Data: 16.10.2021r
Trasa: Potęgowo- Skórowo- Węgierskie- Runowo 10 km
Prowadzący: Joanna Basiak, Tadeusz Krawczyk
Liczba uczestników: 30

Na zaproszenie Wielkiego Mistrza Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i 
Uznanego- Jana Kiśluka postanowiliśmy w tą sobotę udać się do Potęgowa gdzie miejscowa 
dyrektor GOK- Joanna Basiak zorganizowała rajd pieszo-rowerowy, którego celem było poznanie 
ciekawych zakątków gminy Potęgowo. Po ostatnich deszczowych i chłodnych dniach sobota 
okazała się słoneczna i- jak na tą porę roku-ciepła. Ze Słupska pociągiem Regio odjeżdżającym 
o 8.59 pojechali kapitan Halszka z flaszką pieprzówki oraz Mecenas. Do Potęgowa w tym samym 
czasie co pociąg ze Słupska dotarł pociąg z Lęborka z którego wysiadła znaczna ilościowa 
ekipa turystów z dawno nie widzianym a wielce lubianym ''Jurencjem'' z Redy oraz Irkiem 
Krawcem i Lechem ''Big Horn'' na czele. W siedzibie GOK czekali już na nich Tadek' 'Roszpunka'', 
Janek Kiśluk oraz Ewa Moorhexe Z Wichser an der Schwule koło Hamburga. W tym samym momencie 
przyjechał z Główczyc baron Mark von Glowitz z Teresą i po powitaniu ''chlebem i solą'' 
wyruszyliśmy na trasę. Na początku szliśmy cały czas szosą by tuż przed Skórowem, obok pagórka 
z czterema wysokimi drzewami /dawna mogiła z czasów napoleońskich/ urządzić postój. 
Okazało się, że sprytni Marek i Mecek, wpólnie z Jankiem zostali tam wcześniej dowiezieni 
przez Tadka Roszpunkę i wielce umilali sobie czas oczekiwania. Ich miejsce w samochodzie 
zajęły Tereska i Halszka zaś rozochocony Janek przejął prowadzenie, po pani dyrektor która 
niestety nie mogła z nami dalej iść. Reszta ruszyła dalej idąc obok dawnego pałacu, co prawda 
nie był on zbyt efektowny ale za to malowniczo prezentował się staw pałacowy. Za stawem 
skręciliśmy na południe i wąską szosą dotarliśmy do przysiółka Węgierskie, skąd starą, 
poniemiecką, brukowaną drogą w alei drzew /uwielbiamy tego rodzaju trasy/ podążyliśmy przez 
pola w stronę szosy Słupsk-Lębork. Te tereny- to kraina Dzieciństwa Janka Kiśluka więc po 
drodze raczył nas wesołymi wspomnieniami jak to uciekał w zboże gdy goniono jego na WSKach z 
siekierami w ręku. Przeszliśmy wiaduktem nad torami a pod dojściu do szosy ''krajówki'' 
zatrzymał się obok nas przejeżdżający akurat wójt Litwin z którym należało oczywiście zrobić 
sobie pamiątkowe zdjęcie. Z tamtego miejsca blisko już było do mety czyli pałacu ''Pod Bocianim 
Gniazdem'' w Runowie.. Tym razem nie szliśmy na kurhany, lecz zasiedliśmy pod krytą wiatą przy 
ognisku, gdzie piekliśmy ''giętą''.. Janek zadbał o odpowiedni ''klimat'' posiadówki a Mecek 
pobierał lekcje niemieckiego u Ewy Moorhexe / przydatne np w kolejce do ubikacji- ''Nur drei 
Minuten wird schissen, wer länger scheißt wird rausgeschmissen !/. Szkoda tylko że Tadek nie 
wziął gitary.. Stopniowo wszyscy zaczęli się rozjeżdżać a słupszczan Tadek zawiózł swoją furgonetką 
na pociąg odjeżdżający z Potęgowa o 15.20..