Data: 15.01.2022r
Trasa: Wielka Wieś- pałac- drogą na zachód- Siodłonie- Klęcino- Klęcinko /hacjenda "U Benka"/ 8 km
Prowadzący trasę: Marek Janusewicz
Liczba uczestników: 22

Inauguracja sezonu turystycznego roku 2022 była udana ze wszech miar, dopisała i pogoda i frekwencja 
a i trasa była ciekawa, a do tej pory przez nas ''nieprzechodzona''. Jak pamiętamy z reguły styczniowy 
rajd ''Żubrzym Szlakiem'' odbywał się nieraz w śniegu czy błocie, w padającym deszczu czy nawet 
burzach gradowych, tym razem jednak aura była wręcz wiosenna-bezchmurne niebo, po ostatnich wichurach 
stało się prawie-bezwietrznie, a i błota na trasie też nie było za wiele. Nie dziwi zatem liczna 
frekwencja, poza ''ekipą'' ze Słupska pojawiła się liczna grupa turystów z Lęborka. Atrakcją było też 
zwiedzanie wyremontowanego zabytkowego pałacu rodu von Mitzlaff w Wielkiej Wsi. Ze Słupska autobusem 
linii 105 o 9.05 wyjechała grupa w składzie: Marcel, Mecenas, kapitan Halszka z flaszką pieprzówki, 
Mariola i Andrzej Jóźwiakowie oraz dawno nie widziana a wielce lubiana Brygida ze Stowarzyszenia 
Przyjaźni Polsko-Tureckiej ''Yarak Mustafa'' zaś po drodze, w Damnicy dosiadł się stary traper 
''Jurencjo' 'z Redy. Na przystanku w Wielkiej Wsi czekali na nich prowadzący- baron Mark von Glowitz 
z Tereską oraz wzmiankowana na wstępie ekipa ''Kahel Klubu'' z Lęborka z samym Wielkim Mistrzem Wolnej 
Loży Turystów Pomorza Rytu Beretowego Dawnego i Uznanego - Janem Kiślukiem na czele. Nie zabrakło 
niezawodnego Tadka ''Roszpunki'', miłośnika Lądka-Zdroju, oraz Lecha ''Big Horn'' i Ewy, która okryła się 
nieśmiertelną chwałą wspinając się niegdyś na Wierzycę. Zabrakło niestety innej Ewy- ''Moorhexe'' ale ta 
pamiętała o nas i zadzwoniła z życzeniami. Ona bowiem po pobycie w Wichser an der Schwule gdzie 
zajmowała się obleśnym Jorgiem Schwanzem aktualnie przebywa w Hurenth a jej podopieczną jest blisko 
stuletnia Hanne Schlampe Hundertschwanz.Wprawdzie ''diese Alteaffe'' jest bardzo samodzielna jak na 
swój wiek i Ewa nie Musi jej ''sehr stinkende Arschloch putzen' 'ale z drugiej strony jej energia 
przejawia się w rozkazach typu ''Raus !'', ''Weg !'', ''Komm zu mir, aber schnell'' ''Singen !'' tak, 
że Ewa ma wrażenie, że może ta babcia należała kiedyś do Bund Deutsche Madel i była aufseherin w KZ. 
W każdym razie zorientowała się ona w talentach muzycznych Ewy i każe jej godzinami śpiewać ze starej 
księgi takie utwory jak ''Die Fahne Hoch !'' , ''Wenn die Messern wieder blitzen und die Polen wieder 
sterben- Rache kommt mit Hitlerserben !'' und andere.. Tak, że Ewa wraca do Polski w końcu stycznia i 
już do Niemiec powracać nie ma zamiaru.. A wracając do rajdu- wszyscy przeszliśmy pod pałac w Wielkiej 
Wsi gdzie czekał na nas właściciel, na stałe zamieszkały w Sopocie, któremu towarzyszyła znana nam 
Wandzia z Rzuszczy /''królowa indyków''/. Zostaliśmy poczęstowani kawą i ciastkami i mogliśmy też 
zwiedzić odrestaurowane komnaty pałacowe. Co poniektórzy jak Andrzej i Mecek udali się na przechadzką 
po parku pałacowym ze starymi  dębami gdzie nad stawem dyskutowali nad pięknem ziemi radomskiej i 
olsztyńskiej. Po posiadówce w pałacu Marek zebrał grupę i pomaszerowaliśmy przez pola drogą na zachód 
w stronę Drzeżewa. Widać było, że to stary poniemiecki trakt, bowiem zdarzał się bruk, oraz wędrowaliśmy 
nieraz w szpalerach wiekowych drzew. Dłuższy postój nastąpił na skrzyżowaniu dróg, gdzie musieliśmy 
skręcić na prawo w stronę wsi Siodłonie. Tam Marcel częstował swoim własnorobnym produktem który 
spotkał się z uznaniem fachowców takich jak Janek, Marek i Andrzej, zaś kapitan Halszka- oczywiście 
pieprzówką którą lała z butelki wprost do gęby Mecenasa. Od skrzyżowania przez pewien czas szliśmy 
wysokopiennym lasem, na polach były rozlewiska stanowiące wynik zarówno deszczów jak i pracy bobrów, 
widoki były przepiękne. Wieś Siodłonie ominęliśmy od wschodu i błotnistą nieco drogą skierowaliśmy się w 
stronę Klęcina. Stamtąd już niestety musieliśmy na metę podążyć skrajem szosy, więc trzeba było ''wrzucić 
czwarty bieg'' by ten odcinek przejść jak najszybciej. Zgodnie z tradycją, hacjenda ''U Benka'' powitała 
nas ''chlebem i solą'', była grochówka, pieczone kurczaki, sałatki, grzybki i wiele innych smakowitości. 
Większość turystów zasiadła w salonie przy biesiadnym stole gdzie przygrywał im na gitarze Tadek 
''Roszpunka'' ale byli i tacy którzy woleli przebywać w plenerze, przy ognisku w ogródku, rozpalonym przez 
Marcela. Było bardzo miło- ale się skończyło. Nie czekając zmroku ekipa słupska udała się na przystanek 
autobusowy skąd wyjechali o 15.35 zaś w Słupsku jak zwykle kapitan Halszka pełniła rolę karawaniarza 
odwożącego ''zwłoki'' ale nie do kostnicy lecz do domów..