej 
wycieczki do Dusznik/, Lech "Big Horn" Kozłowski oraz Ewa Moorhexe z Brinkenfickenhause 
in der Nähe Rothaarschloch Gebirge. Zastanawialiśmy się gdzie się podział nasz 
przyjaciel- Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego- Jan Kiśluk. 
Moorhexa powiedziała nam oto takie słowa- "Janek sollte auf der Fußwanderung das 
Eichenblatt sein, hat sich aber mit Dr. Zenek wie ein Schwein besoffen und durch den 
ganzen Tag wie eine Katze gekotzt und ich hatte keine Lust dieses komplett besoffene 
Schwein auf meinem Rücken zu tragen" /nie znamy niemieckiego ale zapisaliśmy te słowa- 
może ktoś znający ten język nam wyjaśni o co chodzi/. Tadek zamówił autokar, do którego 
z trudem, ale się zapakowaliśmy, po czym pojechaliśmy do miejscowości Sarbsk. Tam 
obejrzeliśmy zabytkowy kościół, po czym wyruszyliśmy na trasę- początkowo niebieskim 
szlakiem, lasem wzdłuż mierzei sarbskiej, jak na razie w promieniach słońca. Droga po 
opadach była nieco błotnista ale dało się bez problemu przejść nią suchą nogą. Po 
dojściu do Nowęcina zachmurzyło się, ale na szczęście nie padało- Tadek zarządził 
dłuższy odpoczynek pod pałacem, bowiem niektóre dzieci, zwłaszcza z młodszych klas były 
już zmęczone. Szkoda, że z uwagi na wysoki poziom wody nie mogliśmy obejrzeć jeziora 
Sarbsko z pomostu /a dlaczego- zamieszczamy zdjęcie/. Z Nowęcina- już czerwonym szlakiem 
wzdłuż kanału- doszliśmy do Łeby i skierowaliśmy się do mariny gdzie miał czekać na nas 
posiłek /w zasadzie to my czekaliśmy na niego/. W międzyczasie wysłuchaliśmy koncertu 
szantowego znanego pieśniarza- Krzysztofa Piechoty /m.in zespoły "Kubryk" i "Mesa"/. 
Po posiłku młodzież i część dorosłych odjechała autobusem do Lęborka, zaś ci którzy 
zostawali na nocleg przemieścili się do Łeby "wschodniej", gdzie zakwaterowali się w 
dawnym domu ratowników- warunki bardzo dobre i bardzo blisko do morza. Niektórzy- wraz 
ze zmierzchem- powędrowali obejrzeć morze, aż w końcu zebraliśmy się wszyscy w pokoju 
Tadka- gdzie sam gospodarz, oraz wspomniany na wstępie Darek grali na gitarach, zaś 
biesiada trwała aż do 1 w nocy. Współczuliśmy traperowi "Jurencjowi" który musiał wstać 
już przed 7 rano, bowiem musiał zdążyć na rajd leśników. Inni- no może poza Meckiem- 
spali bardzo długo, tak, że na śniadanie wyruszyliśmy dopiero po 9.00- a było ono na 
marinie, czyli około 3 km dalej. Na morzu-flauta, w tle hotel "Neptun"- mimo zmęczenia 
imprezą- wędrowało się przyjemnie, obeszliśmy port- a w nim aż trzy galeony oraz rybacy ze 
świeżym połowem- dorsze nad wyraz dorodne.. Śniadanie w marinie- to "szwedzki stół"- wielce 
smakowała jajecznica, ale nadto "wysuszonym" wędrowcom przydały się soczyste plastry arbuza 
i ananasa. Po śniadaniu udaliśmy się na dworzec PKP- bynajmniej nie na pociąg /nie kursuje 
poza sezonem/ ale na busa, którym odjechaliśmy do Lęborka o godzinie 11.50- w sam raz by 
słupszczanie zdążyli na pociąg o godzinie 12.58.. 


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY