Data: 04.12.2021r
Trasa: Garczegorze stacja paliw- Garczegorze wieś- Obliwice świetlica- stary 
       cmentarz- leśny staw- szosa do Łebienia 6 km
Liczba uczestników: około 150

Po raz kolejny, na zaproszenie gościnnego dyrektora GOK w Nw.Wsi Lęborskiej- 
Krzysztofa Pruszaka postanowiliśmy wybrać się do Obliwic, gdzie co roku 
uczestniczymy w imprezach- marszach Nordic Walking, gdzie wprawdzie nie 
chodzimy z kijkami a spędzamy czas po swojemu. W poprzedzających sobotę 
dniach jaka była pogoda to wiemy, krótko mówiąc nieciekawa i wielu uzależniało 
wyjazd właśnie od aury. Po kilku latach reaktywować na wędrówkach chciała się 
Margota ale rano w sobotę zadzwoniła że bardzo boli ją głowa od propozycji 
Seweryna by wyjechać do Rzymu na słone przekąski a potem do Dubaju.. Z kolei 
Brygidę z Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Tureckiej ''Yarak Mustafa'' dopadł Covid.. 
Tak, że ze Słupska pociągiem o 9.00 pojechał do Lęborka tylko Mecenas, który 
przesiadł się na busa do Łeby i wysiadł w Garczegorzu koło stacji  paliw 
/samolotów już tam niestety nie było/. Było pochmurno i mglisto, na polach 
śnieg, ale na szczęście nie padało i nie było silnego wiatru. Szło się więc 
raźno, a tuż przed Obliwicami Mecek napotkał peleton zawodników i zawodniczek 
imprezy wśród których była ''leśniczyna Maruszyna'' /ta która w Toruniu patrzyła 
ze zdumieniem jakie wówczas Janek wielkie miał pragnienie/ oraz Irek Krawiec. 
Z kolei w świetlicy w Obliwicach czekał już baron Mark von Glowitz z Tereską 
oraz sam Wielki Mistrz Wolnej Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego 
i Uznanego- Jan Kiśluk. Za jakiś czas pojawiła się wędrująca wokół Obliwic 
grupa dzieci ze szkół lęborskich /niestety bez pani od matematyki/, a z grupą 
tą wędrowali m.in.Tadek ''Roszpunka'', Lech ''Big Horn'' z Ewą oraz stary 
traper ''Jurencjo'' z Redy. Żałowaliśmy,że nie było Ewy Moorhexe, ale ta znowu 
wyjechała do Niemiec gdzie mieszka tym razem w Schwulerht koło Köln i 
zajmuje się 80 letnią Frau Alteaffe.. Wspólnie udaliśmy się zapalić znicze na 
starym cmentarzu a następnie wróciliśmy ogrzać się przy ognisku rozpalonym 
niedaleko świetlicy. Marek z żalem poinformował o śmierci naszego kolegi z 
Lipnicy- Tomka Drzazgi, znanego z wędrówek z ''Głosem Pomorza'' a także, że w 
Główczycach pozostał jeden bocian biały, który nie odleciał. Zainspirowało to 
nas do dyskusji o bocianach dlatego też udaliśmy się ''pod łódź'' by 
przedyskutować ten problem. Stopniowo na mecie zaczęli się pojawiać uczestnicy 
marszu, my zajadaliśmy się parowanymi ziemniakami i śledzikami /ulubiona potrawa 
Janka/. Od dyrektora Pruszaka otrzymaliśmy też prezenty w postaci kalendarzy z 
wizerunkiem nowego dworca w Lęborku. Gdy impreza się kończyła, Tadek ''Roszpunka'' 
zebrał grupę dzieci i poprowadził szlakiem do leśnego stawu a potem do skrzyżowania 
drogi z Obliwic z szosą do Łebienia, tam poczekaliśmy na autobus z którego też 
skorzystał Mecek by dotrzeć do Lęborka, skąd pociągiem o 15.08 odjechał do Słupska...