Data: 22.05.2021r
Trasa: Główczyce- Równo- Główczyce hacjend "U Benka" 7km
Prowadzący: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 10


Prognozy pogody na ten dzień zapowiadały deszcze i burze, dlatego też do ostatniej 
chwili nie było wiadomo czy wędrówka dojdzie do skutku. Sobotni poranek okazał się 
jednak słoneczny i ciepły, dlatego też postanowiliśmy skorzystać z propozycji barona 
Marka von Glowitz i pojechać do Główczyc. Ze Słupska wyjechaliśmy w składzie Halinka, 
Mecenas, Ula, Andrzej oraz kapitan Halszka tym razem nie z pieprzówką a z brymuchą. 
Na przystanku w Główczycach czekał już na nich prowadzący a po chwili dotarli inni 
uczestnicy, czyli Tereska z koleżankami. Tak jak w tym roku zimą udaliśmy się prosto 
przez pola do lasu by na skrzyżowaniu dróg stanąć na postój, gdzie panie piły kawę a 
panowie ,,klekotali,, z białym bocianem. Po postoju wyruszyliśmy drogą w stronę Równa i 
rychło wyszliśmy z lasu na pola. To był najpiękniejszy odcinek Trasy, aleja starych 
drzew wiodąca przez pola rzepaku. Piękne krajobrazy i ..zapachy. Po dojściu na 
skrzyżowanie dróg w Równie usiedliśmy do kolejnego postoju. I wtedy zagrzmiało.. Od 
północnego zachodu szła burza. Wesoło było patrzeć na zwykle powolnego Marka który 
zaczął pędzić jak gazela, a wszyscy za nim. Do Główczyc z Równa wiodła również zabytkowa 
aleja drzew, lecz po dojściu do trasy dawnej kolei skręciliśmy jej szlakiem w lewo by 
za długo nie iść wzdłuż szosy. I tak jednak musieliśmy w końcu iść szosą ale do 
Główczyc było już niedaleko. Ucieczka przed burzą się udała. Zasiedliśmy na hacjendzie 
,,U Benka,, pod zadaszonym tarasem, a gdy w końcu lunęło z nieba, a była to burza 
gradowa, to już nam nie przeszkadzało. Na stole pojawiła się mocna brymucha, przekąski i 
napoje, zaś w rękach Andrzeja gitara. Przy akompaniamencie grzmotów i ulewy śpiewaliśmy 
turystyczne piosenki, sowicie pokrzepiając się zacnym trunkiem. Omawialiśmy kwestie 
związane z ewentualną zmianą lokalizacji rajdu ,,Wydma,, z uwagi na Znaczny wzrost cen w 
Izbicy oraz kwestie organizacyjne związane w czerwcową wycieczką przewodnicką do Olsztyna. 
Chodziło głównie o to z kim zakwaterować sławną Ewę ,,Moorhexe,, która już wróciła od 
Jorga Schwanza z Wichser an der Schwule obok Hamburga, zadecydowano, że będzie ona spać w 
pokoju z Mecenasem, który nie boi się spojrzeć śmierci w oczy. O tym, że ,,ze śmiercią mu 
do twarzy,, zakomunikował też sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego 
Dawnego i Uznanego, Jan Kiśluk, który mimo intensywnego ,,szczepionkowania,, szczepionką 
,,DoktoraZeneka,, znalazł czas by do nas zadzwonić. Bardzo chciał być dzisiaj z nami, ale 
Tadek ,,Roszpunka,, który miał go przywieźć, wyjechał znowu do swojego ukochanego 
Kazimierza, by penetrować wilgotne wąwozy lessowe. Śpiewając i biesiadując w Główczycach, 
doczekaliśmy końca burzy i po południu udaliśmy się na autobus. A w Słupsku przydał się 
samochód Halszki służący jak zwykle po wędrówkach za karawan.