Data: 14.05.2022r
Trasa: Ustka- czerwonym szlakiem- Orzechowo- brzegiem morza- jar k.Poddębia- Poddębie 11 km
Prowadzący trasę: JacekGrabowski, Zbigniew Lewicki
Liczba uczestników: 8

Trasa między Ustką a Rowami, niezależnie czy wiedzie ona szlakiem czy brzegiem morza jest 
nam doskonale znana, ale postanowiliśmy zapisać się na rajd organizowany przez słupski 
oddział PTTK z uwagi na transport a konkretnie na możliwość odjazdu z Poddębia. Kilka razy 
bowiem w trakcie ostatnich miesięcy staraliśmy się obejrzeć skutki zimowych huraganów, 
niestety aura sprawiała że docieraliśmy tylko do Orzechowa a zamierzaliśmy nadto dotrzeć 
do Klifów Wytowieńskich. I dlatego choć prognoza pogody nie nastrajała optymistycznie 
/miało być chłodno i deszczowo/ na wędrówkę wybrali się- Andrzej z Ulą, Andrzej Jóźwiak z 
Mariolą, kapitan Halszka, Beata, Mecenas i Maryla. Sobotni ranek rzeczywiście był pochmurny i 
chłodny, zaś w Ustce okazało się że dokuczał nadto porywisty wiatr- na szczęście wiał  on z 
zachodu, więc szliśmy ''z wiatrem''. Wyznaczona przez organizatorów trasa wiodła cały czas 
czerwonym szlakiem zaś część grupy prowadzona przez Zbyszka Lewickiego miała nadto "zaliczyć" 
Wydmę Orzechowską. My jednak postanowiliśmy wędrować we własnym gronie by w spokoju chłonąć 
piękno przyrody /choć Halszka tym razem nie zabrała pieprzówki/.. Do Orzechowa szliśmy 
czerwonym szlakiem, bo zdawaliśmy sobie sprawę że na pewnym odcinku morze dochodzi do klifów i 
suchą nogą nie przejdziemy. Zatrzymaliśmy się na pierwszy postój w lesie za ośrodkiem "Perła"- 
na kawę i własnorobny napój Andrzeja, a gdy główna grupa dotarła do nas- wspólnie z nimi 
zabraliśmy się do Orzechowa. Tam planowaliśmy zejść na ''plażę'' ale gdy okazało się, że..plaży 
nie ma i morze uderza w brzegi, musieliśmy przejść nieco ''pagórkowatym'' szlakiem jeszcze 
kilka kilometrów by w końcu cieszyć się wędrówką brzegiem morza. Po pochmurnym poranku 
całowicie się rozpogodziło, plaża była szeroka, zaś wicher wiał nam w plecy i ułatwiał 
wędrówkę. Wprawdzie na postoju Andrzej narzekał że mu wiatr nawiewa piasek do kieliszka- a nam 
wszystkim do oczu i ust-ale i tak byliśmy zachwyceni, tym bardziej że wbrew obawom- można 
było bez przeszkód przejść pod klifami wytowieńskimi. Zakończenie rajdu odbyło się wyjątkowo 
nad znanym nam jarem /obok którego kiedyś mieściła się wieża obserwacyjna WOP/ a nie na stacyjce 
rowerowej w Poddębiu. Miejsce nad jarem jest urokliwe i mieliśmy tam piękny widok na morze, ale 
serwowaną nam grochówkę trzeba było jeść szybko by nie nabrała piaskowego wkładu. Byliśmy pierwsi 
na mecie i po dojściu głównej grupy postanowiliśmy poszukać bardziej ustronnego miejsca, które 
znaleźliśmy, jednakże z uwagi na silny wiatr udaliśmy się do Poddębia gdzie już stały autokary.. 
Andrzej znalazł  kawiarenkę gdzie przy zimnych napojach i lodach o smaku mango spędziliśmy miło 
czas aż do momentu odjazdu do Słupska..