Data: 24.10.2020r
Trasa: Okolice Szczypkowic 6 km
Prowadzący: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 3

Jak wiadomo od soboty cała Polska znalazła się w tzw czerwonej strefie zagrożenia koronawirusem 
co wiąże się z kolejnymi ograniczeniami m in zakazem gromadzenia się więcej niż pięć osób i 
zamknięciem lokali gastronomicznej. Na tą sobotę niegdyś zaplanowaliśmy wędrówkę z Godętowa razem 
z KTP Bąbelki, przy czym nie na ich zlot do niegościnnego schroniska w Porzeczu, lecz tylko do 
Bożegopola. Niestety klub Bąbelki odwołał wszystkie planowane imprezy również i ten zlot. Prezes 
klubu, baron Mark Freiherr von Glowitz postanowił zatem wybrać się na grzybobranie do dużego 
kompleksu leśnego na północ od Szczypkowic, a w to miejsce podwiozła go swoim samochodem córka Asia, 
zaś do nich dołączył Mecenas, który do Główczyc dojechał autobusem ze Słupska. Było pochmurno i 
wilgotno, ale na szczęście nie padało. Z początku nie uświadczyliśmy   żadnych jadalnych grzybów, 
była za to cała masa blaszkowych tzw psiaków, powoli jednak znajdowaliśmy te które szukaliśmy, 
wyjątkowo duże kurki, podgrzybki, niemki no i najbardziej poszukiwane tzw kozie brody. Kozia broda 
czyli szmaciak gałęzisty przypomina bardziej gąbkę czy kapustę niźli grzyba, nadto nie wygląda zbyt 
apetycznie, za to jego smak i aromat jest niezrównany i świetnie nadaje się np na farsz do pierogów, 
które tak lubi przyrządzać Tereska. Wkrótce zadzwonił do nas sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów 
Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jan Kiśluk, który miał zaproszenie na grzybobranie ale 
musiał się profilaktycznie intensywnie szczepionkować przez doktora Zenka. Po rozmowie z Jankiem, 
Marek postanowił, że wspólnie z Meckiem też muszą się zaszczepionkować, dlatego też rychło stosowne 
lekarstwo zostało wyjęte z plecaka.. Przy okazji Marek wspomniał, że ostatnio był u nich w 
Główczycach kominiarz, który też wizytował.. Ewę Moorhexe z Königschwanzdorf, miała ona bardzo 
zanieczyszczony   komin i musiał sporo się natrudzić by go przeczyścić swoim przyrządem.. Po 
szczepionkowaniu dalej wędrowaliśmy po lasach i w sumie zebraliśmy dwa pełne kosze grzybów, jak to 
widać na zdjęciach. Po powrocie do Główczyc zasiedliśmy na werandzie, gdzie biesiadowaliśmy w 
towarzystwie Andrzeja i Małgosi Godniczów którzy ze swojej hacjendy przywieźli mocny lek na koronawirusa. 
A zagryzaliśmy go chlebem gruzińskim, grzybkami, oraz kotletami z leszcza, była też oczywiście zupa 
rybna, same rarytasy dla Janka, szkoda że go nie było.. Mimo że na dworze robiło się coraz chłodniej 
nam było.. coraz cieplej.. kto wie dlaczego.. Siedzieliśmy na tarasie długo, aż noc spowiła swym 
czarnym płaszczem otoczenie.. i mimo pandemii planowaliśmy kolejne wędrówki..  


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY