Data: 25.06.2022r
Trasa: Kawcze PKP- Świerzno -Biała- Przytocko PKP 12 km
Prowadząca trasę: Ula Strzykowska
Liczba uczestników: 6

Dobrych kilka lat temu Marcel prowadził wędrówkę z Kawcza do Ciecholubia i ci 
którzy z nim wędrowali pamiętają problemy z dojściem do mety bowiem droga z Płocka 
do Ciecholubia przez las była kręta i mylna. Dlatego też teraz postanowiliśmy 
skrócić tą trasę i zakończyć ją w Przytocku, tym bardziej że na sobotę przewidziane 
były upały. Aby się nie zmęczyć zaplanowaliśmy postoje w każdej miejscowości a 
i tempo wędrówki miało być umiarkowane. Do Kawcza pojechaliśmy pociągiem o 7.40 w 
składzie Mariola i Andrzej Jóźwiakowie, kapitan Halszka z pieprzówką, Mecenas, 
oraz Andrzej z Ulą, która dzisiaj prowadziła wędrówkę bowiem- chociaż urodziła się 
w Budowie- dzieciństwo spędziła w Świerznie i Świerzenku. Po wyjściu z pociągu, 
jeszcze w Kawczu znaleźliśmy przytulną, zacienioną wiatę przy placu zabaw gdzie 
zasiedliśmy aby godnie zainaugurować wędrówkę. Dodajmy, że  zgodnie z prognozami 
niebo było bezchmurne zaś upał sięgał 30 stopni C, więc odpoczywaliśmy w miejscach 
zacienionych.. Andrzej, jak zwykle miał ze sobą własnorobny eliksir, który 
degustowaliśmy ze smakiem- ale i z umiarem, bowiem było gorąco. Z Kawcza do 
Świerzna wędrowaliśmy szosą ale było przyjemnie bowiem rosnące stare drzewa 
tworzyły zacienioną aleję i upał nam nie dokuczał. Przeszliśmy przez całe Świerzno, 
by zatrzymać się na odpoczynek przy dawnym leśnym cmentarzu, na którym zachowało się 
jeszcze wiele żeliwnych krzyży i rosły kolorowe naparstnice. Następnie cofnęliśmy się 
do centrum wsi i skręciliśmy w drogę na północ, zatrzymując się na kilka minut przy 
dawnej wiejskiej szkole /do której kiedyś uczęszczała Ula/, naprzeciwko której 
mieścił się ciekawy, szachulcowy kościół. Jeszcze kilkaset metrów szosą i weszliśmy 
na polną drogę wiodącą do Białej, gdzie zachwycaliśmy się barwami polnych kwiatów. 
Ten odcinek trasy był wielce urozmaicony, stare drzewa, krzewy, zagajniki tworzyły 
ciekawy krajobraz,  zaś w lesie mogliśmy znaleźć schronienie prze słońcem. Jak pamiętamy, 
w Białej znajdowały się resztki dawnego cmentarza z ruiną kaplicy- dlatego miłym 
zaskoczeniem było dla nas to, że kaplicę odbudowano i pokryto dachem, zaś cmentarz 
ogrodzono. Pod wysokimi drzewami i na zielonej trawce miło było odpoczywać, zwłaszcza, 
że przysiadł się do nas mieszkaniec Białej, Józek, który z rozkoszą zakosztował eliksiru 
Andrzeja- okazało się, że on nieraz uczestniczył w wędrówkach z Głosem Pomorza w plener 
organizowanych przez Konrada Remelskiego, więc było co wspominać. Z niechęcią 
odchodziliśmy z tego miejsca, bowiem ostatni odcinek trasy, z Białej do Przytocka, nie 
dość, że biegł szosą to jeszcze wzmógł się upał, a lasy złożone z drągowin sosnowych nie 
dawały upragnionego cienia. Dlatego przyspieszyliśmy tempo marszu by spocząć na 
skrzyżowaniu dróg na początku Przytocka przy dawnym sklepie. Niektórzy udali się do 
innego, czynnego sklepu po lody zaś Mecenas pospieszył na zachód by obejrzeć pałac, 
ruiny kaplicy oraz  resztki dawnego cmentarza. Ponieważ od starego sklepu do przystanku 
PKP był jeszcze ok kilometr drogi, postanowiliśmy dla bezpieczeństwa, poczekać na 
pociąg w pobliżu torów, tam z zadowoleniem znaleźliśmy pod lasem wiatę, gdzie 
biesiadowaliśmy blisko godzinę. Ale i tak słońce nas ''wyprażyło' 'bowiem gdy udaliśmy się 
na peron, okazało się, że pociąg /niewielki szynobus/ miał znaczne opóźnienie, nie 
wiedzieliśmy jakie ale radzi, nieradzi musieliśmy czekać na rozgrzanym betonie peronu. 
W końcu jednak się doczekaliśmy, zaś w pociągu znalazły się dla nas miejsca siedzące.. 
W Słupsku okazało się, że samochód Halszki nie mógł dzisiaj spełniać roli ''karawanu'' 
gdyż ''złapał gumę'', dlatego też Ula wezwała syna Michała który wszystkich rozwiózł do 
domów..