Data: 26-27.09.2020r
Trasy indywidualne
Miejsce imprezy: Apartamenty Mieszko ul.Wczasowa 16, Poddębie
Liczba uczestników: 15

Od kilku lat świętowanie klubowych rocznic przenieśliśmy z grudnia na miesiące jesienne, 
kilka razy gościliśmy w Izbicy, zaś rok temu w zasadzie obchodów rocznicy nie było, bowiem 
data ta została niejako "doczepiona" do rajdu "Liścia Dębu" w Łebie, a i frekwencja była 
znikoma jeśli chodzi o naszych klubowiczów. Dlatego też, mimo okresu pandemii, prezes klubu, 
baron Mark Freiherr von Głowitz w porozumieniu z Mecenasem postanowili urządzić imprezę w 
innym miejscu i w warunkach które każdemu by odpowiadały. Po naradzie padło na Poddębie /po 
raz kolejny tłumaczymy że skoro jest się Pod Dębem a nie Pod Dąbem to piszemy Poddębie, mimo 
iż na mapach jest inaczej/, bowiem i miejsce urocze i można przejść się brzegiem morza, no 
i warunki mieszkaniowe wręcz luksusowe- zaś hacjendę zapewnił kolega Mecka z branży 
prawniczej- radca prawny Mieszko Przeworski. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała.. Przez 
cały weekend było bowiem deszczowo, może poza nieśmiałymi przebłyskami słońca w południe w 
sobotę.. Dlatego też nie doszła do skutku planowana trasa piesza z Ustki oraz nocna wędrówka 
po plaży. Były oczywiście indywidualne wędrówki w ciągu dnia, ale nigdy nie zebrała się 
cała grupa na wspólny spacer. Do bazy większość dotarła samochodami, poza starym traperem 
"Jurencjo" z Redy, on jako jedyny przeszedł trasę pieszą. Liczba uczestników była ograniczona 
ilością miejsc noclegowych, zaś w ostatniej chwili wycofali się m in Andrzej z Ulą oraz 
Jóźwiakowie, za to pojawili się nowi goście z Lęborka. Ekipa słupska to Mecenas, Halszka, 
Halinka, Brygida z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Tureckiej "Yarak Mustafa", z Główczyc 
dojechał prezes Marek z Tereską, zaś z Lęborka-pod wodzą samego Wielkiego Mistrza Wolnej 
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego- Jana Kiśluka, przyjechał Tadek 
Kazimierz Lądczyk czyli Hippis, z synem Kubą i synową Ewą, a także sławna Moorhexa, po 
Dłuższym pobycie w Niemczech- wieś Königschwanzdorf w Alpach gdzie m in zajmowała się 
szorowaniem "sehr stinkende Altefotze" frau Anne Reindl. Dodajmy jeszcze, naszego klubowego 
muzyka- akordeonistę, Piotra, któremu tym razem towarzyszyła żona Małgosia. Hacjenda "Mieszko" 
składała się z dwu identycznych części- z salonem kominkowym na dole, oraz pokojami sypialnymi 
na górze, zaś na bogatym w krzewy podwórku były dwie kryte wiaty. Nadto urok tego miejsca 
pogłębiał fakt, że działka ta była ostatnią w szeregu zabudowanych a zaraz za nią rozciągał się 
las. Na obiad udaliśmy się oczywiście do karczmy "U Julki"- tradycyjnie na dorsza i piwo, jak 
wspomnieliśmy na wstępie były też przechadzki nad morze, natomiast głównym gwoździem programu było 
oczywiście śpiewogranie pod wiatą- Tadek miał gitarę, Piotr- akordeon, zaś reszta- mocne głosy, 
czemu towarzyszyły rozmaite przekąski i napoje z "magicznym eliksirem Panoramixa" na czele. Impreza 
trwała do późnych godzin nocnych, zaś już od niedzielnego poranka Wielki Mistrz Jan Kiśluk zarządził 
tzw."śniadanie mistrzów" w którym z żalem nie mógł uczestniczyć prezes Marek /był kierowcą i musiał 
wcześnie wyjechać/. Omówiono kwestię wycieczek i rajdów w okresie pandemii, dokonano zapisów 
na rajd "Liścia Dębu", zaplanowano długofalową strategię uprawianie turystyki pieszej przez klubowiczów 
KTP "Orły" i "Kahel Klubu". Około południa, po porannych wycieczkach, nadszedł czas na sprzątanie i 
pożegnanie.. Mimo deszczowej pogody wszyscy uznali imprezę za udaną..
  


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY