Warning: Unknown: Input variables exceeded 1000. To increase the limit change max_input_vars in php.ini. in Unknown on line 0
KRIETIES TEAM


Data: 30.01.2021r
Trasa: Drzonowo PKP- szlakiem bunkrów- Dyminek- zielonym szlakiem- Gwda Mała PKP 14km
Prowadzący: Marceli Piec
Liczba uczestników: 2

Jak wiemy, przez kilka lat linia kolejowa między Słupskiem a Szczecinkiem była wyłączona z 
eksploatacji z uwagi na kompleksową przebudowę, w tym czasie musieliśmy zatem zaniechać 
organizowania wędrówek w okolicach miejscowości na tej trasie. Dlatego też, po reaktywowaniu 
kursów na tej linii pragniemy powrócić na tereny których nie zwiedzaliśmy już dawno. Ostatnio 
na wędrówki chodzi jedynie duet Marcel i Mecenas a obaj to wytrawni piechurzy, którym nie 
przeszkadzają warunki marszu ani aura, więc mimo ostatnich opadów śniegu, które pokryły 
drogi i ścieżki postanowili wybrać się na szlak bunkrów Wału Pomorskiego na odcinku od 
Drzonowa do Gwdy Małej. Na mapie wydaje się że jest to odcinek dość krótki, co się zgadza 
jeśli by się szło wzdłuż torów, w rzeczywistości jednak dzisiejsza wędrówka stała się dość 
trudna, bowiem szliśmy albo przez przetarte, ale oblodzone leśne drogi, albo też przez 
drogi zasypane śniegiem, a nadto nie bezpośrednio na południe, ale zakosami, co znacznie 
przedłużyło trasę. Wyjechaliśmy do Drzonowa pociągiem ze Słupska o 7:45, by kilka minut 
po dziewiątej wysiąść na stacji w Drzonowie. Samej wsi nie zwiedzaliśmy gdyż jest ona 
oddalona od stacji o ponad kilometr na wschód, a my udaliśmy się na zachód. Śnieg nie 
padał ale było dość pochmurno z niewielkimi przebłyskami słońca, zaś na dobre słońce 
zaświeciło dopiero..na mecie czyli przy stacji w Gwdzie..tak zresztą przewidywaliśmy.. 
Nasza trasa wiodła na południe, ale najpierw udaliśmy się kilkaset metrów na północ w 
poszukiwaniu kilku bunkrów a mówiąc poprawnie technicznie, schronów bojowych. Trochę 
kluczyliśmy, ale dzięki GPS Marcela je znależliśmy. Następnie powrót i dylemat, czy iść 
bezpośrednio na południe do Dyminka znaną już nam, a zaśnieżoną drogą, czy skusić się na 
znajdującą się nieopodal przetartą i wyjeżdżoną szeroką drogę. Wybraliśmy tą drugą opcję, 
również dlatego, że tamtej drogi jeszcze nie znaliśmy, a zależy nam by zwiedzać nowe 
okolice. Praktycznie na samym początku Mecenas na śliskim podłożu mówiąc w przenośni, 
wywinął orła i boleśnie potłukł sobie tą część ciała gdzie plecy tracą szlachetną swą nazwę, 
a do końca wędrówki zdarzyło mu się to kilka razy. Od razu jednak wyjaśnijmy, że przyczyną 
tych upadków nie było to co rzucało na glebę Janka, po prostu było ślisko, zaś zwykłe 
sportowe buty Marcela kupione w Lidlu lepiej sprawdzały się na takim podłożu niż wojskowe 
,,traktory,, Mecka. Idąc prosto doszlibyśmy zapewne do wsi Bielica, jednakże my kierowaliśmy się 
do Dyminka więc trzeba było skierować się na prawo, by potem dopiero skręcić w lewo.. Dodajmy iż 
takimi ,,zakosami” czyli w lewo, w prawo, w lewo, w prawo wędrowaliśmy już do końca.. W Dyminku 
należało oczywiście obejrzeć ruiny dawnego kościoła ewangelickiego oraz stary cmentarz oraz..czym 
prędzej uciekać stamtąd bowiem Dyminek leży na odkrytym bezleśnym terenie, więc przenikliwy zimowy 
wiatr, wielce nas tam wychłodził, mimo odpowiednich na tą porę roku strojów. Z ulgą weszliśmy znowu 
do lasu, gdzie trochę odpoczęliśmy. Wracając do wyżej wspomnianego Janka Kiśluka, ten Wielki Mistrz 
Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, choć czekał dziś na doktora Zenka 
z kroplówkami, to nie zapomniał o nas i zadzwonił, co wielce nas uradowało gdyż jego słowa i rady 
były wielce krzepiące.. Świadkowie Jehowy powołują się na krzepiące słowa z Biblii, zaś my, na 
krzepiące słowa Janka, po których to sięgnęliśmy do plecaków po odpowiednie szczepionki antycovidowe i 
rozgrzewające.. Od razu zrobiło się weselej.. Rozochoceni i rozgrzani, postanowiliśmy sobie przedłużyć 
trasę, by długo nie czekać na stacji na pociąg. W linii prostej mieliśmy niecałe 4 km do Gwdy więc, 
tak jak pisaliśmy wcześniej, zamiast prosto szliśmy raz w lewo raz w prawo.. Po dojściu do torów 
okazało się iż czas nagli, więc już bez kombinowania, Marcel narzucił forsowne tempo po torach, 
zmęczeni i zdyszani wpadliśmy na stację w Gwdzie Małej, gdzie już zostało nam jedynie kilka minut 
do pociągu.. I właśnie wtedy zrobiło się słonecznie i było słonecznie również w drodze powrotnej..
szkoda że nie wcześniej.. Na zakończenie relacji wspomijmy jeszcze o wielu sarnach na polach, o
polujących myszołowach, no i o śniegu.. bo prawdę mówiąc w ostatnich latach zimy były takie 
jakie były, czyli praktycznie bezśnieżne, a dzisiaj mogliśmy sobie przypomnieć dawne lata i trudy 
brodzenia przez kopny śnieg..