Data: 09-10.10.2021r
Trasa: Słupsk /pętla autobusowa przy ul.Dmowskiego/- książęcym traktem- Zębowo- szosą- Redencin- 
       Gac- Swołowo 15 km
       Swołowo- Gac- Redencin- Zębowo- Słupsk 15km
Prowadzący: Paweł Skowroński, Halszka Szuryn
Liczba uczestników: 10

Ci którzy regularnie obserwują naszą klubową stronę z pewnością zauważyli, że pierwotnie 
obchody klubowych rocznic odbywały się zimową porą /sławne ucztowanie w Porzeczu, czy 
też biesiady w Rowach, Dębinie, Ustce/ ale od kilku lat przenosimy je na jesień- łatwiej 
bowiem zorganizować bazę a i pobyt w plenerze jest znacznie przyjemniejszy. W tym roku 
postanowiliśmy skorzystać z oferty brodatego Macieja Gołofita zwanego ''Druidem Panoramixem'' 
/u którego na festynach kupowaliśmy ''magiczne eliksiry''/ który mieszka obecnie we wsi Gac, 
ale nadto dysponuje domem na wynajem w Swołowie /zabytkowa chałupa szachulcowa nr 31/. 
Jedynym minusem jest to iż znajduje się w niej tylko 7 miejsc noclegowych ale od czego 
''miejsca podłogowe'' dla wytrawnych turystów. Okazało się jednak że problemu z miejscami 
nie było z uwagi na to iż część stałych bywalców miała ważne obowiązki i nie mogła być 
obecna, nadto Janek i Tadek z Lęborka nie planowali noclegu i wyjechali wieczorem. Tak, 
że na zbiórce o godzinie 10.00 w sobotę przy wejściu na''książęcy trakt''stawili się- 
Ula i Andrzej Strzykowscy,Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, kapitan Halszka i jako prowadzący- 
Mecenas, nieco zmęczony piątkową posiadówką z kolegami radnymi na działce Jarka Szczuckiego 
przy ul.Borchardta, a nadto jako jedyny ''podłogowiec'' dźwigający ciężki plecak z materacem, 
śpiworem i innymi akcesoriami. Pogoda jednak i w sobotę i w niedzielę była przepiękna, może 
to ostatnie tak miłe jesienne dni. Szliśmy zatem w wolnym tempie doskonale nam znanym 
szlakiem do Zębowa w której to miejscowości udało nam się zwiedzić zabytkowy i odrestaurowany 
kościół oraz spocząć pod wiatą przy kawie od Uli i pieprzówce od Halszki. Z Zębowa do Swołowa 
wędrówka niestety już szosą, na szczęście dzisiaj niezbyt ruchliwą i ozdobioną starymi 
drzewami w jesiennej szacie. Kolejny postój na ławeczkach w Gacu, skąd już tylko 3 km do 
Swołowa. Po dojściu do chałupy prawie w tej samej chwili przyjechali z Główczyc Teresa i 
Marek Janusewiczowie, a wkrótce potem- przyjaciele z ''Kahel Klubu'' Lębork czyli Tadek 
''Roszpunka'' Krawczyk oraz sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego 
Dawnego i Uznanego- Jan Kiśluk. Jak wspomniano wcześniej, nie mogli oni zostać na noc bo musieli 
wrócić do Lęborka na ''Noc Bibliotek'', ale nader aktywnie wykorzystali spędzony z nami czas. 
W tym wydatnie pomógł sam właściciel czyli ''Druid Panoramix'', który przyjechał z żoną Joasią 
by zaprezentować nam swoje produkty i stanąć do wspólnego zdjęcia. Powodzeniem cieszył się miód 
faceliowy no i oczywiście ''magiczne eliksiry'' zachwycające i powalające swoją mocą.. Wspólnie 
wybraliśmy się na spacer po tej niewielkiej ale malowniczej wsi, karmiąc po drodze łakome gęsi, 
zaś po powrocie na bazę rozpaliliśmy ognisko za stodołą.. Nastąpiła chyba najprzyjemniejsza część 
imprezy a mianowicie wspólne śpiewanie przy ognisku prawdziwie turystycznych i nastrojowych 
piosenek /nie mylić z biesiadnymi rykami/, przy wtórze gitary Andrzeja, który coraz więcej 
poznaje i pięknie gra utworów tego typu. Stopniowo nadciągał zmierzch i chłód wieczorny, nie 
pomagało nawet wspomaganie' 'eliksirem Panoramixa'' więc o zmroku przenieśliśmy się do chałupy i 
tam kontynuowaliśmy imprezę. Niestety Andrzej zapomniał o ostrzeżeniach Mecka, że drzwi wejściowe 
do kuchni mają niską framugę i nabił sobie guza, ale nie pozbawiło go to humoru, gdyż Marek 
miał stosowny ''lek'' na pocieszenie i uśmierzenie bólu.. Niedzielny świt wstał mrożny ale i 
pogodny, zachwycaliśmy się ciszą, którą przerywały tylko śpiewy budzących się ptaków i 
odgłosy organów z pobliskiego kościoła. Gorący prysznic, sowite śniadanie i..trzeba było 
powoli się zbierać.. Grupa piechurów została nieco okrojona bo Mariola z Andrzejem   pojechali 
samochodem, reszta też mogła się zabrać z nimi lub z Teresą i Markiem ale dzień się stawał tak 
piękny, że postanowiliśmy to wykorzystać.. Jeszcze w rześkiej aurze czworo już tylko wędrowców 
/Ula, Andrzej, Mecek, Halszka/ wyruszyło w drogę powrotną do Słupska. Napawaliśmy się widokiem 
jesiennym barw krzaków głogu i dzikiej róży, zaś po ponownym- jak poprzedniego dnia- postojem 
pod wiatą w Zębowie i wejściu na leśny szlak wytrawny grzybiarz Andrzej od razu znalazł kilka 
podgrzybków i koźlarzy. Idąc powoli przez las doszliśmy do Słupska gdzie Halszka mająca zaparkowany 
w pobliżu swój ''karawan'' dowiozła nas do Jóźwiaków po rzeczy.. I tak się zakończyła kolejna, 
jubileuszowa rocznica naszego klubu, wprawdzie już teraz samych weteranów, ale było naprawdę miło..