Data: 08.05.2021r
Trasa: Słupsk- Kusowo- kopalnia- żwiru- Głobino 6km
Prowadzący: Paweł Skowroński
Liczba uczestników: 8

Swojego czasu adwokat Iga Staniuk Rabenda pochwaliła się swojemu koledze z branży, a 
naszemu klubowiczowi Pawłowi tym że jej mąż Konrad poluje nie tylko w Polsce ale i za 
granicą, zaś ostatnio upolował w Afryce dwa lwy nie licząc antylop. Powstał pomysł aby 
odwiedzić tego łowcę w jego hacjendzie w Głobinie i posłuchać opowieści myśliwskich. 
Dodatkową atrakcję miało stanowić obejrzenie trofeów łowieckich z wypchanym lwem na czele. 
Szkoda tylko że pogoda stała się bardzo zmienna, słońce przeplatało się z ulewami, ale 
dzięki odpowiednim strojom i..zapasom rozgrzewacza nie przeszkodziło to nam w miłej wędrówce. 
Zbiórka była zaplanowana na godzinę 9 rano przy końcowym przystanku autobusu na ul.Gdyńskiej. 
Poza prowadzącym Mecenasem pojawił się dawno nie widziany stary traper ,,Jurencjo,, z 
Redy, Halinka, Ewa, Maryla, Ula z Andrzejem   oraz Brygida ze stowarzyszenia przyjaźni 
polsko tureckiej ,,Yarak Mustafa,,. Pierwszy odcinek trasy, do przepustu pod obwodnicą 
był nieco żmudny, bowiem trwały prace drogowe i grzęźliśmy w wykopach. Należało zatem 
zarządzić postój w trakcie którego Mecek wyjął ,,Białego bociana,, a Brygida ,,Dziką 
kaczkę,,. W dalszej części wędrówki wystarczyło zatem aby Andrzej lub Jurencjo zakrzyknęli 
,,Kle,kle,, lub ,,kwa,kwa,, i było jasne czego potrzebują..I tym razem nie zabrakło telefonu 
od Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego, 
Jana Kiśluka który miał dzisiaj z Tadkiem ,,Roszpunką,, penetrować Wąwozy Paraszyńskie ale 
wolał zostać w domu i zająć się produkcją sera kminkowego oraz zaszczepić się szczepionką 
,,DoktoraZeneka,,. Napisała też do nas sławna Ewa Moorhexe, że już za tydzień wraca z 
miasta Wichser an der Schwule koło Hamburga gdyż ma dosyć opieki nad obleśnym Jörgiem 
Schwanzem, no i po powrocie zorganizuje dla nas, jak co roku, wycieczkę botaniczną.  My 
nie musieliśmy się śpieszyć, więc szliśmy wolno, podziwiając kwitnące drzewa owocowe i zielone 
łąki. Za Kusowem dopadła nas ulewa, na szczeście wówczas szliśmy polną drogą w alei starych 
drzew, więc mogliśmy się pod nimi schować i ,,klekotać,, do woli. Przeszliśmy przez żwirownię i 
skręciliśmy w lewo do Głobina. Tam kilka minut poczekaliśmy na Igę by nas wprowadziła na teren 
gospodarstwa rolnego swojego teścia i już wkrótce sam gospodarz gościł nas w swoim biurze 
gdzie znajdowały się trofea myśliwskie, które możemy podziwiać na załączonych do relacji 
zdjęciach. Poza majestatycznym lwem były jeszcze antylopy jak kudu i oryks, koziorożec, 
głuszcze, kuna, tchórz i inne..W mig zakrzątnął się przy nas syn gospodarza a mąż Igi, Konrad, 
przynosząc zacny samorobny trunek oraz przekąski z dziczyzny, a wkrótce przyjechał Michał który 
przywiózł Andrzejowi gitarę. Nastąpiła zatem biesiada z piosenkami turystycznymi, aż do 
zupełnego ,,zlwienia,, się uczestników, tak że ich zwłoki musiały być potem odwiezione do domów.