Data: 23.01.2021r
Trasa: Ustka PKP- molo- brzegiem morza- Orzechowo- Wydma- Orzechowska- Zapadłe- 
       Ustka 10km
Prowadzący: Marceli Piec
Liczba uczestników: 2

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia a także zwykła ludzka obawa 
przed wychodzeniem z domu wpłynęły na znaczne ograniczenie wędrówek klubowych a 
także ograniczenie frekwencji. Staramy się jednak utrzymać przynajmniej coroczne, 
cykliczne wędrówki takie jak ta, gdy zawsze w styczniu wędrujemy brzegiem morza do 
Orzechowa i oglądamy niszczący wpływ morza na klifowy brzeg. Nawiasem mówiąc liczymy 
na to iż baron Mark Freiherr von Glowitz zorganizuje niebawem przemarsz Żubrzym Szlakiem.. 
W sobotniej wędrówce wzięli udział tylko Marcel i Mecenas, którzy wyjechali o wpół do 
dziesiątej pociągiem do Ustki. Było pochmurno ale wyjątkowo bezwietrznie, nawet nad 
samym morzem, no i aura prawie wiosenna. Cieszyło nas też to, że ludzi na plaży było 
niewielu, bo z reguły, nawet zimą   są ich tłumy. Wędrowaliśmy zatem raźno po ubitym 
piasku, choć trzeba było uważać, bo gdzieniegdzie było oblodzenie.  Na klifach malowniczo 
prezentowały się lodowe stalagmity,  zaś na drewnianych falochronach kormorany i mewy, 
nie mówiąc już o stadach kaczek.  Pierwszy postój miał miejsce przy betonowych blokach,  
pozostałości po dawnym radarze. Przed wojną ta konstrukcja stała na wydmie a jeszcze w 
latach siedemdziesiątych XX w można ją było dostrzec w morzu blisko brzegu, a przypominała 
majestatyczny bunkier z iglicą.. W Orzechowie gdy staliśmy nad rzeczką zadzwonił do 
nas sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego Jan 
Kiśluk, który oczekiwał na przyjście swojego osobistego lekarza,  doktora Zenka z leczniczymi 
szczepionkami. Doktor miał bowiem tylu pacjentów iż w ciągu tygodnia nie był w stanie 
odwiedzić Janka,  a groziło to odwódnieniem organizmu..  Liczymy więc na to iż doktor 
rychło i skutecznie zaszczepionkuje Janka. W Orzechowie zaczęło być tłoczno tj pojawiały się 
gromady ludzi więc czym prędzej podążyliśmy w stronę Wydmy Orzechowskiej, gdzie zaplanowaliśmy 
dłuższy popas pod drewnianą wiatą. Część pieczywa zjadły wcześniej Marcelowi łakome mewy, 
ale starczyło by zaspokoić głód. Pogoda zaczęła się pogarszać,  więc prędko przeszliśmy 
przez wydmę by natknąć się na biesiadującą gromadę ludzi przy wiatach po drugiej stronie 
ścieżki przyrodniczej..  Miło było usłyszeć z ust rozochoconej pani słowa.. O, Orły, 
zapraszamy do nas.. Ale my nie skorzystaliśmy z zaproszenia, bowiem panie wiekiem i urodą 
przypominały przewodniczki lęborskie, a nadto aura stała się wyjątkowo nieciekawa.. To, że się 
ochłodziło to nic,  ale zaczął padać rzęsisty deszcz przechodzący w śnieg. Radzi, nieradzi, 
schroniliśmy się pod wiatą w Zapadłem gdzie chcieliśmy przeczekać deszcz, rozgrzewając się 
szkocką whisky Marcela..  Trunku ubywało, lecz deszcz, a potem już śnieg nie ustawał.. 
Wypadało zatem w takich warunkach iść do Ustki,  najpierw dawnym szlakiem kolejowym a następnie 
przez las do ulicy  wczasowej by z ulgą schronić się pod dachem przystanku autobusowego. 
A na autobus czekaliśmy dość długo..Gdy jechaliśmy rano do Ustki,  była prawie wiosna, a w 
drodze powrotnej już zima..


Copyright © 2006-2008 KTP PTTK ORŁY