Data: 10-11.10.2020r
Trasa piesza: Strzebielino Morskie PKP- czarnym szlakiem rowerowym- przełom rzeki Łeby- 
              Paraszyno- czerwonym szlakiem- Wąwozy Paraszyńskie- Jelenia Góra- wiaty 
              leśnictwa Paraszynek- pomnik generała Stülpnagela- Bożepole Wielkie PKP 12 km

              Zwiedzanie Lęborka- kościół pw św Jakuba, baszty, dawny zamek krzyżacki 2 km
Prowadzący: Tadeusz "Hippis" Krawczyk 
Kwatermistrzostwo: Jan Kiśluk 
Nocleg: hotel "Perła" przy ul.Kossaka w Lęborku 
Liczba uczestników: około 30

Jak wiadomo z uwagi na epidemię koronawirusa odwołano szereg imprez plenerowych na które zawsze z 
ochotą wędrowaliśmy- jak np Pokopki w Karżniczce, czy Festiwal Nalewek w Swołowie. Na szczęście 
niezawodni koledzy z "Kahel Klubu" w Lęborku skutecznie przeprowadzili coroczny i wręcz kultowy już 
rajd "Liścia Dębu" z którym wiąże się tyle wspomnień- jak np Chocielewko gdy Daniel wypróbowywał 
trwałość wojskowego hełmu na głowie Marcela. Faktem jest iż w tym roku zarówno epidemia jak i ponure- 
ale na szczęście nietrafne prognozy pogody odstraszyły wielu potencjalnych uczestników. I tak 
awizowany wcześniej prezes KTP "Orły"- baron Mark Freiherr von Glowitz musiał w sobotę pojechać do 
Gdańska by będącemu na kwarantannie synowi Marcinowi zawieźć zestaw leczniczych kroplówek. Z kolei 
zawsze liczna grupa rowerowa z klubu "Bąbelki" dowodzona przez Ryśka Betchera liczyła tylko kilka osób.. 
W każdym razie w sobotę pociągiem o godzinie 8.36 ze Słupska wyjechał tylko Mecenas zaś w Lęborku i 
Mostach dosiedli się pozostali uczestnicy trasy pieszej m.in Andrzej i Małgosia Gołębiewscy, Ewa synowa 
Tadka no i sam prowadzący- Tadeusz Kazimierz Lądczyk czyli Tadek Krawczyk. Ciekawym skąd wzięła się 
nowa ksywa Tadka informujemy, że od dwóch najbardziej ukochanych przez niego miejsc w Polsce- 
Kazimierza i Lądka-Zdroju gdzie z werwą penetrował ciasne i wilgotne jaskinie.. Było pochmurno ale 
wbrew prognozom pogody nie padał deszcz, a w miarę upływu czasu nawet gdzieniegdzie pokazywały się 
przebłyski słońca.. Z dworca PKP  w Strzebielinie wyruszyliśmy zaniedbaną szosą asfaltową na południe, 
mijając wkrótce planowaną trasę tzw "Drogi Kaszubskiej"- las już był wycięty i fragmentami asfalt 
położony, w sumie nieciekawe miejsce, dlatego z ulgą weszliśmy w las na szlak rowerowy. W odróżnieniu 
od innych wędrówek w tych okolicach nie poszliśmy drogą dalej na południe w stronę elektrowni wodnej 
"Paraszynek" lecz skręciliśmy w prawo gdzie nieco błądząc po urozmaiconym lesie doszliśmy w pobliże 
rzeki Łeby.. Zachwycaliśmy się krajobrazami przypominającymi beskidzkie.. Przeszliśmy po mostku 
przez rzekę i znaleźliśmy się po wschodniej stronie kompleksu wzgórz z Jelenią Górą na czele, tam 
skręciliśmy na południe w stronę wsi Paraszyno. Okazało się, że na trasie naszej wędrówki organizowany 
był maraton przełajowy więc od tej pory cały czas mijali nas zadyszani biegacze i..biegaczki.. Nie 
dochodząc do wsi skręciliśmy bezpośrednio na czerwony szlak i weszliśmy kompleks tzw "Wąwozów 
Paraszyńskich" by po pewnym czasie wspiąć się na   najwyższe wzniesienie wzgórz dominujących nad 
pradoliną rzeki Łeby czyli na Jelenią Górę. Byliśmy tu kiedyś, ale niewiele zobaczyliśmy ze szczytu, 
z uwagi na wybujałe drzewa..Obecnie z zadowoleniem powitaliśmy nowo wybudowaną wieżę widokową, gdzie 
spędziliśmy dłuższy czas, a to z uwagi na piękne widoki ale i dlatego, że akurat pojawiło się 
słońce.. Po odpoczynku zeszliśmy z góry wąwozem do szlaku i rychło dotarliśmy do leśnej polany z 
wiatami leśnictwa Paraszynek /pamiętamy to miejsce z zakończenia zimowego rajdu „Stolemy"/. Tam 
skorzystaliśmy z poczęstunku przeznaczonego dla..biegaczy z maratonu, rozpaliliśmy ognisko, gdzie 
upiekliśmy kiełbaski, powodzeniem cieszyły się też produkty przywiezione przez Mecka-oscypki i..
"magiczny eliksir Panoramixa".. Mieliśmy jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu więc Tadek zaprowadził 
nas do pomnika generała Stülpnagela, skąd ponownie wróciliśmy na ognisko. Dopiero po ok półtorej 
godziny udaliśmy się na dworzec PKP w Bożympolu Wielkim- od wiat około 2 km. Pociągiem   regio 
dojechaliśmy do Lęborka gdzie na dworcu czekał już na nas sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów 
Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego- Jan Kiśluk, któremu skutki uboczne po "szczepionkowaniu" 
przez doktora Zenka nie pozwoliły na uczestnictwo w wędrówce. Zaprowadził on nas na miejsce noclegu 
czyli do hotelu "Perła" położonego przy drodze do Łeby, naprzeciwko zabytkowego spichrza. Na nocleg 
zapisało się tylko 13 osób, w tym rowerzyści z klubu "Bąbelki", więc z Jankiem poszedł tylko Tadek, 
Mecek oraz Darek Janowski z Wejherowa, stały uczestnik rajdu „Liścia Dębu". Na miejscu spragniony 
Janek czym prędzej powitał Darka i Mecka "chlebem i solą", co spowodowało, że Mecek rychło poszedł 
wcześnie spać i nie uczestniczył w wieczornej biesiadzie na którą dotarła sławna Ewa Moorhexe, która 
przyjechała z Königschwanzdorf w Alpach. A jadła i napitku było w bród. W nocy biesiada przeniosła się 
do pokojów i trwała do ok 2ej w nocy przy akompaniamencie gitar Tadka i Darka. W niedzielę rano wstało 
słońce, pogoda   przepiękna, rowerzyści jednak śpieszyli się bo mieli długą trasę zatem Janek z Tadkiem 
szybko oprowadzili ich po starówce i nastąpiło pożegnanie z grupą "Bąbelków"- ale nie piechurów, ci 
bowiem zostali ugoszczeni przez Tadka w jego hacjendzie w Mostach.. Tam, na zielonej trawce nie pasły się 
pratchawce, lecz piechurzy- do czasu odjazdu pociągu..  


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY