Data: 20.11.2021r
Trasa: Ustka PKP- port- brzegiem morza- Orzechowo- Zapadłe- szlakiem d.kolei- OSiR Ustka- 
       Ustka PKP 12 km
Prowadzący: Andrzej Strzykowski
Liczba uczestników: 4

Na tą sobotę słupski oddział PTTK zaplanował rajd pieszy z Orzechowa do Rowów i pierwotnie 
planowaliśmy w nim uczestniczyć, ale rozsądny Andrzej zauważył, że w gronie dzieci trudno 
kontemplować uroki przyrody, nadto należy dostosować tempo do prowadzącego zaś postoje mamy 
narzucane odgórnie, krótko mówiąc postanowiliśmy zorganizować wędrówkę we własnym zakresie. 
W planach było podejście aż pod Klify Wytowieńskie obok Poddębia, ale aura pokrzyżowała nam 
plany o czym później. Jako iż szosa ze Słupska do Ustki jest przerabiana i na tym odcinku 
kilka razy zdarzają się ''wahadła'', postanowiliśmy w obie strony jechać pociągiem. 
Wyjechaliśmy o godzinie 8.48 w składzie- Ula, Andrzej, Mecenas i kapitan Halszka z pieprzówką. 
Zabrakło awizowanych wcześniej Andrzeja Jóźwiaka oraz Brygidy ze stowarzyszenia przyjaźni  
Polsko-tureckie j''Yarak Mustafa'' która przestrzegła nas przed intensywnymi opadami deszczu. 
Prawdę mówiąc zlekceważyliśmy jej ostrzeżenia bo rano wprawdzie było pochmurno ale z 
przejaśnieniami a nieraz nawet pojawiało się słońce oraz fragmenty błękitu nieba. Po 
przyjeździe do Ustki nie poznaliśmy okolic dworca- powstał oto dworzec PKS z przytulną halą 
zaś od dworca PKP w stronę miasta wiodła szeroka przestrzenna droga, którą też podążyliśmy 
do portu. Tam podziwialiśmy zapaleńców którzy zamierzali ''sztormować'' szybką łodzią 
motorową po wzburzonym morzu. Wyszliśmy na plażę, mając nad głowami stada krzykliwych mew, 
obserwowaliśmy kormorany na falochronach i szybko kierowaliśmy się w stronę Orzechowa, bo 
wprawdzie ludzi nie było za wiele ale zależało nam by w samotności usiąść na postój w celu 
napicia się kawy i wielce rozgrzewającej pieprzówki Halszki, co też i wkrótce nastąpiło.. Im 
bliżej Orzechowa tym pogarszało się wędrowanie /na plaży powstały metrowej wysokości piaskowe 
klify/ oraz pogoda, gdyż zanikły ostatnie przebłyski słońca a od zachodu zbliżał się wał szarych 
chmur. W pewnym momencie sztormowe fale dochodziły do gliniastych klifów więc dalsza wędrówka 
brzegiem morza stała się niemożliwa, trzeba było zatem wspiąć się na górę. W tym momencie 
zaczął padać gęsty deszcz /prognozy Brygidy sprawdziły się/, więc nastąpiła zmiana planów, 
nie było już sensu iść aż pod klify koło Poddębia, ale stanowczo postanowiliśmy dojść do 
Orzechowa, w celu obejrzenia dekoracji filmowych. Tam bowiem niedawno kręcono sceny do filmu 
''Rój'' zaś nad rzeczką Orzechówką postawiono chatkę z obejściem. Głos Pomorza zapowiedział, 
że chętni mogą ją zakupić, ale my po prostu chcieliśmy ją obejrzeć.. Tak więc, w strugach 
deszczu doszliśmy do Orzechowa i chcieliśmy się schronić pod okapem chatki, ale strażnik- 
Mołdawianin z okrzykiem- ''Nielzia !'' nam tego zabronił. Skromnie zwróciliśmy mu uwagę, że 
teren powinien być chociażby zaznaczony taśmą lub sznurem i opatrzony tabliczką ''Wstęp 
wzbroniony'', no ale nie było sensu się kłócić.. Zastanawialiśmy się gdzie w takim razie 
spocząć, bystry Andrzej przypomniał sobie o wiatach na polanie w Zapadłem, więc czym prędzej 
tam pospieszyliśmy. Wprawdzie na polanie odbywało się uroczyste zakończenie biegów przełajowych 
ale jedna wiata była wolna, więc z przyjemnością tam zasiedliśmy, rozgrzewając się zacnymi 
napojami- rozgrzewaliśmy się też płomieniami ogniska. Andrzej pokazywał Meckowi zdjęcia z 
rajdów ''Ziarna Kawy'' organizowanymi przez CKP i wspólnie zachwycali się urokiem uwiecznionych 
w telefonie obiektów przyrodniczych. Siedzielibyśmy tam może i dłużej, ale czujna Ula zwróciła 
uwagę na upływający czas i konieczność dojścia na pociąg. A zatem pożegnaliśmy biegaczy i 
szlakiem dawnej kolei pospieszyliśmy w stronę Ustki, wędrowaliśmy przez las mając po lewej 
stronie OSiR i idąc ostrym tempem doszliśmy do dworca PKP. Okazało się, że czasu na pociąg 
mieliśmy aż nadto więc czekaliśmy w hali dworca PKS, a Mecek z Andrzejem kilka razy wspólnie 
udali się do toalet..  Tylko bez świńskich skojarzeń ! Nikt nie podejrzewa naszych zacnych 
kolegów o gejostwo, lecz postanowili sobie przypomnieć Kraków gdzie z kolei Andrzej z baronem 
Markiem von Glowitz zamknęli się w damskiej przymierzalni.. Teraz już wszyscy wiemy o co chodzi.. 
I tak, rozweseleni doczekaliśmy się pociągu, i co prawda zmoknięci ale z humorem powróciliśmy do 
Słupska..