Data: 23.11.2019r
Trasa: Miastko PKP- Zielony Ruczaj- wiata nad stawem- tor kolejowy- miejsce pod wigwamie- 
       źródełko Hamer- jezioro Studzieniczno- Miastko OSiR /zakończenie wędrówki/- 
	   Miastko PKP 13 km
Prowadzący trasę: Andrzej Gurba, Konrad Remelski
Liczba uczestników z KTP ORŁY: 11

Kilkoro naszych klubowiczów jak np. Teresa, Marek i Mecenas swojego czasu regularnie 
uczestniczyło w tzw. "wędrówkach z Głosem Pomorza w plener" organizowanych przez 
ówczesnego redaktora tej gazety- Konrada Remelskiego. Potem Konrad odszedł z redakcji 
do urzędu- został naczelnikiem Wydziału Promocji i wędrówki te odbywały się nader 
sporadycznie. Jesienią tego roku Konrad przeszedł na zasłużoną emeryturę i zapewnił, 
że ponownie "rozkręci" wędrówki z czego się oczywiście bardzo cieszymy. W tą sobotę 
zaplanował wizytę w tzw. "Krainie Rummela" na południe od Miastka, byliśmy tam co 
prawda nieraz, ale zdecydowaliśmy się jechać by obejrzeć ten zakątek w listopadowej 
szacie a i by spotkać się z dawno niewidzianym Konradem. Mimo iż inny nasz przyjaciel- 
Tadek "Hippis" z Lęborka organizował konkurencyjną imprezę- z Roszczyc do Szczenurzy, 
tym razem frekwencja dopisała. Pociągiem o godzinie 7.56 ze Słupska do Miastka 
pojechali: Marek z Teresą, kapitan Halszka, Andrzej z Ulą, drugi Andrzej /Jóźwiak/ 
z Mariolą, Grzesiek, Tomek, rekonwalescentka Brygida ze stowarzyszenia przyjaźni polsko-
tureckiej "Yarak Mustafa" oraz Mecenas, który na tą imprezę ufundował pamiątkowe znaczki 
/publikujemy wizerunek znaczka na naszej stronie- natomiast poprosiliśmy o usunięcie 
ze strony gp24 bo nie każdy ma poczucie humoru/. Oficjalnie impreza nosiła nazwę "130 
wędrówka z Głosem Pomorza" w plener, ale nasi kronikarze ustalili, że jest to błędna 
liczba, nadto de facto organizatorem jest sam Konrad a nie "Głos" w związku z czym 
nazwaliśmy imprezę wędrówką z Konradem Remelskim a nie z "Głosem". Co do pogody- 
dzisiejszy dzień był wyraźnie chłodniejszy od poprzednich, nadto chwilami dokuczał 
zimny wiatr- na szczęście było sucho i bez deszczu, a to dla piechura najważniejsze, 
najbardziej nie lubimy bowiem błota i chlapy. Start imprezy w Miastku zaplanowano z 
polany "Zielony Ruczaj" o godzinie 9.00 a pociąg przybył tuż przed tą godziną dlatego 
też gdy przyszliśmy na start to już uczestnicy /głównie młodzież szkolna/ wyruszyli na 
trasę, a na nas czekał tylko Konrad- i już do końca wędrówki szliśmy..na końcu, co zresztą 
było dla nas komfortowe, mogliśmy bowiem organizować postoje kiedy tylko nam się chciało i 
rozgrzewać się sławną "kawą penitencjarną" Janusewiczów. Cieszyło nas też, że do "Krainy 
Rummela" nie szliśmy tą samą trasą co zwykle- po minięciu wiaty nad leśnym stawem oraz 
stawów rybnych na polu- zamiast na wprost, skierowaliśmy się na prawo w stronę torów 
kolejowych i następnie szliśmy wzdłuż nich na południe. Ten odcinek był nieco żmudny 
terenowo, bowiem szliśmy po grząskiej przesiece, dopiero po pewnym czasie dotarliśmy do 
twardej i suchej drogi którą skręciliśmy na wschód by wkrótce dotrzeć do znanych nam miejsc.. 
Informujemy że niestety nie ma już wspaniałego, majestatycznego wigwamu myśliwskiego a 
przecież pamiętamy jak kilka lat temu jego odnawiano. Okazało się, że w praktyce posłużył on 
jako miejsce spotkań miejscowego elementu, który zdewastował ten piękny obiekt, więc dla 
bezpieczeństwa został on rozebrany. Została też wycięta spora połać lasu tak, że krajobraz 
nieco się zmienił. Na szczęście nie zmieniło się źródełko "Hamer" i jego malownicze okolice. 
Szkoda tylko, że czas naglił, a zresztą nie było w planie by zwiedzić cały teren "Krainy 
Rummela" z kapliczką i rzeźbą- musieliśmy zawrócić w stronę Miastka, mijając po prawej jezioro 
Studzieniczno. Za budynkami nadleśnictwa skręciliśmy z szosy w prawo i drogą między lasem a 
polami doszliśmy na teren OSiR /niektórym z nas znany z rajdu Kluka/, gdzie miało miejsce 
oficjalne zakończenie. Okazało się, że z uwagi na chłód i odkryty teren impreza de facto 
już się zakończyła, gdy przyszliśmy to inni już się rozchodzili. Nie zmartwiło to nas jednak 
gdyż mogliśmy w spokoju ogrzać się przy ognisku, upiec kiełbaski i odpocząć. Uczynny dyrektor 
OSiR zadbał też o coś "dla ducha". Do pociągu mieliśmy jednak jeszcze prawie 2 godziny, 
więc niektórzy z nas poszli zwiedzać Miastko a inni przenieśli się do budynku. Z Miastka 
wyjechaliśmy pociągiem o godzinie 15ej zaś powrotna podróż przebiegła w miłej atmosferze. 
Andrzej otrzymał w prezencie kalendarz odpowiadający jego zainteresowaniom i pasjom, 
wspominaliśmy też Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i 
Uznanego- Janka Kiśluka /podobno chory/ i Ewę Moorhexe z Brinkenfickenhause in der Nähe 
Rothaarschloch Gebirge, która niedawno przeszła zabieg chirurgiczny ale zawsze o nas pamięta, 
dzwoni i pisze, informując co dzieje się w turystycznym świecie. Od niej właśnie 
dowiedzieliśmy się o chorobie Janka.. 

Janek wollte an der Herbstwanderung durch das Rummelland teilnehmen, aber er hat am Morgen 
angerufen, dass er nicht kommt, weil er krank ist. Wir haben aber sofort erkannt, was für 
eine "Krankheit" das ist. Zwar war Janek letztens krank, aber statt sich mittels Honig und 
Knoblauch zu heilen, hat dr. Zenek eingeladen, der ihn mit seinen "Tröpfen" geheilt hat , 
dass Janek nicht imstande war, vom Bett aufzustehen. 


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY